Najlepiej grywał w Hutniku

Łukasz Madej

Dziennik Polski 24

Aktualizacja:

Dziennik Polski 24

Dawne sławy krakowskich boisk: Mariusz Wawrów. W tym roku będzie obchodzić 45. urodziny, najlepszy sezon zanotował niemal 20 lat temu, ale sportową sylwetką imponuje, jakby nadal czynnie grał w piłkę.
Wawrów ciągle żyje piłką. Jest trenerem Odry Bytom Odrzański

Wawrów ciągle żyje piłką. Jest trenerem Odry Bytom Odrzański ©Archiwum Mariusza Wawrowa

Bo codziennie jestem na siłowni, biegam, a od czasów Hutnika przytyłem może ze dwa kilo – z uśmiechem opowiada Mariusz Wawrów, który piłkarzem Hutnika był w latach 1996/2000. Na Suche Stawy trafił do drużyny, która chwilę wcześniej zdobyła brązowy medal i szykowała się do startu w Pucharze UEFA.

W ogóle najlepszy mecz w karierze rozegrałem prawdopodobnie na wyjeździe przeciwko Sigmie Ołomuniec. Zebrałem bardzo dobre recenzje. W gazetach widziałem, że przed rewanżem trener rywali najwięcej uwagi poświęcił właśnie mojej osobie. Bardzo mocno się mnie obawiali – przypomina.

Tamte rozgrywki były dosyć dziwne, bo Hutnik w Europie spisał się dobrze, ale spadł z ekstraklasy. A, z drugiej strony, dla samego Wawrowa był to najlepszy czas w karierze, bo nigdy – ani wcześniej, ani później – w ekstraklasie już nie zagrał.

Wystąpił wtedy w 31 spotkaniach, a jedyną bramkę pamięta świetnie. – Tego nie można zapomnieć. Był to mecz z Legią, w której grało wielu reprezentantów Polski. Zieliński, Siadaczka, Jałocha, Szczęsny... Graliśmy u siebie, wygraliśmy 2:1, a drugą bramkę zdobył Waldek Adamczyk – wylicza.

Po Hutniku miał szansę na angaż w austriackim SV Ried, ale jego karierę powstrzymały kontuzje. Jedna z nich skończyła się nawet pięcioma operacjami. – Staw skokowy do dziś nie funkcjonuje tak jak powinien. Grać na najwyższym poziomie już nie mogłem, co najwyżej jako stoper w ligach ościennych. Wie pan, pięć metrów w prawo, pięć w lewo – twierdzi.

Swoje piłkarskie dokonania podsumował już dawno.

Niedosyt mam bardzo duży. No, ale byłem zawodnikiem, który wkładał głowę tam, gdzie inni nie wkładali nogi. Los mnie pokarał, a gdybym trafił wtedy do Austrii, pewnie pod kątem finansowym bym się ustawił. Formę miałem optymalną i mogłem tam pograć ze cztery lata. A funkcja stopera? Przeszedłem różne schematy, bo zaczynałem jako napastnik, potem była prawa i lewa pomoc, nawet prawa obrona, a skończyłem właśnie jako stoper.

Po grze w Hutniku był zawodnikiem m.in. Czarnych Żagań i Aluminium Konin, a najwyższej zagrał już tylko na drugim poziomie.

Dziś ciągle żyje z piłki. Jest opiekunem czwartoligowej Odry Bytom Odrzański, w której wcześniej był także grającym trenerem i którą wprowadził na ten szczebel. W Odrze prowadzi również młodzież, a do tego jest jeszcze animatorem Orlika.

Posiada papiery trenera drugiej klasy i licencję UEFA B. Kwalifikacje zamierza podnosić. A o tym, że po zakończeniu kariery zajmie się szkoleniem, wiedział już za krakowskich czasów Hutnika.

Wszystko zaczęło się, jak do zespołu przyszedł Kaziu Moskal, i podjęliśmy decyzję, że jedziemy do Katowic zdawać na instruktora piłki nożnej. Było nas wtedy pięciu, Stanek, Ozimek, ja, Moskal i... Tego piątego nie pamiętam – puszcza oko.

Wawrów to wychowanek Cynkmetu Bytom Odrzański. W rodzinnych stronach jest człowiekiem-instytucją.

Ostatnio dokonano jakiegoś podsumowania i wyszło, że z tego regionu, tak jak ja, nie wybił się nikt – twierdzi.

A Hutnik? Kiedy sprawdzam w internecie wyniki swojej ligi, to szukam też informacji o Hutniku. Na co dzień kontaktu już nie mamy, ale na święta są esemesy, choćby z Prokopem, Stolarzem czy Ziębą. Każdy z nas gdzieś się rozjechał... I szkoda, że klub poszedł tak w dół.

Za tydzień Wacław Szczerba, były piłkarz Cracovii

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo