Narkotykowa hipokryzja

RedakcjaZaktualizowano 
Wiele się ostatnio mówi w Polsce o polityce narkotykowej. A to premier z liberała przemienia się w radykała i wypowiada wojnę dopalaczom (jej efektem jest przyjęta w ekspresowym tempie nowelizacja ustawy antynarkotykowej), a to znowu środowiska liberalne proponują złagodzenie przepisów dotyczących posiadania miękkich narkotyków na własny użytek.

MACIEJ BRACHOWICZ*

Artykuł ten nie będzie jednak analizą żadnej z tych propozycji, których szczegółów nie znam. Nie będzie także próbą nakreślenia idealnej polityki narkotykowej, opartą o konkretne dane, które także nie są mi znane. Nie będzie nawet osobistą refleksją na temat korzyści lub szkód płynących z ich użytkowania. Nie roszczę sobie żadnych pretensji do pogłębionej wiedzy na ten temat, bądź to praktycznej, bądź teoretycznej. Po co zatem w ogóle zabieram głos?

Pomysł, by go zabrać zrodził się po rozmowie z kolegą, który - jak sam podkreślał - niechętnie skłaniał się ku legalizacji jakiejś formy posiadania narkotyków w imię zerwania z hipokryzją. Broniąc swoich argumentów przeciw argumentom mojego adwersarza będę dowodził, że w całej debacie ważniejszy od wiedzy specjalistycznej jest zwykły zdrowy rozsądek; w końcu - czy chcielibyśmy wszystkie sfery życia oddać specjalistom w celu odpowiedniego uregulowania? Zdrowy rozsądek wystarcza, aby nie zgodzić się na jakąkolwiek formę legalizacji narkotyków.

Czy wierzyć statystykom?

Nasza rozmowa zaczęła się od wspomnienia o statystykach, według których liczba zgonów w USA spowodowanych paleniem tytoniu liczona jest w dziesiątkach (lub setkach) tysięcy rocznie, podobnie jak liczba zgonów spowodowanych spożyciem alkoholu. Natomiast liczba zgonów wywołanych paleniem marihuany wynosi zero. Tymczasem to posiadanie i handel nią właśnie są karalne, i to surowo. Według mojego rozmówcy świadczyć to miało, zgodnie z zasadami logiki, albo na rzecz zakazania alkoholu i tytoniu, albo na rzecz legalizacji marihuany. Pierwsze jest nieosiągalne, więc logicznie trzeba postawić na drugie. Choć ze świadomością, że nie jest to moralnie rozwiązanie najlepsze. Byłoby to zresztą uznanie dla faktu, że i tak cała masa ludzi, ryzykując wyroki, kupuje i pali marihuanę.

W odpowiedzi na ten argument można wysunąć kilka zarzutów. Po pierwsze, zgodnie ze znaną w świecie polityki i marketingu zasadą, należy wierzyć tylko tym statystykom, które się samemu sfałszuje. W każdym nowoczesnym sporze politycznym na temat liberalizacji prawa w sferze dotyczącej wolności osobistych strony sporu szafują statystykami, które się zupełnie ze sobą nie pokrywają. Dla przykładu, według polskich feministek tysiące Polek dokonują corocznie aborcji w Wielkiej Brytanii, gdzie jest ona legalna, podczas gdy dane brytyjskiego Ministerstwa Zdrowia mówią o kilkudziesięciu (osobach, nie tysiącach). Co z tego, że prawda jest inna, skoro dobrze sprzedana wiadomość poszła w świat i zostaje w świadomości obywateli?

Zakończenie sporu w tym miejscu byłoby jednak pójściem na łatwiznę. Jeżeli założyć, że liczba zgonów spowodowanych alkoholem i tytoniem jest prawdziwa, to zapewne obejmuje ona zarówno przypadki utraty zdrowia, jak i wypadki śmiertelne "pod wpływem". Czy ktokolwiek rozsądny uwierzy, że w tak dużym kraju jak USA, gdzie podobno ludzie masowo palą "marychę", nikt nie zginął w wypadku samochodowym będąc "na haju"? To statystycznie niemożliwe. Co do wpływu "marychy" na stan zdrowia, to argument "za" głosi, iż marihuana ma pewne właściwości lecznicze. Ale podobne może mieć także alkohol w ograniczonej ilości (o tytoniu nic mi nie wiadomo). Poza tym antybiotyki także mają właściwości lecznicze, a jednak ograniczamy dostęp do nich. A poza tym, mało kto pali marihuanę ze względu na jej wpływ na zdrowie.

Co może prawo?

Przejdźmy do argumentu z logiki. Załóżmy, że podane statystyki są prawdziwe i marihuana nie wywołuje zgonów. Jest jednak zła moralnie, gdyż np. może prowadzić do uzależnienia od mocniejszych narkotyków, które są wyniszczające. Czemu zatem mój adwersarz uważał, że należy zalegalizować miękkie narkotyki? Bo tego wymaga logika działania: skoro są mniej szkodliwe niż alkohol i tytoń, a tamte są dostępne, to narkotyki także powinny być dostępne.

Tylko dlaczego prawodawcy mieliby się kierować zasadami logiki? Skoro zgadzamy się, że to jest złe, to dlaczego mamy działać w celu umożliwienia istnienia zła? Przecież polityka nie powinna być sztuką urządzania perfekcyjnie logicznego systemu, lecz sztuką osiągania dobra wspólnego, na tyle, na ile to możliwe. Przykład ten pokazuje, że intelektualiści mogą tylko namieszać tam, gdzie sprawy są naprawdę proste. Prawnicy na przykład uczeni są, że należy dążyć do budowy systemu pozbawionego luk. Ale to jest tylko postulat, który - choć z grubsza słuszny - pojęty zbyt rygorystycznie może prowadzić do absurdów.

W każdym razie na pytanie: dlaczego zasady logiki są w tym przypadku lepszym kierunkowskazem, padły dwie odpowiedzi. Po pierwsze, zakazanie stosowania miękkich narkotyków nie jest możliwe, tak jak nie udała się prohibicja wprowadzona kilkadziesiąt lat temu w USA. Nie udała się i udać się nie mogła, gdyż w naszym kręgu cywilizacyjnym pewna dawka alkoholu dla większości obywateli jest codziennością i w zdecydowanej większości przypadków nie wywołuje problemów. Fakt, że pijemy kieliszek wina do wołowiny albo piwo oglądając mecz, nie wywołuje żadnych problemów społecznych. Zabieranie tego ludziom jest zatem zupełnie niezrozumiałe i sam bym nie respektował takiego prawa. Jednak narkotyki to inna sprawa.

Zdecydowana większość moich znajomych, którzy piją alkohol, nigdy nie miała z tego powodu problemów. O znacznie mniej licznej grupie znajomych, która "eksperymentowała" z miękkimi narkotykami, nie mogę tego powiedzieć. Choć zapowiadali się znakomicie, wielu z nich zmarnowało swój potencjał. Tak naprawdę jedyne istotne w tym zakresie statystyki, jeżeli dałoby się je przeprowadzić, dotyczyłyby proporcji liczby ludzi zaczynających od jednego piwa, a kończących na odwyku, w porównaniu z proporcją zaczynających od jednego "dżointa", a kończących na znacznie twardszych narkotykach. Myślę, że takie statystyki mogłyby dać zwolennikom liberalizacji prawa do myślenia, tylko nie wiem, czy da się je rzetelnie skonstruować. Nawet jednak bez nich większość z nas z własnych obserwacji może zapewne powiedzieć, że narkotyki wywołują inny rodzaj uzależnienia: szybszy, trwalszy, bardziej bolesny.

Hipokryzja niekoniecznie zła

Drugi argument to jak mantra powtarzane hasło: "Skończmy z hipokryzją". Skoro nie pozbędziemy się narkotyków, to nie udawajmy, że się staramy. Owszem, nigdy się narkotyków nie pozbędziemy. Tak jak nie pozbędziemy się gwałtu, zabójstw i kradzieży, ale przecież nie zalegalizujemy ich z tego powodu. I owszem, samo prawo nie wystarczy. Ale argument z hipokryzji jest wyjątkowo słaby. Druga strona też może powiedzieć: "skończmy z hipokryzją, nie wystarczy, że przyjęliśmy odpowiednie prawa, zobowiążmy policję do ich skutecznego wprowadzenia, wprowadźmy programy edukacyjne uwrażliwiające na problem".
Ponadto nie jest prawdą, że nastolatek, gdy będzie chciał sięgnąć po narkotyki, nie będzie się oglądał na prawo. Pewnemu typowi przedstawicieli młodego pokolenia owoc zakazany smakuje lepiej, dotyczy to jednak głównie tej grupy, której rodzice niczego nie zabraniają. Takie dzieci nie zwracają uwagi na prawo, a ich liczba zapewne zwiększy się pod rządami nowej ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Ale legalizacja miękkich narkotyków dałaby otwarty sygnał, że są dobre, zdrowe, a zakaz spożywania ich "przed osiemnastką" dowodzi jedynie, że starzy nie traktują młodzieży poważnie. W tym przypadku spożycie wśród nastolatków na pewno by wzrosło. Czy ktoś rozsądny może w to wątpić?

Na koniec warto podkreślić, że hipokryzja nie jest bezwzględnie zła. Codziennie życzymy dziesiątkom osób miłego dnia. Czy naprawdę tego dla nich pragniemy? Przecież wielu z nich nawet nie znamy, a części może nawet nie lubimy. Co za hipokryzja! Ale - czy na pewno chcielibyśmy żyć w społeczeństwie pozbawionym jakiejkolwiek dozy hipokryzji?

*Autor jest prawnikiem i ekonomistą, członkiem Klubu Jagiellońskiego, doradcą konserwatystów w Parlamencie Europejskim.

polecane: FLESZ: 10 matek, które zmieniły świat

Wideo

Materiał oryginalny: Narkotykowa hipokryzja - Dziennik Polski

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3