Najważniejsza jest ekonomia

Redakcja
Z prezesem zarządu Optimusa SA, Andrzejem Widerszpilem, rozmawia Jerzy Leśniak

Gość "Dziennika"

Gość "Dziennika"

Z prezesem zarządu Optimusa SA, Andrzejem Widerszpilem, rozmawia Jerzy Leśniak

   - Odchudzić, uzdrowić, zarobić - oto streszczenie nowej strategii, jaką przedstawił Pan w ostatnich dniach dla firmy, którą kieruje od dwóch miesięcy. Co to konkretnie oznacza?
   - Przede wszystkim odejście od rozbudowanej struktury holdingowej. Z Optimusem związanych było 25 spółek, teraz jeszcze 20, a zostaną 3-4. Jestem zwolennikiem skoncentrowania działalności w miarę możliwości "pod jednym dachem", co daje większą mobilność i elastyczność, lepszą kontrolę kosztów. Mnogość podmiotów to mnożenie wydatków, wszędzie bowiem powoływano działy kadrowe, księgowe i inne. Holding żył ponad stan, zaniedbał odbiorców z kręgu średnich i drobnych przedsiębiorstw, stał niejako w rozkroku, próbował realizować wielkie wizje przy równoczesnych zaniedbaniach organizacyjno-ekonomicznych.
   - Co trzeba, w pierwszej kolejności, w Optimusie uzdrowić?
   - Finanse. W ostatnich latach tylko 3 spółki dostarczały Optimusowi dywidendy, do pozostałych trzeba było dopłacać. Niepotrzebne było np. wchodzenie w różne, nie zawsze ekonomicznie uzasadnione sektory informatyki (np. spółki internetowe i integratory systemów informatycznych). Teraz w ciągu dwóch miesięcy zmieniliśmy gruntownie strukturę organizacyjną, a kadrę kierowniczą oparliśmy o młodych menedżerów, głównie z Nowego Sącza. Zmiany napotykają na pewien opór materii, wymagają czasu, przeprowadzane są w nienajlepszym okresie na rynku, ale są konieczne i z pewnością przyniosą efekty.
   - Co zadecydowało o tym, że przyszedł Pan do Optimusa, akurat w trudnym momencie dla całego holdingu, w sytuacji wyraźnej dekoniunktury na rynku komputerowym?
   - Menedżer, który się boi ryzyka, nie jest menedżerem. Uznałem, że w Optimusie tkwią potencjalne olbrzymie możliwości rozwoju. Praca w tej firmie to wyzwanie, wyższy szczebel kariery zawodowej, większa samodzielność, szansa realizacji autorskich wizji. W poprzednich miejscach pracy byłem ważną, ale jednak tylko skromną częścią większych, światowych machin i gigantów biznesowych. Z Optimusem współpracowałem od 8 lat. Poznałem dość dobrze tę firmę, ludzi. Ma ona wielkie atuty, przede wszystkim doświadczonych fachowców i markę, rozpoznawalną natychmiast w Polsce. To superważna rzecz. Np. wartość marki Coca-Coli jest 10 razy wyższa niż samego kapitału koncernu z Atlanty.
   - Czy ma Pan jakieś związki z Sądecczyzną?
   - Jeździłem tu od połowy lat 70., znałem m. in. ówczesnego I sekretarza Henryka Kosteckiego, który był studentem mojego ojca. Poznałem wtedy ceniony przez koneserów smak śliwowicy serwowanej podczas spływu Dunajcem. Teraz dzielę swój tydzień pracy zawodowej: pół tygodnia na Sącz, pół na Warszawę. Podczas pobytu w Nowym Sączu mieszkam w Nawojowej. Z Małopolską jestem związany rodzinnie, mama pochodziła z Małopolski, ojciec z Rzeszowa.
   - Pracował Pan przez dłuższy czas na Zachodzie. Czy nowosądecka firma odpowiada w pełni tamtejszym standardom zarządzania, pracy, wydajności?
   - Jestem mile zaskoczony fachowością sądeckich pracowników, którzy czasami niepotrzebnie mają kompleksy wobec wielkich światowych firm. Sądeczanie mogliby z powodzeniem pracować w firmach zagranicznych. ˛le natomiast funkcjonowała sama spółka, więcej wydawała niż zarabiała. Był okres, że Optimus przynosił dziennie 100 tys. zł strat. Załoga wysilała się, ciężko pracowała, ale spółka nie panowała nad parametrami ekonomicznymi. Wyprodukowanie komputera to dziś żadna sztuka, praktycznie ta czynność (ludzie, hala, maszyny, światło) kosztuje zaledwie 24 złote, czyli ok. 1 proc. finalnej wartości. Należy więc przede wszystkim poszerzać i tworzyć nowe kanały sprzedaży.
   - Analitycy rynku zapowiadają, że po raz pierwszy od kilkunastu lat spadnie w Polsce sprzedaż pecetów. Trudno chyba będzie ustrzec Optimusa przed tymi objawami recesji komputerowej?
   - Statystyka jest ważna, ale jeszcze ważniejsza jest ekonomia. Wolę sprzedać mniejszą ilość pecetów, ale z zyskiem, niż większą - z dopłatą. Czynnikiem decydującym będzie zysk operacyjny, którego od dawna w Optimusie nie było. Aby go osiągnąć, już w IV kwartale br. osiągana marża (zwykle nie większa niż 10 proc.) musi przewyższać koszt operacyjny (teraz jest to 8 proc., a było 12-14 proc.). To zadanie piekielnie trudne, ale wykonalne. Spodziewam się, że z taśmy produkcyjnej Optimusa zejdzie w sumie w br. 50-55 tys. pecetów. Jeżeli tendencja zysku operacyjnego zostanie utrwalona, Optimus wejdzie na nową ścieżkę rozwoju. Przewiduję, że w Polsce sprzedaż pecetów znów wzrośnie. Teraz jest to według mojej oceny około 800 tys. sztuk rocznie, a może być nawet do 1,5 mln sztuk.
   - Optimus dla Nowego Sącza był za czasów poprzedniego właściciela i prezesa, Romana Kluski, flagowym symbolem przedsiębiorczości, zaradności, sukcesu w biznesie. Macierzysta spółka zatrudniała blisko tysiąc pracowników. Teraz Pan zapowiada drastyczne, jak na sądeckie warunki, zwolnienia...
   - Proszę nie posądzać mnie o kokieterię, ale proces zwolnień jest dla mnie bolesny. Doskonale wiem, jak duże jest bezrobocie na Sądecczyźnie, czym jest praca dla każdego sądeczanina. Spółka jest jednak zbyt rozrośnięta, do zwolnienia grupowego zgłosiliśmy 160 osób. Redukcja jest nieunikniona, Tutaj doszło do takiej sytuacji, że zatrudnieni, owszem, pracowali solidnie, ale dla potrzeb wewnętrznych. Już tak jest, że każdy twór organizacyjny ma tendencję do rozbudowy wewnętrznej biurokracji, wchłaniania coraz większej ilości pracowników, mniej lub bardziej użytecznych. Trzeba to powstrzymać. Chcę doprowadzić do sytuacji, w której 70-80 proc. załogi będzie pracować na potrzeby zewnętrzne, nie wewnętrzne. I wtedy jak w scenie z "Ziemi Obiecanej": jeżeli zwalniają, to wcześniej czy później będą przyjmować do pracy. Już teraz otwieramy nowy dział, do którego przyjmujemy nowych ludzi, aby skupili się na polepszaniu kontaktów z klientami.
   - Proszę zdementować lub zaprzeczyć trwającym już od dość dawna spekulacjom: czy dojdzie do fuzji Optimusa z innymi polskimi firmami komputerowymi? Wymienia się tu JTT Computer i NTT System.
   - Połączenia przynoszą korzyści pod warunkiem, gdy obaj partnerzy są zdrowi. Jak w "małżeństwie": z chorych rodziców nie będzie zdrowego dziecka, tylko ciągły szpital. Zresztą niekoniecznie trzeba kupować konkurencyjną firmę, czasem wystarczy kupić same kanały sprzedaży.
   - Jakie korzyści może przynieść takie "małżeństwo"?
   - Jedna firma, to jedna fabryka, jedna administracja i jedna księgowość, to zwiększone możliwości zakupu, oszczędności, nakładów na badania, wspólnego wygrywania przetargów. Kupując np. 100 tys. twardych dysków dostaję lepszy rabat niż przy transakcji z 10 tys. Z drugiej strony taka fuzja też kosztuje, bo wiąże się z nieuniknionymi kosztami reorganizacyjnymi. Nie wszystkie też fuzje kończą się powodzeniem. Taką jednak konsolidację bierzemy bardzo poważnie pod uwagę.
   - Zna Pan Billy Gate’sa?
   - Brałem kilkakrotnie udział w spotkaniach z jego udziałem, ściskałem rękę, ale dłużej nie rozmawiałem. Gates to introwertyk i samotnik, raczej unika spoufalania się. Faktem jest, że zmienił on oblicze współczesnego świata.
   - Jak Pan zarobił pierwsze pieniądze, te mniejsze i te większe?
   - W dziennikarstwie, w "Kulturze", pod okiem redaktora Zdzisława Pietrasika, obecnie podpory "Polityki". A większe? Dopiero w Ameryce. Teraz jestem właścicielem 5 proc. akcji Optimusa, co czyni mnie podwójnie zainteresowanym pomyślnością firmy. Jak zarobi Optimus, zarobię i ja. Podniesienie wartości akcji będzie korzystne dla wszystkich akcjonariuszy,
a więc i dla mnie osobiście.
   - Jakim Pan jest szefem, czy bardziej zwolennikiem zarządzania zdemokratyzowanego, czy też autorytarnego?
   - Nie wierzę w demokrację w biznesie, wierzę natomiast w potrzebę jak najszerszego komunikowania się ze współpracownikami. W ostatecznym jednak rachunku cała odpowiedzialność spoczywa na szefie.
   - Tu już blisko o samoocenę: jakie ma Pan wady, a jakie zalety?
   - Za wadę uznałbym duży temperament, czasem wybucham, ale na krótko, szybko mi przechodzi. Moimi atutami, oprócz odziedziczonej chyba po prapradziadku, pierwszym maszyniście kolejowym na linii Warszawa-Wiedeń, są rzetelność i punktualność oraz - poza tym - myślenie strategiczne, myślenie w kategoriach rynku.
   - Co pan porabia w wolnym czasie?
   - Moje hobby, wręcz pasja życiowa, to książki.
   - A jakim jeżdzi Pan samochodem?
   - Nie mam własnego samochodu, służbowo korzystam z nissana maximy.
   - Z jakiego komputera korzysta Pan osobiście?
   - Moim pierwszym komputerem był w 1985 Amstrad, obecnie - oczywiście z Optimusa.

Andrzej Widerszpil

- ur. 26 lutego 1958 w Opolu. Z komputerami zetknął się podczas studiów na Wydziale Socjologii na Uniwersytecie Warszawskim. W 1986 roku wyjechał do Nowego Jorku na roczne stypendium doktoranckie Graduate School of Business Administration, New York University, a po dwóch latach przeprowadził się do Kanady, gdzie pracował jako konsultant i menedżer w Dominion Propane i Compucenter Toronto.
W 1994 powrócił do kraju jako przedstawiciel i następnie dyrektor generalny Lotus Development. Od 1996 kierował działem Multivendor Customer Services w firmie Digital Equipment osiągając w ciągu trzech lat ponad 350-procentowy wzrost obrotów. Potem pełnił funkcję dyrektora Enterprise Computing Group, obejmującej systemy operacyjne Alpha, Unix i Open VMS, serwery na platformie Intel i Alpha, stacje robocze, pamięci masowe, rozwiązania branżowe i alianse strategiczne.
W 1998 został dyrektorem generalnym spółki Compaq Computer na Polskę. Pod jego kierownictwem Compaq na polskim rynku objął pozycję lidera w sprzedaży komputerów, wyprzedzając tym samym największych lokalnych producentów. Sieć partnerów handlowych Compaqa wzrosła z 600 do 1800.
Od 29 maja 2002 roku pełni funkcję prezesa zarządu Optimus SA. Do spółki wszedł jako akcjonariusz posiadający 5-procentowy pakiet akcji.

Akcjonariat Optimus SA

ITI Holding - 14,82 proc.
BRE Bank - 12,79 proc.
Grupa Onet. pl - 7,89 proc.
Kredyt Bank - 8,74 proc.
Zbigniew Jakubas - 5,08 proc.
Andrzej Widerszpil - 5,01 proc.
Cena 1 akcji Optimusa zależy od notowań giełdowych (ostatnio 6,90 zł). 5 sierpnia br. Kredyt Bank kupił w transakcjach pakietowych 820 tys. akcji w cenie 9,5 zł za jedną. Kapitał własny firmy szacuje się na ok. 70 mln zł. Przypomnijmy: Roman Kluska sprzedał w 2000 r. Optimusa za ok. 260 mln zł.

Zarząd Optimusa

Andrzej Widerszpil - prezes
Barbara Staszczyk - wiceprezes, dyrektor finansowy
Zbigniew Mazur - członek zarządu
Rada Nadzorcza
Jolanta Pankiewicz
Stanisław Rachelski
Tomasz Łuczyński
Paweł Marek Kosmala
Maciej Jerzy Żak

Poczet prezesów

1988-2000 - Roman Kluska
2000-2001 - Dariusz Dąbski
2001-2002 - Jacek Krawczyk
2002 - Andrzej Widerszpil

W jaki sposób udzielane jest wsparcie w ramach mikropożyczki?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie