Nawet diabła bym wpuścił, by nie dopuścić do upadku klubu

Rozmawiali: Przemysław Franczak, Krzysztof Kawa
fot. Anna Kaczmarz
Udostępnij:
Rozmowa z Ludwikiem Mięttą-Mikołajewiczem, zawodnikiem, trenerem, a następnie wieloletnim prezesem Towarzystwa Sportowego Wisła Kraków i piłkarskiej spółki „Białej Gwiazdy”. Od kwietnia jest prezesem honorowym. – Chciałem odejść wcześniej – przyznaje dzisiaj.

– Ustępując z funkcji prezesa na ostatnim walnym zgromadzeniu Towarzystwa Sportowego Wisła stwierdził Pan, że „Dziennik Polski” rzucał Panu i klubowi kłody pod nogi. O co konkretnie ma Pan pretensje?

– Zgłosiłem zastrzeżenia, gdyż w bezprzykładny sposób zaatakowaliście Wisłę. Sugerowano, że z klubu odejdzie dużo dzieci i młodzieży, tymczasem w Wiśle nadal ćwiczy ich blisko dwa tysiące. Najgorsze było to, że jednocześnie zwracaliście się do naszych sponsorów, by zastanowili się, czy nadal powinni sponsorować Wisłę. Uważam, że był to cios poniżej pasa.

– Teksty były opisem rzeczywistości, która zaistniała w klubie. Możemy się tylko zgodzić, że były one ostre w wymowie. Ale przekazywały prawdę.

– Mówię, jak zostały odebrane nie tylko przeze mnie, ale i innych członków klubu.

– Naszym zdaniem tymi tekstami pomogliśmy Panu.

– W jakim sensie?

– W takim, że dzięki wyostrzeniu pewnych problemów, które zaczęły się w Wiśle pojawiać i ciągle narastały, zostało powstrzymane wejście do Towarzystwa osób, z którymi Panu byłoby nie po drodze.

– Trudno mi się do tego odnieść. Czy te artykuły miały na celu powstrzymanie kogokolwiek... Daleki jestem od tego typu stwierdzeń.

– Gdyby nie te publikacje, rzeczywistość w Wiśle mogłaby być o wiele trudniejsza dla Pana.

– Dla mnie nie, bo ja już wcześniej, w styczniu tego roku chciałem odejść, ale powstrzymali mnie koledzy, by poczekać do walnego zgromadzenia (odbyło się w kwietniu – red.). Prosił mnie o to zarząd. Moja sytuacja była jasna – wiedziałem, że moja działalność dobiega końca.

– Dlaczego chciał Pan zrezygnować?

– Po prostu byłem zmęczony i z trudem dotrwałem do końca kadencji.

– Takiej intensyfikacji konfliktów, jak w tym okresie, nie było w Wiśle nigdy wcześniej. Akcja bojkotowania przez kibiców meczów piłkarzy, ostrzelanie stadionu racami, przypadek napaści na jednego z trenerów w trakcie turnieju o Złotą Rękawicę...

– Nie było czegoś takiego.

– Oczywiście, że było i myśmy to opisywali. To są fakty. Do tego doszedł konflikt Akademii Piłkarskiej TS Wisła z prezesem Wisły SA Robertem Gaszyńskim. To wszystko wydarzyło się za Pana kadencji. I tyle sił to Pana kosztowało, że chciał Pan zrezygnować?

– To się zgadza.

– Nas zastanawia, w którym momencie Pan uznał, że traci kontrolę nad wydarzeniami i niezależność własnych opinii? Kiedy przestał Pan przewodzić Towarzystwu z takim powodzeniem, z jakim świetnie to czynił przez ponad dwadzieścia lat?

– Trudno mi taki moment wskazać dokładnie... Ale to było ostatnich parę lat... Właściwie od poprzedniego walnego zgromadzenia... Tak by to można określić.

– Żałuje Pan, że wtedy, cztery lata temu, zgodził się zostać?

– Wtedy też chciałem rezygnować, ale mnie poproszono, bym pozostał na stanowisku. Gdybym mógł cofnąć czas, tobym chętnie zrezygnował.

– Dlaczego?

– Dlatego, że nie działało się już tak łatwo, jak przez poprzednie 21 lat.

– A co Pana przekonało, żeby zostać? Bo stracił Pan wtedy wielu przyjaciół...

– Nie, przyjaciół nie straciłem. Ze wszystkimi ludźmi, z którymi się wtedy przyjaźniłem do dzisiaj mam dobry kontakt.

– A Marek Tabaszewski?

– To jest osobny temat. Marek Tabaszewski nigdy nie był moim przyjacielem. Był tylko trenerem i został zwolniony, zresztą bardzo słusznie.

– Podobno Pan mu obiecywał, że jeśli go zwolnią, to Pan się poda do dymisji.

– Nigdy takiej deklaracji nie składałem.

– Przez ostatnie lata problemy w Wiśle narastały, a nie były rzetelnie przedstawiane. Czy sekcja Trenuj Sporty Walki jest umocowana w strukturach TS tak samo jak inne sekcje: boksu, gimnastyki itd.?

– Tak samo jak każda inna. Są członkowie, opłacają składki, działają na terenie klubu.

– Czyli pełny placet ze strony TS?

– Pełny placet ze strony zarządu, oczywiście. I od razu powiem, że powołanie tej sekcji nie było błędem. Wręcz przeciwnie. Pokłady agresji tkwiące w młodych ludziach, które dawniej były wyładowywane w walkach ulicznych przeciw ZOMO, na przykład w Nowej Hucie, potem ujawniały się w walkach na obrzeżach Krakowa, w tej czy innej dzielnicy: Prądnik, Kurdwanów, Wola Duchacka. A dzisiaj część tych ludzi przeniosła się tutaj i na sali, na workach, na gruszkach treningowych wyładowuje swoje pokłady agresji. Prowadzi ich doskonały trener Tomasza Sarara, są doskonale zorganizowane zajęcia. Atak „Dziennika” był taki, że my tu chowamy bandytów.

– Bo tak było. Pierwsze źródło informacji to strona internetowa sekcji Trenuj Sporty Walki. Pojawiło się zaproszenie do zapisów na zajęcia Street Fight oraz zachęta: „Ćwiczymy sytuacje, które można spotkać na ulicy”. Dzień po naszej publikacji wpis został usunięty. Przypadek?

– Nie znałem tego wpisu.

– Panie prezesie, ale to nie jest wytłumaczenie, bo jeśli pojawia się taki wpis i on jawnie zachęca do szkolenia się w walkach ulicznych to znaczy, że pod przykrywką sekcji i siłowni, w której mogą trenować również fantastyczni ludzie, szkoli się bojówkarzy Sharksów. Bo przecież właścicielem siłowni jest nieformalny przywódca bojówkarzy.

– Nie będę się na ten temat wypowiadał.

– Dlaczego?

– Dlatego, że jestem byłym prezesem i nie odpowiadam za to, co się dzieje w tej chwili w Towarzystwie.

– Ale mówimy o historii, o decyzjach, które Pan podejmował.

– Podejmował je zarząd.

– No właśnie, chodzi nam o Pana niezależność. Dzisiaj, jako były prezes, może Pan powiedzieć, że Pan nie był zwolennikiem powołania sekcji na takich zasadach i zawarcia umowy z osobą, która była karana.

– Decyzję podjął zarząd pod moim kierownictwem. I ja się z nią utożsamiam. Nie będę się wyłamywał, bo byłoby to nielojalne wobec kolegów, którzy byli wtedy członkami zarządu.

– Zapytamy inaczej – czy przez ostatnie cztery lata miał Pan refleksję: niepotrzebnie położyłem nazwisko i swoją legendę na tej szali?
– Przez 25 lat przeszedłem parę bardzo trudnych okresów. Przypomnę choćby 0:6 Wisły z Legią w 1993 roku. Myśmy wtedy jako jedyni podjęli kary wobec zawodników, cała Polska przeszła nad tym do porządku dziennego, łącznie z PZPN.

– I to Pana działanie było bardzo szczytne.

– To był jeden z najtrudniejszych momentów w trakcie mojej kadencji. Drugi taki moment był wtedy, gdy piłka nożna chyliła się ku upadkowi. To była wówczas Autonomiczna Sekcja Piłki Nożnej prowadzona przez Piotra Skrobowskiego, a spółkę tworzyli Skrobowski, Realbud i Bank Współpracy Regionalnej. Piłka chyliła się ku upadkowi, była bardzo zadłużona, nie wiedziałem wtedy, co robić. Ratunek przyszedł ze strony Bogusława Cupiała oraz Stanisława Ziętka i Zbigniewa Urbana, którzy byli wówczas właścicielami Tele-Foniki. Dzięki nim udało się uratować drużynę piłkarską, a potem doprowadziło to do pasma sukcesów.

– Zapisujemy to po stronie zasług. Dlatego powtarzamy – postawił Pan na szali swoją legendę. Hasło „Misiek” przewróciło wszystko do góry nogami.

– Życie nie znosi pustki. Wisła była przez lata, słusznie minione, finansowana przez Komendę Wojewódzką ówczesnej milicji. Od 1989 roku systematycznie kończyło się dotowanie i trzeba było szukać nowych rozwiązań. Ostatecznie skończyło się to w 2004 roku, kiedy ówczesny komendant wojewódzki policji zrezygnował z zarządu skarbu państwa nad obiektami, wojewoda przekazał je miastu, zostały skomunalizowane i miasto uchwałą rady przekazało nam obiekty.

Utrzymać je to rzecz szalenie trudna. Wystarczy spojrzeć, jak obecnie wyglądają obiekty Korony, Cracovii przy al. 3 Maja czy Wawelu, te ostatnie aktualnie są remontowane przez miasto. Koszty mediów, koszty, które musimy spłacać za wieczyste użytkowanie są tak duże, że należało szukać jakichkolwiek możliwości finansowania. Sponsorzy? Owszem, jest sponsor do koszykówki żeńskiej, jest do futsalu, natomiast nie ma sponsorów do utrzymania obiektów. I ja wszystko bym zrobił, nawet diabła bym wpuścił, by nie dopuścić do upadku klubu. Każdy, ktokolwiek by przyszedł i wspomógł, był przyjmowany z otwartymi ramionami. Bo w przeciwnym wypadku doprowadzilibyśmy do upadku klubu.

– Przeszli dwaj biznesmeni – Piotr Wawro i Robert Szymański, a wraz z nimi zaangażowało się w pomoc Stowarzyszenie Kibiców Wisły Kraków. Czy można powiedzieć, że uratowali Wisłę?

– Tak.

– Ale co to konkretnie oznacza, że uratowali Wisłę? Czy TS Wisła jest uzależniona od Wawry?

– Cztery lata temu Wisła znowu była w poważnych kłopotach finansowych. Wejście do zarządu Piotra Wawry i Roberta Szymańskiego oraz reorganizacja klubu, w tym m.in. wyprowadzenie księgowości do firmy na zewnątrz, zwolnienie części pracowników, wynajęcie szeregu obiektów na działalność gospodarczą itd., sprawiło, że stopniowo klub wyszedł z kłopotów i dzisiaj ma się dobrze.

– Czy możemy powiedzieć, że klub nie ma obecnie żadnych długów? Pojawiły się informacje, że w 2011 roku zadłużenie wynosiło 4,5 miliona złotych.

– Nieprawda, było mniejsze, wynosiło około 3 milionów.

– I udało się je zredukować do zera?

– Nie, ale nie chcę się na ten temat wypowiadać, bo to leży w gestii obecnego zarządu.

– Wejście do klubu Wawry i Szymańskiego to jedno, a drugie to przyjście w ślad za nimi „Miśka”, kibola kojarzonego jednoznacznie z jednym z największych skandali w historii klubu, gdy rzucił nożem w głowę piłkarza Parmy Dino Baggio. Jak się Pan czuł, gdy pytany o „Miśka”, odpowiadał: „Dajmy mu szansę na resocjalizację”? Bo brzmiało to groteskowo.

– Nie czułem się w pełni komfortowo, to oczywiste. Ale wiedziałem, że trzeba robić wszystko, aby bronić dobrego imienia klubu.

– Nie mógł Pan po prostu powiedzieć: „Z tym panem umowy nie podpisujemy”?

– Nie. Nie mogłem i nie chciałem.

– Dlaczego?

– Dlatego, że skoro człowiek prowadzi działalność gospodarczą, ma na to pozwolenie, jest wolnym człowiekiem. Żyjemy w wolnym kraju i każdy może wystąpić o wynajęcie mu pomieszczeń na działalność.

– Ale dobrze Pan wie, że nie każdy. Bo gdyby do Pana przyszedł człowiek, który stoi na czele bojówki Cracovii, to by Pan odpowiedział, że nie.

– Oczywiście, że nie.

– A jaka jest dla Pana różnica pomiędzy bojówką Cracovii a bojówką Wisły?

– Prosta różnica. Bo tu jest „Biała Gwiazda”, tu jest Wisła.

– Czyli Wisła może mieć swoją bojówkę?

– Nie, to nie jest bojówka Wisły. To jest przedsiębiorca, dzisiaj.

– Został ponownie skazany, gdy był już właścicielem siłowni. Czy TS miał w umowie zastrzeżenie, że w momencie, gdy zostaną naruszone pewne zasady...

– Nie ma takiego zastrzeżenia.

– Podpisywał Pan umowę z osobą, która ma za sobą przeszłość kryminalną, a mimo to zarząd nie zabezpieczył się na wypadek, gdyby się okazało, że ten człowiek jest recydywistą? To nas zdumiewa. Według nas został Pan postawiony przez współpracowników pod ścianą. I pod szyldem TS Wisła kreowane są zyski, które trafiają na zewnątrz.

– Wisła ma zyski z wynajmu.

– Ale już nie z działalności siłowni. W TS działa więc sekcja...
– Nie mieszajmy rzeczy, nie macie panowie pojęcia... Siłownia to siłownia, a sekcja Trenuj Sporty Walki, którą nazywamy sekcją kick-boxingu to inna sala, inne pomieszczenia.

– Ale łączą je ci sami ludzie.

– Nie.

– Zupełnie nie są ze sobą powiązani? Przecież na stronie internetowej widnieje informacja, że siłownia White Star Power jest partnerem sekcji TSW.

– Nie tylko sekcji TSW, ale wszystkich sekcji Towarzystwa. A czy są powiązani, tego nie wiem. W każdym razie siłownia to oddzielny podmiot. Wisła wynajmuje pomieszczenie przedsiębiorcy, którym jest pan Paweł Michalski. Nie nazywajmy go „Miśkiem”.

– Ale sekcja kick-boxingu ma się nijak do sekcji Trenuj Sporty Walki, w której w ogóle nie uczy się kick-boxingu, ale K1, MMA, muay thai. Było Street Fight, nie wiemy, czy nadal jest, może jest nieoficjalnie. To kompletny brak przejrzystości, przenikanie się pewnych struktur. Wisła czerpie zyski, ale czerpią je także ludzie, o których wiemy niewiele, albo wiemy, że mają przeszłość bojówkarską.

– Ci ludzie nie są skazani. Żaden z tych, którzy są członkami sekcji sportów walki nie jest skazany.

– Przeciwnie. 23 stycznia opublikowaliśmy w „Dzienniku Polskim” listę osób, które mają zarzuty, po kilka razy były zatrzymywane przez policję.

– Tego nie wiem.

– Nie chce Pan dociekać, czy woli nie wiedzieć?

– Nie dociekam.

– Bo tak jest wygodniej?

– Nie dociekam.

– Nie czuje Pan dyskomfortu związanego z tym, że w klubie pojawiły się emblematy kiboli? Była nawet próba wplecenia rekina do godła sekcji bokserskiej. Pana to nie razi? Przecież to nie jest symbol Wisły.

– Ale jest symbolem kibiców Wisły.

– Ale jakich kibiców? Takich, którzy gonią z maczetami.

– No nie przesadzajmy.

– Przecież Sharks to jest regularna bojówka. Problemem nie jest przecież samo istnienie sekcji czy siłowni. Problemem jest to, że one w żaden sposób, nawet symboliczny, nie zostały oderwane od radykalnych grup kibiców. To postawiło Pana w bardzo trudnej wizerunkowo sytuacji.

– Przyjąłem to na klatę. Dlatego że... Wiecie, to nie są czasy, gdy w klubach działali ludzie pokroju profesorów Janowskiego, Sadoka, Mikułowskiego, Gaberlego i tak dalej. Te czasy się skończyły. Dzisiaj w większości klubów nie ma działaczy społecznych. To co powiedziałem wcześniej: życie nie znosi pustki. W tę pustkę weszło nowe pokolenie, ludzie młodzi. Czy to pokolenie jest godne w całości potępienia? Ja uważam, że nie.

Z każdym trzeba próbować się dogadywać. Poza tym proszę zwrócić uwagę na szeroko rozumianą działalność kibiców. Przecież na spotkania grupy Wiślackich Patriotów przychodzą naukowcy z IPN-u z wykładami. Niedawno byli doktorzy Szwagrzyk i Korkuć, był też prof. Nowak. To też o czymś świadczy. Nie potępiajmy więc ludzi ad hoc, że to są Sharksi, że to są bandyci. Wręcz przeciwnie. Uważam, że klub dzisiaj powinien być otwarty dla kibiców.

– Dla wszystkich?

– Trudno stać na bramie i prowadzić selekcję: tego wpuszczam, a tego nie.

– Kiedy jednak podpisuje się z kimś umowę, to taką selekcję można zrobić.

– Nie widzę nic złego w podpisaniu umowy.

– Argument, że kibice są różni i nie należy mierzyć wszystkich jedną miarą, pada często. Zgadzamy się z nim. Ale na trybunach nie rządzą ci, którzy chcą pielęgnować pamięć o żołnierzach wyklętych, tylko ludzie zamieszani w sprawy kryminalne.

– Proszę mnie nie mieszać z trybuną piłkarską.

– Ale przecież to są te same osoby, które tu przychodzą, trenują.

– Nie do końca.

– Dobrze Pan wie, że te kwestie się przenikają. Przecież jak był bojkot meczów piłkarskich, to nawet Pan został wmieszany w ten konflikt.

– Ja?!

– TS dwukrotnie organizował na swoim terenie imprezy, podczas których bojkotujący piłkarzy Wisły kibice oglądali tutaj mecze. Pan był prezesem, wydał na to zgodę.
– To było w restauracji, każdy może do niej przyjść.

– Ale to było specyficzne spotkanie, służyło zupełnie innym celom.

– A co ja mogłem zrobić? Zamknąć restaurację i wygonić trzy tysiące ludzi? Jak policja nie potrafiła sobie z tym poradzić? To czego ode mnie oczekujecie? Że sam miałem stanąć i walczyć z tym? Kibice mieli prawo to zrobić. Restauracja jest otwarta dla wszystkich. Była policja, stała i patrzyła.

– A sprawa ostrzelania stadionu racami?

– To nie nastąpiło z terenu restauracji. Nie posądzicie mnie chyba, że to ja strzelałem?

– Nie o to tutaj chodzi. Mówił Pan, żeby nie mieszać ludzi z trybun z TS-em. A to są te same osoby.

– Na trybunę C przychodzi na mecz 6 tysięcy ludzi, a u nas jest dwustu, może trzystu.

– Ale to oni są jądrem tej grupy.

– Niekoniecznie.

– Nie mówimy przecież o studentach, którzy chcą pokrzyczeć na meczu raz na tydzień. Mówimy o tym, że po decyzjach w 2011 roku zaczął się zgniły kompromis, polegający na tym, że ta grupa, która rządzi na trybunach, dostała zbyt dużą swobodę, możliwości działania i dostęp do zysków z działalności powiązanej z TS-em. Krótko mówiąc, zaszło to za daleko.

– To jest wasza opinia. Proszę mi jej w usta nie wciskać.

– Ale w pewnym momencie, tuż po ostrzelaniu stadionu racami, nawet Pan nie wytrzymał i wystosował apel do kibiców Wisły i do Wisły SA, żeby zaprzestać działań szkodzących klubowi. Do dzisiaj nie udało się odbudować frekwencji na trybunach.

– Ale to jest wina pana Jacka Bednarza, który postąpił idiotycznie, bo pozbawił wszystkich ludzi, którzy byli wtedy w restauracji, prawa wstępu na Wisłę i wydał im zakazy stadionowe. Jeżeli policja nie potrafi wyłapać prowodyrów i tych, którzy rzucili race, to nie można winą za to obarczać wszystkich.

– A co Pan sobie pomyślał, gdy race zostały odpalone?

– Że to straszna głupota, to oczywiste.

– Nie potępił Pan jednak publicznie sprawców. Dlaczego?

– Nie zastanawiałem się nad tym i nikt mnie o to nie pytał.

– Naturalną rzeczą jest odcięcie się od takich ludzi.

– To nie jest takie proste, jak się Panom wydaje.

– Dlaczego? Bo ci ludzie mają wpływ na TS?

– Czuję się jak w sądzie. Robicie przesłuchanie. Nie zamierzam potępiać ludzi, no, może poza tymi, którzy odpalili race. Daleki jestem natomiast od tego, by wchodzić w konflikty z tak dużą masą, jaką stanowią kibice.

– Pańską pracę w Wiśle zakończył inny rozłam, w zarządzie TS. Poszło o Akademię Piłkarską i negocjacje ze Spółką w sprawie dalszej współpracy, które wiceprezes Piotr Wawro prowadził z Robertem Gaszyńskim, prezesem SA. Nawiasem mówiąc, Gaszyński na tym stanowisku znalazł się podobno z Pańskiego namaszczenia...

– Z mojego i Zdzisława Kapki.

– No właśnie, a Gaszyński został postawiony przez TS pod ścianą.

– Ten problem jest skomplikowany. Akademia miała być przez Wisłę SA w pewnym sensie finansowana na mocy umowy. Spółka była winna Akademii niemałe pieniądze, jest zresztą winna do dzisiaj. O kwotach nie będę mówił.

– Padły w mediach, bo Wawro upublicznił dokumenty.

– No tak. To jest moim zdaniem bardzo duży problem, który nowy zarząd w najbliższym czasie rozwiąże. Jestem o tym przekonany.

– Wawro miał ambicje, żeby zostać prezesem TS. Z wyborów wycofał się w ostatniej chwili. To ta historia kosztowała go utratę poparcia i osłabienie pozycji?

– Nie wiem, ja całkowicie odciąłem się od tworzenia nowych struktur. Powiedziałem, że pasuję, wycofuję się i nie wtrącam.

– Mówi się, że Wawro może wycofać się z TS i sponsorowania drużyny futsalowej. Gdyby tak się stało, to będzie duży problem dla TS, choćby ze względu na zobowiązania finansowe wobec Wawry?
– Nie wiem. Nie jestem wróżką.

– Jak wygląda teraz status własnościowy terenów i budynków TS Wisła?

– Towarzystwo dostało w 2007 roku tereny, nie mówimy tu o stadionie, w wieczyste użytkowane, z 99-procentową bonifikatą oraz budynki na własność, posadowione na tych sześciu hektarach. Wartość gruntów i budynków miasto wyceniło na 78 milionów złotych. Od tego jest ta 99-procentowa bonifikata, co też stanowiło niemałą kwotę. W związku z tym miasto rozłożyło spłatę za wieczyste użytkowanie terenów na 10 lat. Co roku, na koniec października, Wisła systematycznie spłaca tę należność. Ponad 50 tysięcy złotych rocznie. Ostatnia rata wypada w 2017 roku. Po tym okresie Wisła będzie pełnoprawnym, wieczystym użytkownikiem terenów.

– Czy to prawda, że gdyby Pan zrezygnował z funkcji prezesa w 2011 roku, to Can-Pack przestałby sponsorować koszykarki? Krążyły takie opinie, że dla Can-Packu jest Pan gwarantem racjonalnej polityki.

– Nie chcę tego tematu rozwijać, bo musiałbym działać na zasadzie pliszki, która swój ogonek chwali. Ale to prawda. Do Can-Packu trafiłem trochę przypadkowo, gdy jeden z pracowników przyniósł mi listę 500 najbogatszych firm w Polsce. Okazało się, że dwa kilometry od nas, przy Jasnogórskiej, działa taka firma jak Can-Pack. Jej prezesem był wtedy były piłkarz ręczny Unii Tarnów. On mnie znał, podjęliśmy rozmowy. Mam do pana zaufanie – powiedział. I tak Can-Pack jest z nami do teraz.

– Wielu ludzi miało i nadal ma do Pana zaufanie. Bogusław Cupiał w czasach największych kryzysów zwracał się właśnie do Pana.

– No tak, trzykrotnie byłem prezesem w Spółce.

– Ostatnio po Jacku Bednarzu. I to podobno na osobistą prośbę Cupiała.

– Mnie to nie było do niczego potrzebne. Sytuacja była taka, że wspólnie ze Zdzisławem Kapką rozmawialiśmy z Robertem Gaszyńskim już od pewnego czasu. On nie mógł wtedy jednak odejść z firmy, dla której pracował w Budapeszcie. Ustalone zostało, że w Wiśle podejmie pracę od stycznia 2015 roku, więc kiedy we wrześniu powstał wakat po Bednarzu, sytuacja była trudna, bo przecież nikt z zewnątrz nie przyszedłby do pracy na kilka miesięcy. Pan Cupiał poprzez Zdzisława Kapkę zwrócił się do mnie, pojechałem do Myślenic i tam zostało wszystko ustalone.

– Dlaczego Bednarz nie mógł zostać do końca grudnia?

– Bo groziłoby to dalszym bojkotem ze strony kibiców.

– Cupiał zwolnił go, by zażegnać konflikt?

– Nie wiem, nie było mnie przy podejmowaniu tej decyzji.

– W listopadzie powiedział Pan, że Bogusław Cupiał jest gotów sprzedać mniejszościowy pakiet udziałów w Wiśle. To była akcja skonsultowana z właścicielem Tele-Foniki?

– Tak. W pewnym momencie rzucił takie hasło. Nie było jednak mowy o konkretnych działaniach.

– Dziesięć lat wcześniej była podobna sytuacja, gdy Cupiał ogłosił, że ma już dość futbolu.

– To było wtedy, gdy Heniek Kasperczak przyprowadził do mnie pana Waldemara Kitę. Spotkaliśmy we trójkę, śmialiśmy się nawet, że u konkurencji, bo w „Wierzynku” pani Filipiakowej. Kita był gotów wtedy kupić Wisłę. Chciał się spotkać z Cupiałem, ale ten na rozmowy wysłał swojego prawnika. Kita odebrał to jako afront, wyjechał i krótko potem kupił Nantes.

– Cupiał później żałował?

– Nie wiem, choć nie sądzę. Wprawdzie w chwilach słabości czasem mówi: „Chętnie bym to sprzedał”, ale on to kocha. Ciągle się tym emocjonuje. On Wisły nie sprzeda.

– Uczestniczył Pan czy wręcz kreował pewne wydarzenia w historii klubu. Teraz nie będzie żal, że z rąk wypadną sznurki, za które można pociągać?

– Każdemu, kto przechodzi na tak zwany zasłużony odpoczynek, brakuje pewnych rzeczy. Ale z drugiej strony wiek ma swoje prawa. Jak śpiewa Perfect: trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść niepokonanym. Może trochę za późno, niemniej trzeba było to zrobić.

– I czuje się Pan niepokonany?

– Czuję się niepokonany, bo nikt mnie nie wyrzucił. Sam odszedłem.

– Styl życia się zmienił, czy nadal przyjeżdża Pan do klubu?

– Przyjeżdżam codziennie. Uczestniczę w posiedzeniach zarządu, z głosem doradczym. Mam większy komfort, bo już nie ponoszę odpowiedzialności za działalność klubu.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze 9

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

j
jb
Powiem to czego Pan Prezes powiedzieć nie może.

Tak. Bojówka Wisły jest lepsza dla Wisły i tak długo jak długo Cracovia ma swoją to i Wisła swoją mieć musi. Bo Kraków to miasto gdzie jest święta wojna i jeżeli jedna strona zdominuje drugą to za 10 lat po tamtej zostanie nazwa, obiekt i paru pikników na mecz z Legią. Przyszłość Wisły decyduje się nie tylko na boisku ale i na osiedlach. Bo za 5 lat możemy być w IV lidze a jak małolat ma Wisłę w sercu to nie zginiemy nigdy. Ale do tego ktoś musi go uczyć jak walczyć z tymi którzy za tą miłość chcą mu odrąbać rękę.
Dziękuję
M
M.
chyba za dużo pije płynu Ludwik że gada takie brednie...jeśli w nie dodatkowo wierzy to obstawiam co najmniej Domestos.a jeśli się chłopina boi to go rozumiem i współczuję.
s
spadówa
służąca komuchom do końca. I metody takie same, korupcja drogą do awansu a nie honor i spotowa walka.
B
Bolo
Widać że ten starszy Pan kiedyś był komuchem,Katolik by tak nie powiedział,bo wiadomo Diabła się nie wzywa.
G
Gość
W latach czterdziestych już wpuścili czerwonego diabła w swoje struktury. 70 lat mija, a przyzwyczajenia pozostały te same. Jak to szło..
Miętta, ta %$#@& co chciała być święta,
I szybko zapomniała jak to ubekom &^#^ dawała.
a
as
zastawił sobą drogę do wglądu w ts.wisła szczególnie księgowość. i wiele innych co narosły przez lata. i po to tam siedzi do dziś.
m
martin
klamca, oszust, sprzedawczyk... czego spodziewac sie po starym Ubeku...
....................
O takich ludziach mówi się, że nie mają kręgosłupa moralnego - milicja, bandyci, diabeł - ktokolwiek byleby kasa była.
g
glowna przyczyna
upadku i kleski rodzaju ludzkiego
Przejdź na stronę główną Dziennik Polski
Dodaj ogłoszenie