Nakręceni napastnicy

Redakcja
Beskid Andrychów w pierwszym z dwóch spotkań z rzędu na własnym boisku pokonał beniaminka z Bochni 3:0 (2:0). Przed nim drugie derby wojewódzkie, tym razem przeciwko Lubaniowi Maniowy.

Tomasz Moskała przed zdobyciem pierwszej bramki minął kilku rywali, rzucając piłkę przed pustą bramkę FOT. JERZY ZABORSKI

III LIGA PIŁKARSKA. Beskid w derbach Małopolski pokonał Bochnię

Przed pierwszym gwizdkiem sędziego trener Beskidu Krzysztof Wądrzyk obawiał się konfrontacji z beniaminkiem. Nie tylko dlatego, że spodziewał się defensywnego nastawienia z jego strony. - Przede wszystkim miałem braki kadrowe - tłumaczy szkoleniowiec. - Nie dość, że za kartkę pauzował Michał Kliber, to nie zdecydowałem się na wpuszczenie Darka Chowańca. Po wyprawie do Myślenic nie był w pełni sił.

Z kolei Tomek Moskała wybiegł na boisko z kontuzją. Skoro jednak szybko zdobyliśmy dwa gole, nie chciałem go przeciążać. Jeśli jeszcze dodam, że od pewnego czasu nie mam Michała Tarabuły i nie było też Pawła Zająca, to nie dość, że nasza defensywa jest młoda, to jeszcze są w niej nieustanne zmiany. To dlatego, wobec takich braków, liczył się dla mnie tylko wynik oraz to, że udało nam się obronić fotel lidera. Chcemy się trzymać czuba tabeli, żeby mieć spokojny byt.

Krzysztof Wądrzyk jest zadowolony nie tylko ze skuteczności, ale także okoliczności strzelonych bramek. - Wcześniej trafialiśmy rywali ze stałych fragmentów gry, co niektórzy zaczęli nam wytykać, zapominając, że właśnie nimi wygrywa się mecze. Jednak tym razem zadowoliliśmy gusta najwybredniejszych kibiców, bo wszystkie bramki padły po akcjach - podkreśla trener Beskidu. - Były one przedniej marki. Myślę, że po meczu z Bochnią na naszym obiekcie nie było osób niezadowolonych.

Andrychowskiego szkoleniowca cieszy także to, że gole strzelają przede wszystkim napastnicy. - Siedem spośród dziesięciu zdobytych goli jest właśnie ich udziałem - podkreśla Wądrzyk. - Przecież właśnie z bramek rozlicza się napastników. Trzeba się cieszyć. Jeśli ktoś uważa, że nasza siła ognia spoczywa tylko na barkach Tomasza Moskały, to jest w błędzie. Ciężar odpowiedzialności za wynik na swoje barki bierze Przemysław Knapik. W pięciu meczach zdobył pięć goli. Bardzo dobrze zachował się w sytuacji poprzedzającej zdobycie drugiej bramki. Widząc, że Tomek Moskała jest w dobrej, ale spalonej pozycji, sam zabrał się z piłką, mijając trzech rywali. Takie bramki mogłyby być określane jako te z gatunku ozdoby kolejki. Potem przeskoczył płot, za co zarobił żółtą kartkę, ale czasem trudno zapanować nad emocjami. Mamy taryfikator kar za głupie kartki, bo przecież Krzysiek Jurczak zarobił ją za odkopnięcie piłki po gwizdku. Jednak być może Knapik otrzyma nieco łagodniejszy wymiar kary za żółtą kartkę. Dyscyplina musi być, ale trzeba być też człowiekiem.

Jerzy Zaborski

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie