reklama

Nauczka z akt

RedakcjaZaktualizowano 
Komu mogło zależeć na zdyskredytowaniu Jolanty S.? Mało kto wątpi, że taki był główny cel odgrzebywania dokumentów z kontroli.

GRAŻYNA STARZAK

GRAŻYNA STARZAK

Komu mogło zależeć na zdyskredytowaniu Jolanty S.? Mało kto wątpi,

że taki był główny cel odgrzebywania dokumentów z kontroli.

   O stanowisko dyrektora szkoły ubiega się coraz mniej kandydatów. To funkcja, która nie daje ani wielkich zaszczytów, ani dużych pieniędzy. Dyrektorzy placówek oświatowych są w gorszej sytuacji od menedżerów innych branż również z tego powodu, że ci ostatni w każdej chwili mogą zmienić firmę. Dyrektor szkoły jest skazany na pracę w oświacie. Jeśli nie wpasuje się w lokalne układy, może zostać posłany do kąta. I to nawet wtedy, gdy ma spore osiągnięcia. W takiej sytuacji znalazła się Jolanta S. z Krakowa. W kącie, na szczęście, nie stała długo. Wyciągnęły ją stamtąd solidarne dłonie wielu ludzi.
   O Jolancie S. mówi się w środowisku, że to świetny nauczyciel, doskonały pedagog, osoba z inwencją zawodową i pomysłami; lubiana przez uczniów, grono nauczycielskie i rodziców. Rzadko się zdarza, aby szef oświatowej placówki zyskał sobie w różnych kręgach tak dobrą opinię. Gdy więc 7 maja ub. roku Jolanta S. przystąpiła do konkursu na dyrektora jednej z krakowskich szkół, gdzie wcześniej była wicedyrektorem, wiele osób twierdziło, że stanowisko ma w kieszeni. Do udziału w konkursie zgłosiła się pierwotnie jeszcze jedna osoba - nieznany bliżej w tej szkole młody mężczyzna - ale ponieważ nie stawił się w dniu, w którym obradowała komisja, uznano, że zrezygnował.
   - Nawet gdyby ten ktoś przybył, przy Joli nie miał szans, bo całe grono pedagogiczne, wszyscy pracownicy szkoły, w sumie ponad 45 osób, popierało tę kandydaturę - mówi jedna z nauczycielek. - Jolanta S. jest wybitną polonistką, zyskała sobie nawet tytuł lidera tzw. nowej szkoły; kreatywna, bardzo dobra organizatorka, niezwykle sumienna, pracowita i lojalna jako współpracownica i koleżanka. Poznaliśmy ją od każdej strony. Gdy odszedł poprzedni szef placówki - wspaniały człowiek i dyrektor - jego oraz

naszą wolą

było, aby tę funkcję sprawowała Jola. Wiedzieliśmy, że w kuratorium mamy sprzymierzeńców, bo związany z nami od wielu lat wizytator wystawiał naszej Joli same laurki - podkreśla moja rozmówczyni.
   Tak jak przewidywano, konkurs wygrała Jolanta S. W tajnym głosowaniu tylko 2 członków komisji na 12 nie poparło tej kandydatury. Zwyciężczyni usiadła przy dyrektorskim biurku i wzięła się do pracy. Nauczyciele, rodzice i zapewne ona sama sądzili, że dalsza, obowiązująca w takich wypadkach procedura, będzie zwykłą formalnością. A więc, że kurator oświaty i wychowania nie zgłosi zastrzeżeń do Jolanty S., co może uczynić w ciągu 14 dni od momentu przeprowadzenia konkursu, i że otrzyma ona nominację.
   Zgodnie z przewidywaniami małopolski kurator wystawił pozytywną ocenę Jolancie S. Jednakże czas mijał, a ona bezskutecznie oczekiwała na wręczenie stosownego aktu, podpisanego przez prezydenta Krakowa. Z początku sądziła, że to zwykłe, urzędnicze zaniedbanie. A ponieważ zbliżał się koniec roku i jako dyrektor szkoły miała sporo obowiązków, nie upominała się o ten dokument. Później były wakacje.
   Pod koniec sierpnia wezwano ją do Wydziału Edukacji Urzędu Miasta Krakowa. Przełożeni oznajmili, że nie może być dyrektorem, bo popełniła błędy przy przejmowaniu funkcji od swojego poprzednika, a ponadto wykryto nieprawidłowości w dokumentacji, dotyczącej przebiegu kariery zawodowej dwóch nauczycieli. Gdy zdumiona zarzutami i oszołomiona całą sytuacją wychodziła z gabinetu przełożonych, drugimi drzwiami wprowadzono tam Małgorzatę T., jej dotychczasową zastępczynię, powierzając tymczasowo obowiązki dyrektora placówki.
   Małgorzata T. nie miała pojęcia, co się dzieje. Dopiero po powrocie do szkoły usłyszała całą historię. Na znak solidarności z koleżanką, której również w jej opinii wyrządzono

ogromną krzywdę,

kierowała szkołą siedząc w pokoju nauczycielskim. Dyrektorski fotel stał pusty.
   Trzeba wspomnieć, że wszystko to działo się u progu nowego roku szkolnego, w okresie, który w każdej szkole jest gorący, gdyż przygotowuje się wtedy ostateczną wersję podziału lekcji, obowiązków, kończy trwające w lecie remonty itp.
   - Wiadomość, że Jolanta S. nie będzie dyrektorem, była dla nas jak grom z jasnego nieba - mówi inna z nauczycielek. - Zastanawialiśmy się, co mogło spowodować taką nagłą zmianę frontu oświatowych władz wobec Joli. Przecież gdy ogłoszono wyniki konkursu, przedstawiciel kuratorium gratulował Jolancie, podkreślał, że jej osoba na stanowisku dyrektora szkoły jest gwarancją dalszego rozwoju placówki. Wiedzieliśmy, że to nie są słowa podyktowane kurtuazją. Bo ten człowiek wizytował naszą szkołę przez wiele lat.
   Kazimierz Gołas, wizytator Kuratorium Oświaty, był bardzo zdziwiony takim rozwojem wydarzeń, bo nie widział lepszego kandydata na dyrektora niż Jolanta S. W jego opinii to, co jej potem zrobiono, można nazwać nokautem. - Ja osobiście nie odważyłbym się stawiać tej pani nie tylko kłody, ale nawet słomki pod nogi - konkluduje Kazimierz Gołas.
   Zbulwersowani postępowaniem urzędników nauczyciele wspólnie z rodzicami zaczęli się domagać podania przyczyn, dla których tak paskudnie postąpiono z Jolantą S. Przedstawiciel Wydziału Edukacji Urzędu Miasta Krakowa zbył ich lakoniczną informacją, że wszystko odbyło się zgodnie z artykułem 36 a Ustawy o systemie oświaty. Przepis ten głosi, że organ sprawujący nadzór pedagogiczny i merytoryczny nad szkołami, czyli kurator oświaty, może zgłosić uzasadnione zastrzeżenia nawet do osoby, która wygrała konkurs.
   Rada Pedagogiczna i rodzice ze szkoły, którą miała kierować Jolanta S., długo nie mogli się dowiedzieć, o jakie zarzuty chodzi. Dopiero gdy poruszyli przysłowiowe niebo i ziemię, pisząc petycje do UMK, kuratora i radnych, poinformowano ich, że przeprowadzona w kwietniu ub. roku, czyli miesiąc przed konkursem, kontrola w ich szkole wykazała, że Jolanta S. rzekomo sfałszowała dokumentację. Fałszerstwo miało polegać na tym, że będąc p.o. dyrektor, przeglądała karty z przebiegiem kariery zawodowej swoich nauczycieli i zauważyła, iż jej poprzednik nie wpisał dwu osobom uzasadnienia w decyzjach o nadaniu stopnia nauczyciela kontraktowego. Uzupełniła braki, podpisując się imieniem i nazwiskiem.
   Najciekawsze w tej sprawie jest, iż zanim to uczyniła, konsultowała się z... Wydziałem Edukacji UMK, gdzie utwierdzono ją w podjętej decyzji. Że taki fakt zaistniał, przyznają nawet przedstawiciele ówczesnych władz tego wydziału. Szeregowi urzędnicy wypierają się tego.
   - Pani S. nie powinna się tłumaczyć, że ktoś z Wydziału Edukacji polecił jej uzupełnić dokumentację, bo to dyrektor szkoły, a nie urzędnik jest odpowiedzialny za wszystko, co dzieje się w danej placówce. A jeśli pani S. miała wątpliwości, jak postąpić, winna była zgłosić się do naszych prawników - uważa Józef Borys z Wydziału Edukacji UMK.
   Historię powoływania, odwoływania i przywracania na stanowisko dyrektor Jolanty S. urzędnik ów nazywa _splotem różnych okoliczności. _Ponieważ negatywna opinia kuratora została niedawno cofnięta, Józef Borys uważa, że sprawa powinna być zamknięta. - Dziwię się, że media wciąż interesują się tą historią. Pora zamilknąć. Dajmy spokojnie popracować tej szkole. Dla dobra dzieci - apeluje.
   - Dlaczego pan Borys nie pomyślał o tym wcześniej? Dlaczego przez wiele miesięcy nie brał pod uwagę

dobra dzieci

- dziwi się Katarzyna Matusiak, przewodnicząca Rady Dzielnicy IV, który to organ murem stanął za dyrektor S. - Uważamy, że to świetna nauczycielka i dobry szef placówki. Współpracę z tą szkołą uznali za wzorową - uzasadnia fakt włączenia się radnych w walkę o przywrócenie jej na stanowisko dyrektora.
   Katarzyna Matusiak mówi, że radnych przekonała solidarna postawa Rady Pedagogicznej. - Nauczyciele tak mocno zaangażowali się w obronę swojego dyrektora, że rozważali nawet możliwość zorganizowania ulicznej pikiety. Dla dobra dzieci i szkoły odstąpili od tego zamiaru - relacjonuje Katarzyna Matusiak.
   Według niej w całej sprawie jest wiele znaków zapytania: - O wyjaśnienie zarzutów stawianych pani dyrektor poprosiliśmy Tadeusza Matusza, ówczesnego dyrektora Wydziału Edukacji. Gdy przedstawił je radnym, doszliśmy do wniosku, że są naciągane. Dyrektor jednakże bronił swoich urzędników, twierdząc, że gdy mu przedstawiono te zarzuty, wyglądały poważnie - kontynuuje przewodnicząca Rady Dzielnicy.
   - Przynajmniej na papierze - tłumaczy się Tadeusz Matusz, od niedawna pracujący w biurze skarbnika UMK. - Ale już wtedy zdawałem sobie sprawę, że gdybym chciał rygorystycznie egzekwować przepisy dotyczące prowadzenia szkolnej dokumentacji, musiałbym połowę dyrektorów zwolnić - dodaje po chwili.
   Wspominając swoje spotkanie z radnymi wyznaje, że pomimo to, iż wiedział, że z formalnego punktu widzenia ma rację, pierwszy raz w swoim zawodowym życiu nie czuł satysfakcji z tego powodu. - Gdy dzisiaj zastanawiam się nad tą sprawą, muszę przyznać, że będąc w sytuacji Jolanty S. zrobiłbym tak samo - wyznaje Tadeusz Matusz. Przyznaje również, że starał się wyjaśnić, który z urzędników polecił dyrektorce, aby samodzielnie wpisała do dokumentacji brakujące opinie. - Nie ustaliłem tego, bo jeden zrzucał winę na drugiego, a pani S. wzbraniała się podać nazwisko konkretnej osoby.
   Komu mogło zależeć na zdyskredytowaniu Jolanty S.? Bo większość moich rozmówców nie wątpi, że taki był główny cel odgrzebywania po wygranym przez nią konkursie dokumentów z kwietniowej kontroli. Są tylko różne wersje na temat: dlaczego chciano ją odsunąć od kierowania szkołą? Czy dlatego, że przymierzano inną osobę na jej miejsce? Czy też posłano Jolantę S. do kąta, aby przypadkiem nie przewróciło się jej w głowie od sukcesów? A poza tym, aby dać jej nauczkę, że nie zawsze wszystko wie lepiej i że powinna bardziej liczyć się z przełożonymi w urzędzie.
   Obie wersje wydają się prawdopodobne. Radna IV Dzielnicy zaklina się, że o tę posadę starał się jeden z magistrackich urzędników. Podaje nawet konkretne nazwisko.
   - To była od początku naciągana sprawa - mówi Katarzyna Matusiak. - Jeszcze przed konkursem miałam wrażenie, iż ktoś chce ustawić__go tak, aby przeszła osoba popierana przez Wydział Edukacji. A ponieważ widać było, że Jolanta S. ma wielu zwolenników, czego dowodem było, że wygrała w cuglach, zaczęto preparować zarzuty wobec niej, przedstawiając je tak, aby kurator był zmuszony cofnąć swoją pierwotną decyzję.
   Druga wersja też może być prawdziwa. Podobno Jolanta S. zalazła za skórę niektórym osobom w urzędzie. Kto ją zna, wie, że w każdej sytuacji ma

własne zdanie.

   I nie bacząc na to, że może zyskać przydomek niepokornej, nie boi się go wyrazić nawet wobec przełożonych.
   Osoba lub osoby, które maczały w tym palce, nie wzięły jednak pod uwagę, iż pani S. zyska tylu sojuszników. Dlatego w Wydziale Edukacji ogłoszono kapitulację. Nastąpiło to już po zmianie władz tego wydziału, na co, w opinii niektórych, miał pewien wpływ kuriozalny przypadek Jolanty S. Nowy dyrektor i jego nowy zastępca uznali, że przepisy można interpretować inaczej niż to uczynili poprzednicy. W ich opinii dyrektor S. nie popełniła żadnego fałszerstwa, tylko nieuświadomiony błąd. Tym samym oczyszczono ją z zarzutów. A kurator oświaty wydała kolejną już, tym razem pozytywną opinię na temat Jolanty S. To pierwszy taki przypadek w Małopolsce, a może nawet w Polsce.
   Elżbieta Lęcznarowicz, małopolska kurator oświaty, twierdzi, że czuje niesmak w związku z tą sprawą. Tłumaczy, że gdy pokazano jej wyniki kontroli w szkole, której dyrektorem została pani S., miała wrażenie, że jest tam jakieś krętactwo. A ponieważ brzydzi się kłamstwem, postanowiła zmienić pierwotną, pozytywną opinię na temat tej osoby. - Jednakże ta sprawa nie dawała mi spokoju, dlatego poprosiłam Jolantę S. na rozmowę - kontynuuje kurator Lęcznarowicz. - Nie chcę ujawniać szczegółów, ale przekonałam się, że mam do czynienia z osobą prawą. Dlatego zmieniłam decyzję, przepraszając panią S. To pierwszy taki przypadek. Z tej historii wyniosłam nauczkę, aby pomimo to, że w ciągu roku odbywa się czasem i ponad sto konkursów, zawsze bardzo dokładnie sprawdzać dokumenty, a nawet okoliczności towarzyszące wyłanianiu nowych szefów placówek oświatowych.
   Zbigniew D., poprzednik Jolanty S. na stanowisku dyrektora szkoły, dziś na emeryturze, nie znajduje słów, aby określić, co czuje. Przyznaje, że mogło się zdarzyć, iż nie wpisał czegoś do akt. - Pani Jolanta uzupełniła braki. Każdy na jej miejscu zrobiłby to samo. Gdyby przybiła moją pieczątkę i podpisała się moim nazwiskiem, być może byłby to powód do jakichś posądzeń, ale tak się przecież nie stało. Bardzo mi jej żal, bo nie zasłużyła sobie na takie traktowanie. Gdy kilka dni temu dowiedziałem się, że została przywrócona do pracy, cieszyłem się razem z nią, lecz gratulowałem nie jej, ale wszystkim nauczycielom, rodzicom i radnym, którzy tak solidarnie stanęli w jej obronie. Dzięki postawie tych ludzi odzyskałem wiarę w sprawiedliwość - mówi Zbigniew D.
   Jolanta S. nie zgodziła się na rozmowę. Poinformowała natomiast, że właśnie otrzymała akt powierzenia jej szkoły od 1 lutego br. na pięcioletnią kadencję.

Flesz - nowi marszałkowie Sejmu i Senatu, sukces opozycji

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3