Najpiękniejsze strzelby świata

Redakcja
Każdy egzemplarz ptaszniczki z Cieszyna stawał się strzelającym dziełem sztuki

Najpiękniejsze strzelby świata

Najpiękniejsze

strzelby świata

Każdy egzemplarz ptaszniczki z Cieszyna stawał się strzelającym dziełem sztuki

   Wisiała nad kominkiem, pomiędzy głowami dzikich gigantów z odległych kontynentów: nosorożca i tygrysa. Salon urządzony był w stylu wielkomyśliwskim: pełen stylizowanych mebli, jelenich rogów oraz preparowanych zwierząt, wyglądających jak żywe. Była też broń: sztucery, dubeltówki, bocki, kniejówki, kordelasy myśliwskie... Jednak tamta ozdobna strzelba na ścianie przyciągała wzrok najbardziej. Gospodarz to zauważył, zdjął więc fantazyjną broń i podał ją, określając słowem:
   - Cieszynka, zwana również ptaszniczką.
   Tam, na Pomorzu Zachodnim nazwa zabrzmiała po śląsku swojsko, ale na razie interesujący był ów przedmiot służący do strzelania. Gdyby spróbować opisać go najkrócej jak można, trzeba byłoby powiedzieć, że wyglądał niczym zaklęta w drewno oraz metal baśń z tysiąca i jednej nocy.
   Kilka tygodni później piliśmy kawę w warsztacie rusznikarskim Jerzego Wałgi, położonym przy Starym Targu w Cieszynie, patrząc jak spod struga, prowadzonego pewną ręką mistrza, spadają na podłogę skrawki gruszkowego drewna.
   - To pierwsza cieszynka, którą wykonuję po ośmioletniej przerwie - opowiadał. - Nie jestem już młody i nie sądziłem, że kiedyś jeszcze zdarzy się zamówienie. Ostatnio jednak było kilka telefonów, co świadczy, że zainteresowanie kolekcjonerów broni nagle się odrodziło. To mnie cieszy. Nie chciałbym, żeby pamięć o najwspanialszych rusznicach świata utknęła w kilku muzeach.
   Pan Jerzy wyuczył się niegdyś na ślusarza narzędziowego i mistrza obróbki cieplnej, ale to, co robił w fabryce, niezbyt go fascynowało. Tymczasem w połowie minionego wieku po strychach i piwnicach starej części Cieszyna, jak na sędziwą stolicę księstwa przystało, poniewierało się mnóstwo broni białej i palnej. Jerzy naprawił najpierw szablę, potem zamek pistoletu skałkowego, o czym dowiedzieli się koledzy, więc zaczęli przynosić do reperacji swoje znaleziska. Pierwszą cieszynkę zobaczył blisko 40 lat temu w muzeum i tak się nią zachwycił, że postanowił wykonać podobną dla siebie.

Kurland z Kurlandii

   Kiedy dowiedział się od muzealników, że część inkrustacji zrobiona jest z kości słoniowej, przypomniał sobie, że w domu poniewiera się... cios słonia. Olbrzymi kieł pozostał po dziadku Janie, który był przed wojną jednym z zamożniejszych ludzi w Cieszynie. Posiadał mianowicie, w tejże rodzinnej kamienicy, Przedsiębiorstwo Wynajmu Samochodów Auto-Taxi, z flotą liczącą 9 mercedesów, fiatów i packardów. Dziadka stać było na rozmaite fanaberie, nawet takie, jak posiadanie uzębienia współczesnego mastodonta. I pewno nigdy ani przyszło mu do głowy, że ta biała twarda substancja, krojona na przeźroczyste prawie płatki, stanie się na długie lata podstawą utrzymania jego wnuka.
   - Zacząłem jeździć do Krakowa na Wawel, żeby oglądać tamtejsze ptaszniczki, a także szukać informacji dotyczących tych strzelb - _wspomina pan Jerzy. - Potem natrafiłem na książkę profesora Zdzisława Żygulskiego juniora o starej broni, gdzie rusznice zostały opisane i sfotografowane. W końcu wystarałem się o sezonowane orzechowe drewno na łoże pierwszej cieszynki i tak się zaczęło... Ta broń jest finezyjna nie tylko w zdobnictwie, ale i w nowatorskiej jak na owe czasy konstrukcji. Proszę spojrzeć na zamek..._
   Jest to chyba najbardziej okazała część strzelby. W egzemplarzu, który oglądamy, kurek ma postać koguta, dzięki czemu może trzymać w dziobku piryt. Ten rodzaj krzesiwa zapalał podsypkę, wałek, iskrzył i następował wystrzał.
   Spór o autorstwo mechanizmu, jak i o nazwisko jego twórcy prowadzili polscy i niemieccy historycy sztuki przez kilkadziesiąt lat na przełomie XIX i XX wieku. Ostatecznie zgodzono się co do tego, że twórcą kołowego zamka, zwanego kurlandem, wyróżniającego cieszynkę spośród wszystkich innych ptaszniczek owego czasu, był niejaki Georg Kurland. Niektórzy sądzili, że mistrz, przywędrowawszy z odległej krainy, przyjął nazwisko od tak nazywanego mechanizmu broni, ale było odwrotnie.

Rury i rurki

   Kilka lat temu w Muzeum Zamkowym w Pszczynie odbyła się Światowa Wystawa Cieszynek. Nic dziwnego, bo opiekunem tutejszej zbrojowni jest największy ich znawca w Polsce, dr Jan Kurczek, autor monumentalnej monografii pt. "Rusznikarstwo szkoły cieszyńskiej".
   Rozmawiamy, słuchając od czasu do czasu bicia tutejszych sławnych zamkowych zegarów. Zbrojownia jest akurat w remoncie, część zbiorów spoczywa w skrzyniach, zaś w pracowni w wielu miejscach stoją, wiszą lub leżą kusze - druga pasja dr. Kruczka.
   - Ptaszniczki są właściwie kontynuacją specjalnych kusz na ptactwo, powszechnie używanych wcześniej - tłumaczy historyk sztuki. - Proszę zwrócić uwagę na przykład na tę. Nie służyła wcale do miotania bełtów, czyli strzał, ale metalowych kulek.
   Rzeczywiście, w środku cięciwy znajduje się mieszek z grubej skóry, podobny do "łatek" z proc wykonywanych przez niegdysiejszych chuliganów.
   Próbujemy strzelać do tarczy z mikroskopijnej kuszy, zwanej "pistoletową", która ma kolbę identyczną jak współczesne rewolwery. Siła wyrzutu pocisku jest, jak na takie maleństwo, imponująca, ale skuteczne rażenie ogranicza się do dziesięciu, najwyżej kilkunastu metrów. Drugi egzemplarz wygląda znacznie bardziej poważnie. Kusza jest cała ze srebrzystego metalu i ma przemyślny napinacz cięciwy, jako że palcami nie zdołałby jej naciągnąć nawet sam Zbyszko z Bogdańca.
   Moda na używanie broni palnej do uśmiercania ptactwa siedzącego na drzewach, łąkach czy brzegach zbiorników wodnych, a także dzikich królików rozpowszechniła się w XVI stuleciu i przetrwała do początków XVIII.
   - Inwentarze zbrojowni magnatów, szlachty i najzamożniejszych mieszczan świadczą, że ptaszniczki, zwane rurami, rurkami, rusznicami ptasimi lub ptaszynami, były niezwykle popularne - mówi dr Kruczek. - Próbowano wyrabiać je w Wilnie, Toruniu, Warszawie, Lwowie i Wrocławiu. Dzieła mistrzów cieszyńskich zasłynęły jednak najbardziej ze względu na walory zdobnicze oraz wyjątkową konstrukcję zamków i samych strzelb.

Cuda, cudeńka

   Jerzy Wałga prezentuje ośmiokątną lufę, którą będzie montował do nowej cieszynki. Jest cyzelowana i delikatnie grawerowana. Dla kogoś obeznanego z bronią palną pewnym zaskoczeniem będzie umieszczenie instrumentów celowniczych, czyli muszki i szczerbinki - niedaleko za zamkiem, a nie jak we współczesnych karabinach na końcu lufy.
   Zakończenie kolby zostało równo ucięte, w kształcie sarniej nóżki, a często zdobione jest przy tym metalową nakładką, co każe się domyślać, że nie przykładano jej do ramienia. Pod kolbą znajduje się coś w rodzaju osłony z blaszanego płaskownika, ukształtowanego w taki sposób, iż można było złapać rusznicę od dołu trzema palcami tejże ręki, która uruchamiała urządzenie spustowe.
   Budowa rusznicy przesądzała o technice oddawania strzału. Odbywało się to poprzez przyłożenie kolby do policzka, ale bynajmniej nie do ramienia.
   O popularności ptaszniczek z Cieszyna decydowała nie tylko wysoka użytkowość, ale także niespotykana gdzie indziej fantazyjność w zdobieniu tej broni. W szczytowym okresie jej popularności trudno było znaleźć na egzemplarzu wykonywanym dla magnaterii choćby centymetr kwadratowy, który nie byłby w misterny sposób zdobiony. Cieszynkę oglądać można godzinami, odkrywając coraz to nowe motywy, obrazy i zawijasy. Aż w oczy bije inkrustacja, często ze szczerego złota, w użyciu była również masa perłowa, róg jeleni oraz kość słoniowa.
   - Kieł, który odziedziczyłem po dziadku, szybko został zużyty - mówi pan Jerzy. - Szczęście, że teraz od czasu do czasu ktoś przyniesie jakiś stary długopis albo klawisz fortepianu.
   Najczęściej stosowane były motywy roślinne i myśliwskie, te drugie niesłychanie jak na tak małe powierzchnie rozbudowane. Czasami sięgnąć trzeba po mikroskop, żeby zobaczyć łowców i liczną sforę psów naganiających zające na długą sieć rozpiętą pomiędzy drzewami. Snycerze niejednokrotnie puszczali wodze fantazji, wykorzystując wizerunki sfinksów oraz stworów będących dziełem ich wyobraźni. Bardziej figlarni mistrzowie nie stronili od przedstawiania scen... erotycznych z udziałem zwierząt, alegorii, a także ilustracji bibilijnych z ulubionym świętym Jerzym walczącym ze smokiem.
   W efekcie każdy egzemplarz ptaszniczki z Cieszyna stawał się strzelającym dziełem sztuki. Nic dziwnego, że rusznice rozpowszechniły się w całej Europie i dziś ich kunsztowne egzemplarze znaleźć można w muzeach oraz zbiorach prywatnych w Niemczech, na Węgrzech czy w państwach skandynawskich. Produkcji "rur" próbowali również rusznikarze z Bielska, Kęt, Żywca oraz wielu innych miejscowości, wywołując ciągłe konkurencyjne spory.

Wojacy i zbójnicy

   - Niewinne wydawałoby się, służące zabawie magnaterii "rurki" znad Olzy miewały w swej historii mniej chlubne epizody, używano ich bowiem również do zabijania ludzi. Pamiętajmy, że chodzi o broń kulową, zdolną uśmiercić każde żywe stworzenie - tłumaczy dr Jan Kruczek.
   Mowa o czasach, kiedy w Europie utarczki między państwami oraz regularne wojny były na porządku dziennym, więc władający kontynentem Habsburgowie wprowadzali coraz to nowe zakazy w handlu bronią. Cieszynki jednak przemycano na najrozmaitsze sposoby, zaś ograniczenia celne powodowały, iż strzelby osiągały wysokie ceny.
   O zasiedlających Karpaty Wałachach, czyli osadnikach pochodzenia wołoskiego, mówi się współcześnie wyłącznie jako o pasterzach o interesującej obyczajowości i kulturze. Był to tymczasem lud niezwykle wojowniczy, którego liczne grupy, w postaci oddziałów najemnych, odegrały istotną rolę w wielu epizodach wojny 30-letniej i innych bataliach. W zależności od miejsca zamieszkania ich kilkusetosobowe oddziały oferowały swe usługi zarówno cesarzowi jak i Szwedom. Kiedy pół wieku później angażowano Wałachów do obrony Moraw przed armią Franciszka II Rakoczego, zdecydowano nie dawać im broni palnej, bo i tak "każdy posiadał własną strzelbę - cieszynkę". Co ciekawe, w tym samym mniej więcej okresie oskarżono nadolziańskich rusznikarzy, iż całymi skrzyniami przemycają "rury" na potrzeby wojsk węgierskich...
   Wprawdzie mistrza, który odsprzedałby strzelbę zbójnikowi, skazywano na karę śmierci, ale żądza zysku dość często brała górę nad instynktem samozachowawczym. W źródłach pisanych zachowały się zapiski o sądzeniu rzemieślników mających konszachty ze zbójami. Wiele cieszynek trafiało w ręce świarnych chłopców na skutek rabunków. Piękną ptaszniczkę, zdobioną w tzw. stylu wschodnim, odebrano w chwili schwytania zbójnika przesławnemu Ondraszkowi, będącemu śląskim odpowiednikiem Janosika.
   Do ulubionej broni zarówno arystokracji, jak i zbójów, a zdobionej identycznie jak cieszynki, należały czekany będące jednocześnie pistoletami. Jeden z takich egzemplarzy odnawia właśnie w swoim warsztacie Jerzy Wałga. Równie popularne były tzw. półhaki, czyli pistolety z zamkiem kołowym, identycznym jak w ptaszniczkach.
   Ostatni cieszyński rusznikarz, Georg Krzemień, zmarł na Zaolziu w 1951 r., zaś ostatnie swoje strzelby wykonał podczas wojny, kiedy to zresztą potajemnie naprawiał również broń polskich partyzantów. Zabytkowe cieszynki, które oglądać dziś można na Wawelu, pochodzą z okazałej kolekcji Brunona Konczakowskiego, cieszyńskiego kupca żelaznego, zapalonego myśliwego oraz kolekcjonera broni. Ptaszniczki z kolekcji rodziny Moszyńskich znajdują się m.in. również w krakowskim Muzeum Narodowym, gdzie wykonaliśmy ich zdjęcia. Najpiękniejsze strzelby świata są ozdobą muzealnych ekspozycji. Trudno nie wysnuć wniosku, iż to właśnie ich uroda przesądziła o tym, że obchodzono się z nimi z wyjątkową pieczołowitością. Dzisiejszym kolekcjonerom prywatnym nie chodzi już o to, żeby "rurki" cieszyńskie strzelały. Najważniejsze, by wyglądały pięknie i ten właśnie rodzaj użytkowości wychodzi im najlepiej.
ADAM MOLENDA
Zdjęcia - dzięki uprzejmości
Muzeum Narodowego w Krakowie - Piotr Kędzierski

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie