Naiwna malarka i jej marchew

Naiwna malarka i jej marchew

BARBARA CIRYT

Dziennik Polski 24

Dziennik Polski 24

Wesele krakowskie - ulubiona scena artystki z Zielonek Fot. zbiory Muzeum Etnograficznego im. S. Udzieli w Krakowie

Wesele krakowskie - ulubiona scena artystki z Zielonek Fot. zbiory Muzeum Etnograficznego im. S. Udzieli w Krakowie

Opowiadają o niej jak o Kopciuszku-staruszce. Katarzyna Gawłowa plewiła marchew, myła, zawijała w szmaty i nosiła na sprzedaż. Brała też buraki, pietruszkę, mleko, masło. Jej bratanek Jan Chrzan wspomina, że pakunek, który brała na plecy, wyglądał jak spadochron.
Wesele krakowskie - ulubiona scena artystki z Zielonek Fot. zbiory Muzeum Etnograficznego im. S. Udzieli w Krakowie

Wesele krakowskie - ulubiona scena artystki z Zielonek Fot. zbiory Muzeum Etnograficznego im. S. Udzieli w Krakowie

Wesele krakowskie - ulubiona scena artystki z Zielonek Fot. zbiory Muzeum Etnograficznego im. S. Udzieli w Krakowie

LUDZIE. Jej obrazy w muzeum wiszą obok prac Nikofora. Dziś o Katarzynie Gawłowej z Zielonek mówią, że to niezwykły talent. Na swoje wystawy przychodziła z pchłami. Stworzyła swoisty happening, gdy goście drapali się i iskali ona się śmiała.

- Ciotka sprzedawała te swoje jarzyny, ale i tak klepała biedę. W wolnych chwilach malowała, jeśli w dzień brakowało czasu, to malowała nocami. Na ścianach, piecu i drzwiach domu powstawały światki, aniołki, kwiatki - mówi bratanek. W Zielonkach ludzie jej nie cenili, uważali za dziwaczkę. Aż docenili ją znawcy sztuki. Miała 77 lat, gdy jej talent odkrył artysta Mieczysław Górowski, późniejszy profesor ASP. A Jacek Łodziński, kolekcjoner i znawca sztuki ludowej, etnograf, kupiec, restaurator i ekonomista zadbał o jej promocję.

Katarzyna Gawłowa była pogodna i autentyczna. Gdy jechała do Krakowa ubierała za wąski gorset krakowski, a na niego nowohucką kufajkę.

Artystka naiwna, która mówiła o sobie, że lubuje się w kolorach, została królową sal wystawowych. Jej obrazy trafiły do muzeów, galerii w wielu krajach Europy, miała wystawę z wernisażem przypominającym wesele w Muzeum Etnograficznym w Krakowie. - Było biesiadowanie i tańce. Plakat na tę wystawę robił Janusz Sebiatowski. Wykorzystał obraz Gawłowej "Wniebowzięcie Matki Bożej". Przekonał do tego cenzurę. Tak powstał pierwszy plakat o tematyce religijnej w Polsce Ludowej. Na wernisażu pojawiły się też pierniki w formie orłów w koronie, czyli niedozwolonych elementów w tamtych czasach. Ludzie błyskawicznie rozchwytywali te orły - wspomina Łodziński. Gawłowa stworzyła wtedy happening, bo miała pchły. Goście zaczęli się drapać, iskać, a ona się tylko śmiała.

Potem prace prymitywistki trafiły do warszawskiej "Zachęty". - Przyjeżdżali do niej kolekcjonerzy z całej Polski, znawcy sztuki, prezydent Krakowa, a nawet dyrektor Centrum Pompidou w Paryżu - wspomina Jacek Łodziński, bo sam takie osobistości przywoził do Zielonek do wiejskiej komórki, w której mieszkała artystka.

W tym roku mija 30 lat od śmierci Katarzyny Gawłowej. Kto ją pamięta? Może kilkanaście starszych osób. Wiedzą, że grób ma wspólny z siostrą Zofią i wiedzą, że napisano tam "Katarzyna Gawłowa, malarka ludowa". W Centrum Kultury w Zielonkach cieszą się, że w tym roku udało się kupić dwa obrazy malarki. - To "Święta Barbara" i "Wniebowzięcie Najświętszej Marii Panny" - mówi Małgorzata Kminta-Fugiel, która zajmuje się promocją gminy. Postanowiła, że nie dać zapomnieć o Gawłowej w Zielonkach. Wspomina czas, gdy pierwszy raz zobaczyła jej obrazy. - Wtedy nie miałam nic wspólnego z tą gminą. W Muzeum Etnograficznym zobaczyłam prace Gawłowej i NiIkofora. Wisiały obok siebie. Obrazy Nikofora wydały mi się tam szare, nieciekawe - uśmiecha się. Potem dowiedziała się, że malarka w rodzinnej wiosce nie miała nigdy wystawy, więc z grupą zapaleńców zaczęła ją przygotowywać, opowiadać o Gawłowej jak o Kopciuszku, który poznał swojego księcia Jacka Łodzińskiego.

- Mówiła na mnie Jacenty - przyznaje Łodziński. Wspomina czas, gdy do Gawłowej trafił Mieczysław Górowski. - Szukał skrzyń krakowskich i na ścianach izby w Zielonkach zobaczył malowidła - mówi kolekcjoner. Zapisywał też słowa malarki: "Pamiętom, jak przyszli panowie żebym skrzyń im sprzedała, a jak uźreli te ściany, to chcieli bym takie same wymalowała. Pan mówił, żebym namalowała to co jest na ścianie, ale ja zaczęłam krakowskie wesele, pięcioro ich było, pani młoda we wianusku i brycka".
« 2

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo