Nie będzie kanikuły

Redakcja
   Tadeusz Jacewicz - Z bliska

   W Warszawie są dwa sezony towarzysko-imprezowe. Pod koniec roku, od połowy listopada do świąt Bożego Narodzenia, przewagę mają balangi instytucjonalne. Firmy wydają nerwowo resztki budżetów na tzw. entertaining (czyli, dosłownie tłumacząc, "zabawianie"). Spraszają klientów, ważnych urzędników, partnerów i różne pospolite ruszenie, żeby świątecznie najeść się i napić. Prywatnie też nie jest najgorzej, bo to i Andrzeja, i Barbary, a przede wszystkim świąteczne śledziki.
   Drugim takim sezonem jest czas między połową maja a końcem czerwca. Seria popularnych imienin, kończąca się Janem sprawia, że "Warszawka" gania bez tchu od kolacji do garden party, od grilla po galę czegoś tam. Firmy nie pozostają w tyle, bo na horyzoncie wisi widmo dwumiesięcznej przerwy w przyjęciowym kalendarzu. Straszy perspektywa towarzyskiego przestoju w lipcu i sierpniu. Luki w życiorysie. Wszystko wtedy staje, żeby ruszyć po wakacjach.
   Wygląda mi jednak na to, że w polityce i mediach nie będzie w tym roku kanikuły. Wybory wczesną jesienią to dobry pomysł. Dobry dla nas, bo będziemy mieli trochę rozrywki i satysfakcji, oglądając spoconych polityków, jak z męką w oczach usiłują coś dla siebie urobić. Osobistości oficjalne na ogół śmiesznie wyglądają w plenerze. Prominenci pozbawieni ceremonialnych obrzędów oficjalnych w budzących respekt wnętrzach, w wymiętych koszulinach, dziwnych wiatrówkach i przydeptanych butach, zyskują ludzki wymiar. Lubię ich wtedy oglądać. My wypoczywamy, oni walczą o swoje posady. Usiłują się wtedy przymilić, zainteresować swoimi pomysłami i zdobyć nasz krzyżyk. To są najprzyjemniejsze chwile w demokracji. Szkoda, że tak rzadko przychodzą i tak krótko trwają.
   W tym roku nie będzie więc przerwy wakacyjnej. Nie tylko w polityce. W oczyszczaniu Polski też. Za dużego rozmachu nabrały sprawy kryminalne i sprawki etyczne, żeby ktokolwiek lub cokolwiek mógł je zahamować. Trwa przepierka życia publicznego i nikt nie może być pewien, czy nie zostanie wywołany do tablicy.
   Nie podzielam opinii o rozpasaniu mediów i przykro mi z powodu wpadki "Gazety Wyborczej", która dała się uwikłać w mętną intrygę policyjną. Zdaję sobie sprawę z tego, że standardy zawodowe, a i niekiedy pewno moralne, polskich dziennikarzy odstają jeszcze od czołówki światowej, szczególnie anglosaskiej. Łatwo i praktycznie, bez przykrości dla autora, popełnia się w polskich mediach błędy. Niechętnie zamieszcza się sprostowania, jeszcze mniej chętnie przeprasza. Sądząc po niektórych wyraźnie sterowanych kampaniach, np. przeciwko biopaliwom, można zapewnić sobie przychylność redaktorów niekoniecznie siłą rzeczowych argumentów. Wszystko prawda, ale to milimetry błędów przy kilometrach zalet.
   Coraz częściej słyszę, że ludzie są zmęczeni aferami i chętnie obejrzeliby coś normalnego na ekranach i w gazetach, zamiast nieustannego serialu przekrętów i kantów. Rozumiem ten mechanizm, mam jednak nadzieję, że nie zadziała. Liczę, że nie będzie przerwy letniej w dziennikarstwie śledczym, jakkolwiek nieudane i czasami naiwne mogą być jego metody. Nie mamy bowiem innego wyjścia. Gdyby nie dziennikarze, publikujący to, co im konspiracyjnie wyszepczą różni dobrze ulokowani informatorzy, nie mielibyśmy szansy. Utonęlibyśmy na amen.
   Trzecia Rzeczpospolita trwa zaledwie 15 lat, a już stworzył się mechanizm korupcyjnej sitwy polityków. Co cztery lata, niekiedy częściej, następuje zmiana rządu. Logiczne byłoby, żeby następny rozliczał poprzednika z błędów i afer. Tak się jednak nie dzieje. O błędach mówi się machinalnie, jest to taka propagandowa mantra, której nikt poważnie nie słucha. Afery? Coś odkrywa się na początku kadencji, później działania słabną aż rozmywają się bez śladu. Nie jestem zwolennikiem teorii spiskowej, choć tutaj pasowałaby jak ulał. Przy cyklicznych odejściach i powrotach do władzy nikt nie chce wywoływać trzęsienia ziemi. Dzisiaj zatrzęsłaby się ona przeciwnikom, za chwilę nam. Po co komplikować życie. Leben und leben lassen (żyj i daj żyć), to główna zasada działania naszego życia publicznego.
   Nie wszystko jednak da się przewidzieć i zaplanować. Najmniej przewidywalne są media. Mogą właściciele i naczelni mieć swoje sympatie, a nawet interesy polityczne, mogą kogoś popierać a innego zwalczać. Muszą jednak sprzedać gazetę czy czas reklamowy na antenie. Nikt nie będzie reklamować się w tytule, który czyta kilka, kilkanaście tysięcy ludzi, nikt nie zapłaci pieniędzy za "spot" na nie oglądanej antenie. Można różnie kombinować, ale nie ucieknie się od rynku.
   Dlatego media poszukują afer. "Bad news" sprzedaje gazetę lub audycję. Afery niepokoją i irytują, ale przyciągają uwagę. Latem, kiedy niewiele się dzieje, odkrycie szwindlu jest majątkiem dla wydawcy. Dziennikarze, poszukujący informacyjnego złotego runa, nie będą mieli w tym roku urlopów. Już dzisiaj widać, że kanikuła została odwołana.
   To bardzo dobrze. Będziemy mieli co czytać i oglądać na urlopie. Lepiej przygotujemy się do głosowania we wrześniu i październiku. No i będzie nam miło oglądać, jak bezczelni pokornieją, a pewni siebie miękną. Idą przyjemne czasy.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie