18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

Nie boję się afery

Redakcja
- Czy jako przewodniczący Kolegium Sędziów PZPN uczestniczy Pan w policyjnych działaniach związanych z korupcją w środowisku sędziowskim i aresztowaniem sędziego Antoniego F.?

Rozmowa z JANUSZEM HAŃDERKIEM, przewodniczącym Kolegium Sędziów PZPN

   - Nie mam od soboty kontaktu z policją, o wszystkim, co związane ze sprawą, dowiaduję się z mediów. W sobotę rano dolnośląscy policjanci zażądali ode mnie ujawnienia obsady sędziowskiej kolejki pierwszej ligi. Po zapoznaniu się z nią uznali, że nikt z niej nie jest w kręgu ich zainteresowania. Zadeklarowałem wówczas jak najdalej idącą chęć współpracy z organami policyjnymi.
- Nie zadawał Pan żadnych pytań, nie był ciekawy szczegółów sprawy?
   - Nie udzielono mi żadnych informacji. Dowiedziałem się o co chodzi jak inni - z niedzielnych serwisów agencyjnych. Na tym etapie śledztwa nie jesteśmy chyba policji potrzebni, bo od soboty nie zwracała się do nas w tej sprawie. Być może w przyszłości będzie potrzebować dokumentów, list obsad sędziowskich, zostaną na pewno udostępnione.
- Mówi się, że to początek wielkiej afery w środowisku sędziowskim i piłkarskim w Polsce. Nie obawia się Pan takiej afery?
   - Bardzo dobrze by się stało, gdyby taka afera wybuchła. O takich samych aferach czytam, jeśli chodzi o polityków i policjantów. Sędziowie są częścią tego samego społeczeństwa, wychowani w tych samych rodzinach, szkołach, w tych samych realiach. Wrzód nie jest tylko w jednym organie tego społeczeństwa.
- Ale czy trzeba było, aby wrzodem w środowisku sędziowskim zajęła się policja? Czemu wcześniej sami się nim nie zajęliście? Sędziowie co chwilę byli bohaterami afer, wytykano im błędy, byli jednak bezkarni.
   - Jakie instrumenty ma związek sportowy, by wyśledzić takie przewinienia? Żadnych! Nie możemy prowadzić śledztw, zakładać podsłuchów, nie możemy zrobić prowokacji. Po to płacimy z podatków takim organom jak policja czy prokuratura, żeby tego typu sprawy wychwytywały.
- A sędziowskie komisje dyscyplinarne? Rzadko słyszało się, aby karały sędziów za ich błędy...
   - Sędzia mógł się przecież pomylić jak każdy człowiek. Aby go karać, trzeba by mieć dowody świadczące przeciwko niemu.
- Jest chyba różnica między błędami - pomyłka popełniona z premedytacją nie jest zwykłą ludzką pomyłką. Czy prowadziliście postępowania wyjaśniające takie różnice?
   - To znów jest pytanie o instrumenty. Powtarzam jeszcze raz, nie mieliśmy wystarczających. Ja nawet nie mogę wezwać działacza na przesłuchanie. Jestem prawnikiem i dobrze wiem, że aby podważyć czyjeś oświadczenie o niewinności, trzeba mieć dowody. Postępowanie przed komisją dyscyplinarną nie różni się od postępowania sądowego w tej sprawie. Najważniejszy jest dowód. Gdyby myśleć inaczej, doszłoby do rozstrzygnięć znanych z rewolucji francuskiej - ścinania głów gilotyną.
- Do Pana, jako przewodniczącego Kolegium Sędziów, nie docierały informacje o nieuczciwości wśród sędziów? Skoro sami nie mieliście instrumentów, by je zweryfikować, czemu nie zwróciliście się do policji czy prokuratury o pomoc?
   - Ależ takie informacje docierały. Tylko to były zaledwie plotki, wypowiadane na zasadzie: a wiesz, ten pan zdradza tamtą panią. Nie mieliśmy stosownych przesłanek, żeby składać donos na policji czy w prokuraturze. Miałem zadzwonić na policję, że mówi się, że ten a ten bierze? Nie mam takiej prawnej możliwości. Gdy plotka jest podstawą złożenia doniesienia, to można się spodziewać szybkiego umorzenia sprawy, a potem taki facet, którego ja oskarżyłem, może mnie oskarżyć o zniesławienie. Bardzo łatwo zrobić człowiekowi krzywdę, łatwo obrzucić błotem, a kiedy ono przyschnie, trudno go doczyścić. Gdyby była przesłanka, że pan X wziął od pana Y, to pewnie szukalibyśmy pomocy, ale - powtarzam - nie mieliśmy takich przesłanek. Z korupcją walczy się na całym świecie, często bez powodzenia. Kolegium Sędziów jest zainteresowane czystością polskiej piłki nożnej, ale miejmy wszyscy świadomość, że sami sędziowie jej nie uzdrowią. Chęci musi mieć całe środowisko piłkarskie. Przede wszystkim działacze. Od nich się zaczyna zło, to oni korumpują sędziów, to oni proponują im pieniądze. Często sami coś z tego mają. Proszę mnie źle nie zrozumieć. Nie bronię sędziów, to nie są niewinne owieczki, są absolutnie winni, gdy uczestniczą w takim procederze. Chcę tylko powiedzieć, że to jest ogólny problem, niech wszyscy uczestniczą w walce z nim.
- Co Pan zrobił, by Pana organizacja była czysta?
   - Od pół roku jestem przewodniczącym Kolegium Sędziów. Wszyscy wiedzą w środowisku, jaki jest mój stosunek do nieuczciwości w środowisku. Na swoim pierwszym spotkaniu z sędziami powiedziałem, że przy mnie nie będzie mowy o tego typu zjawiskach, apelowałem, żeby się niektórzy opamiętali. Miałem świadomość, że wśród 10 tysięcy arbitrów są też ludzie nieuczciwi. Trzeba wypracować mechanizmy, by takich już na starcie ich kariery wyeliminować.
- Jakie mechanizmy? PZPN ogłosił, że zarząd Kolegium Sędziów już opracowuje znaczące zmiany w regulaminie awansów i spadków sędziów?
   - W piątek, a więc jeszcze przed całą aferą, przedstawiliśmy PZPN projekt nowego regulaminu spadków i awansów sędziów I, II i III ligi. 30 czerwca zajmie się nim zarząd PZPN. Daje Kolegium większe uprawnienia, jest bardziej restrykcyjny. Odstępujemy w nim od zasady sztywnego limitu sędziów spadających z ligi. Dotąd rankingi były sztywne, spadała ściśle określona liczba sędziów. W trakcie sezonu nie można było relegować słabego sędziego, można go było najwyżej zawiesić na cztery mecze. Teraz na miejsce słabego arbitra będzie można powołać wybijającego się z niższej ligi. Chcemy chronić sędziów uczciwych, a nieuczciwych wyeliminować ze środowiska.
- A obserwatorzy? Czy zmiany w regulaminie ich też będą dotyczyć? Są często równie ważną częścią machiny nieuczciwości...
   - Zgadzam się z tym, dlatego chcemy ograniczyć liczbę obserwatorów. Mają to być wyłącznie ludzie obdarzeni przez PZPN najwyższym zaufaniem.
- A może całe środowisko sędziowskie powinno się teraz poddać autolustracji?
   - A jak pani sobie to wyobraża? Że będę każdego pytał teraz: brałeś? Jest policja i prokuratura, mają instrumenty, żeby prowadzić śledztwa. My na pewno niczego nie będziemy ukrywać, będziemy współpracować z organami państwa.
- Czy zmienią się zasady obsady sędziowskiej?
   - Nie ma takiej potrzeby. Obsadą zajmuje się teraz Leszek Saks, jedyną osobą, z którą konsultuje ją po ustaleniu swoich propozycji jestem ja. Nikt poza nami dwoma nie ma wpływu ani wiedzy o obsadzie sędziowskiej.
- Przewodniczący Kolegium Sędziów może być jedną z pierwszych osób, które za aferę korupcyjną zapłacą głową. Nie boi się Pan?
   - A czego ja się mam bać? Od soboty nie zajmuję się niczym innym jak rozmowami na temat sprawy Antoniego F. Nie zamierzam chować głowy w piasek i jestem do stałej dyspozycji, między innymi mediów. Nie obawiam się ani zarzutów ze strony środowiska, ani że ktoś wyciągnie mi jakieś zaszłości z przeszłości, bo nie mam takich na sumieniu. Jestem całkowicie niezależnym człowiekiem, także finansowo, co daje mi całkowitą wolność. Objąłem funkcję przewodniczącego Kolegium Sędziów mając nadzieję, że w trakcie czteroletniej kadencji uda mi się poprowadzić organizację w kierunku, który sobie wyznaczyłem: jasnych zasad. Jeśli nie mógłbym realizować tego planu, odejdę. Wcale się tego nie boję.
Rozmawiała:
MAŁGORZATA SYRDA-ŚLIWA

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie