Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Nie będzie referendum. Prezydent triumfuje [WIDEO]

Agnieszka Maj
Agnieszka Maj
Łukasz Gibała powiedział wczoraj, że jego stowarzyszenie nie mogło zweryfikować podpisów
Łukasz Gibała powiedział wczoraj, że jego stowarzyszenie nie mogło zweryfikować podpisów Fot. Michał Gąciarz
Kraków. Prawie połowa podpisów pod wnioskiem o referendum w sprawie odwołania prezydenta Krakowa Jacka Majchrowskiego okazała się nieważna.

Zabrakło 9,6 tys. ważnych podpisów do tego, aby w Krakowie odbyło się referendum w sprawie odwołania prezydenta Jacka Majchrowskiego. Komisarz wyborczy uznał tylko 48 tys. podpisów złożonych pod wnioskiem w tej sprawie, a w prawie 39 tys. dopatrzył się błędów.

Autor: Agnieszka Maj

Najwięcej, bo ponad 21 tys., podpisów zostało zdyskwalifikowanych z tego powodu, że złożyły je osoby, które nie mają praw wyborczych na terenie Krakowa. - Może nawet tu mieszkają, ale nie są w Krakowie zameldowane ani nie wpisały się na listę wyborców - mówi Zdzisława Romańska, dyrektor delegatury Krajowego Biura Wyborczego w Krakowie.

Ponad 10 tys. podpisów odrzucono z powodu nieprawidłowego PESEL-u. Okazało się także, że niektóre osoby pojawiały się na liście po kilka razy, nawet po sześć. Powodem odrzucenia był także nieczytelny adres, nazwisko, brak podpisu, a także fakt, że popierający miał mniej niż 18 lat.

Aby referendum doszło do skutku, pod wnioskiem powinno się podpisać 10 proc. uprawnionych do głosowania, czyli 58 tys. mieszkańców Krakowa. Stowarzyszeniu Logiczna Alternatywa i innym, które brały udział w akcji, udało się zebrać 87 tys. podpisów. Jednak aż prawie połowa z nich okazała się nieważna. - Nie mieliśmy możliwości, aby na bieżąco weryfikować te podpisy - mówi rozgoryczony Łukasz Gibała, inicjator referendum i szef Logicznej Alternatywy. Odpowiedzialność za porażkę zrzuca na osoby, które zbierały podpisy. Jego zdaniem nierzetelnie wykonały swoją pracę.

Setki tzw. wolontariuszy, którzy wzięli udział w akcji, dostawało po 12 zł netto za godzinę pracy. Warunkiem jednak było to, że w tym czasie muszą zdobyć co najmniej pięć podpisów.

Gibała zapewnia, że mimo porażki się nie poddaje. - Chcieliśmy pokazać prezydentowi czerwoną kartkę, a udało się żółtą. 48 tysięcy osób uznało, że nie podoba im się polityka Jacka Majchrowskiego. To poważne ostrzeżenie dla prezydenta, który teraz powinien się dwa razy zastanowić, zanim powoła kogoś takiego jak Jan Tajster na dyrektora - mówi Łukasz Gibała.

Prezydent Krakowa po ogłoszeniu decyzji przez komisarza wyborczego triumfował i dziękował. - Dziękuję mieszkańcom Krakowa za to, że nie ulegli presji pieniądza. Okazało się po raz kolejny, że Krakowa nie można kupić, że Kraków jest miastem, które myśli i wie o tym, co to demokracja - powiedział prof. Jacek Majchrowski.

Od decyzji komisarza wyborczego przysługuje odwołanie do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. Logiczna Alternatywa nie zamierza tego robić. Nie planuje także organizować kolejnej akcji referendalnej. Stowarzyszenie jednak nadal będzie działać.

Łukasz Gibała nie chciał wczoraj powiedzieć, czy porażka zniechęciła go do ubiegania się o fotel prezydenta Krakowa. Mówił tylko, że nie zmienił swojej oceny rządów prezydenta Krakowa, jego stowarzyszenie dalej będzie zabiegać o to, aby Krakowem rządził ktoś inny. Nie chciał powiedzieć, ile wydał na zorganizowanie akcji referendalnej.

Zdaniem prof. Andrzeja Piaseckiego z Uniwersytetu Pedagogicznego to nie koniec politycznej kariery Gibały: - To młody polityk, wytrwały. Uczy się na błędach. Przyszłość pokaże, jaki wyciągnął z nich wniosek.

Kosztowne zbieranie podpisów

Łukasz Gibała przypisuje porażkę akcji referendalnej nierzetelności osób, które zbierały podpisy pod wnioskiem pod referendum. Udało nam się skontaktować z jedną z nich. Opowiedziała nam, jak to w praktyce wyglądało. - W akcji brali udział głównie młodzi ludzie, po liceum. Dla nich był to sposób na zarobienie na wakacje - opowiada były wolontariusz.

Według niego stawki za godzinę były różne i zależały od tego, ile w tym czasie udało się zebrać podpisów. - Ja dostawałem 8 zł do ręki za godzinę i musiałem mieć zebranych pięć podpisów - mówi były wolontariusz. Jeśli jednak ktoś nie zebrał wymaganej liczby podpisów w ciągu godziny, nie dostawał nic.

Tzw. wolontariuszy nie zatrudniała Logiczna Alternatywa, ale stowarzyszenie „Nowy Kraków”, którego szefem jest Łukasz Szczepan, znajomy i pełnomocnik wyborczy Łukasza Gibały w czasie ostatnich wyborów samorządowych, kiedy to Gibała ubiegał się o fotel prezydenta Krakowa.

Łukasz Szczepan poinformował nas, że osoby zbierające podpisy pod wnioskiem o referendum były wynagradzane 12 zł netto za godzinę pracy.

Dla młodych ludzi to był dobry biznes. Niektórzy z nich potrafili zarobić 600 zł za tydzień pracy. Część z nich ostro walczyła o to, aby zdobyć jak najwięcej podpisów. - Zachowywali się nachalnie, część osób skarżyła się, że czują się wręcz przez nich napastowane - opowiada były wolontariusz.

Każdy z nich doskonale wiedział, jakie dane ma zbierać od ludzi. Na szkoleniu dowiedzieli się, że muszą przede wszystkim pytać o zameldowanie w Krakowie. Powiedziano im także, że wszystkie te podpisy będą weryfikowane przez działaczy stowarzyszenia Logiczna Alternatywa.

- Dowiedzieliśmy się, że podstawione osoby będą sprawdzać, czy rzetelnie zbieramy podpisy. Na przykład działacze stowarzyszenia mogą wcielić się w przechodnia, który chce się podpisać pod wnioskiem - opowiada były wolontariusz. Okazało się jednak, że to był tylko blef. Jak wczoraj przyznał Łukasz Gibała, szef Logicznej Alternatywy, jego stowarzyszenie nie ma możliwości, aby zweryfikować dane osoby podpisującej się. Do takich informacji mają dostęp tylko niektóre instytucje jak magistrat czy Krajowe Biuro Wyborcze.

Mimo szkoleń i ostrzeżeń dla wolontariuszy okazało się, że pod wnioskiem podpisało się aż 21 tys. osób, które nie są zameldowane w Krakowie.

Według prof. Andrzeja Piaseckiego, politologa z Uniwersytetu Pedagogicznego, zawiodła organizacja zbierania podpisów. - Okazało się, że nie wystarczy mieć pieniądze, aby zorganizować taką akcję, potrzebna jest także idea - mówi prof. Piasecki.

Jego zdaniem przyszli organizatorzy referendum powinni uczyć się na błędach Gibały. - Ważne jest, aby przy zbieraniu podpisów brać specyfikę takiego miasta jak Kraków, gdzie jest mnóstwo osób niezameldowanych: studentów, turystów - mówi prof. Piasecki.

Ile kosztowała akcja zbierania podpisów? Wczoraj nie udało nam się tego dowiedzieć. Zakładając jednak, że za zebranie jednego płacono 2 zł, to na samo wynagrodzenie wolontariuszy przeznaczonych zostało 174 tys. zł. Ta kwota mogła być jednak znacznie większa, bo niektórzy dostali więcej, niż się spodziewali. - Zebrałem 20 podpisów w trzy dni. Otrzymałem 100 zł - mówi jeden ze zbierających. Do tego dochodzą nakłady na materiały reklamowe: koszulki, ulotki. - Wszystkie koszty znajdą się w sprawozdaniu , które przedstawimy w ciągu trzech miesięcy. Sprawozdanie to będzie publicznie dostępne - poinformował Łukasz Szczepan.

Według Stowarzyszenia Logiczna Alternatywa akcja referendalna nie okazała się całkowitą porażką, bo udało się zmobilizować prezydenta Krakowa do działania. - Okazało się nagle, że nie trzeba np. sprzedawać terenu, na którym stał motel Krak. Niemożliwe stawało się możliwe - mówiła Adrianna Siudy ze stowarzyszenia Logiczna Alternatywa.

[email protected]

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wideo
Wróć na dziennikpolski24.pl Dziennik Polski