Natura i podatki

Redakcja
JAN M. FIJOR: Którędy do dobrobytu?

   Tegoroczny Dzień Wolności Podatkowej, od którego obywatele przestają pracować dla państwa, a zaczynają pracować dla siebie, obchodziliśmy 26 czerwca. Późno, bo to oznacza, że państwo odbiera nam prawie połowę wytworzonego przez nas bogactwa! Trzeba jednak pamiętać, że w nadopiekuńczej Europie w wielu krajach dzień przypada jeszcze później. Ale Amerykanie swoje święto wolności podatkowej obchodzili 14 kwietnia, a więc 73 dni wcześniej niż Polacy.
   Skąd wzięło się takie święto? Przecież pozornie nie powinno być różnicy między pracą dla siebie a pracą dla państwa. Jedna i druga służy pomnażaniu dobra wspólnego, a więc tego, które służy każdemu. Tak przynajmniej uważali ci, którzy przed wiekami uzasadniali wprowadzenie podatków. Danina służyła przez długi czas utrzymaniu dworu władcy, ale również służyła ogółowi. Dwór stanowił centrum władzy, władza kierowała państwem i chroniła jego granice przed łupieżcami (a czasem także organizowała łupieżcze wyprawy przeciw innym). I chociaż niejednego bolało, gdy poborca zabierał ostatnie miedziaki, to wielu godziło się na podatek, gdyż czuli w nim także swoją korzyść.
   Z ekonomicznego punktu widzenia korzyścią tą jest efekt skali. Niektórych działań jednostki nie wykonają dobrowolnie, a zarazem skutecznie. Ponadto w wyniku efektu skali działania zbiorowe są tańsze. Gdyby każdy z obywateli płacił np. jakiemuś żołnierzowi, trudno byłoby stworzyć armię. Co prawda, można sobie wyobrazić wynajęcie wojska przez obywateli, ale wątpliwe, czy wystarczająco wielu chciałoby na ten cel łożyć. Stąd państwowy przymus, w imię wspólnego interesu, zwany podatkiem.
   Jednak nie wszystkie działania zbiorowe przynoszą pozytywne efekty skali. Bo jest też efekt marnotrawstwa. Oto politycy zaczęli twierdzić, że dzięki państwowym zakupom (np. leków), albo placówkom służby zdrowia osiągnie się takie efekty skali, jak w przypadku wojska i wielu ludzi dało się przekonać. Tak rozszerzając działania zbiorowe na nowe obszary, państwo potrzebowało coraz więcej pieniędzy. I podatki zaczęły rosnąć. W USA Dzień Wolności Podatkowej przychodzi wprawdzie wcześniej niż w Europie, ale trzeba pamiętać, że niesławny PIT wprowadzono w Stanach na początku XX w., a stawki podatkowe wynosiły od 1 proc. (minimalna) do 7 proc. (maksymalna).
   Tak powstały państwowe systemy ochrony zdrowia, oświaty, systemy ubezpieczeniowe (o państwowych przedsiębiorstwach, do których trzeba dokładać, już nie wspomnę). Wszędzie tam, gdzie znikły prywatne bodźce do innowacyjności i obniżania kosztów, efekt marnotrawstwa zawsze brał górę nad efektem skali.
   I dlatego mamy to, co mamy. Płacimy duże pieniądze za - w porównaniu ze skalą wydatków - rozpaczliwie małe efekty. Dlaczego tak wielu z tym się godzi? Zapewne dlatego, że ci, którzy płacą mniejsze podatki, mają nadzieję, że dostaną ze wspólnej kasy więcej niż do niej wkładają.
   Jeden wierzy, że będzie mieć więcej dzieci do wyedukowania niż wynosi średnia krajowa, wyda więc na ich naukę mniej pieniędzy, niż gdyby musiał płacić sam, inny obawia się, że jest bardziej chorowity niż statystyczny obywatel, i dlatego, płacąc średnią składkę, otrzyma więcej świadczeń. Te egoistyczne kalkulacje nie muszą jednak być zgodne z rzeczywistością. Badania naukowe wykazują np., że tzw. bezpłatne szkolnictwo wyższe stanowi formę transferu środków od biednych do bogatych.
   Ludzkiej natury jednakże na dłuższą metę oszukać się nie da. Gdyby Anglicy poszli dalej tą drogą, czekałby ich taki sam efekt, jaki obserwujemy obecnie np. w Niemczech. Albo taki, jak w Anglii przedthatcherowskiej, która do lat 70. rozwijała się najwolniej w Europie. Dlaczego? Bo ludzie, po prostu, zawsze bardziej dbają o swoje niż o cudze. Mniej pieniędzy dla fiskusa oznacza, że obywatel może wydać ich więcej. I wyda z pewnością bardziej sensownie niż urzędnik dysponujący funduszami z podatków. Pewni przywódcy (Stalin, Hitler, Pol Pot, Kim Ir Sen) próbowali to zmienić, ale bez powodzenia. Za to dla rządzonych przez nich społeczeństw skutki okazały się straszliwe.
   Autor, mieszkający w Polsce obywatel amerykański, jest przedsiębiorcą (wydawcą), publicystą, współpracownikiem Centrum im. A. Smitha.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie