Nie chcemy tu ginąć!

BARBARA CIRYT

Dziennik Polski 24

Dziennik Polski 24

Uczestnicy spotkania w Gaju żądają bezkolizyjnych przejść przez niebezpieczną drogę krajową FOT. BARBARA CIRYT

Uczestnicy spotkania w Gaju żądają bezkolizyjnych przejść przez niebezpieczną drogę krajową FOT. BARBARA CIRYT

Mieszkańcy spotkali się z posłami Andrzejem Adamczykiem i Jerzym Fedorowiczem, przedstawicielami policji i Inspekcji Transportu Drogowego. Zabrakło tylko zarządcy zakopianki - Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad.
Uczestnicy spotkania w Gaju żądają bezkolizyjnych przejść przez niebezpieczną drogę krajową FOT. BARBARA CIRYT

Uczestnicy spotkania w Gaju żądają bezkolizyjnych przejść przez niebezpieczną drogę krajową FOT. BARBARA CIRYT

Uczestnicy spotkania w Gaju żądają bezkolizyjnych przejść przez niebezpieczną drogę krajową FOT. BARBARA CIRYT

GMINA MOGILANY. Ludzie muszą często przebiegać przez zakopiankę wśród pędzących aut. Tracą cierpliwość, prosząc od lat o bezkolizyjne przejścia. Protestują, blokują przejazd i podejmują rozmowy, żądają poprawy bezpieczeństwa.

Ludzie domagają się przejścia dla pieszych w Mogilanach przy stacji paliw Arge, wiaduktu w Gaju w okolicy ulic Zadziele i Widokowa, kładki w obok restauracji Pokusa w Gaju i przejścia podziemnego w Libertowie. To tam ostatnio zginał 17-letni Kamil. Jego mama wspominała niedawno: - On zawsze mnie przestrzegał, mówił: mamo, pilnuj się tam, uważaj...


Kilkudziesięciu uczestników stwierdziło, że ktoś z ich znajomych, sąsiadów lub rodziny zginął na zakopiance. Mówią, że ze strachem przebiegają przez tę drogę. Jeden pojazd się zatrzymuje, a drugi pędzi na sąsiednim pasie, rozjeżdżając ludzi. - Widziałem, jak pojazd potrącił kobietę, zmiótł ją z drogi. Wpadła w krzaki, ciało było nie do rozpoznania - mówi Mieczysław Sikora, sołtys Gaja.


Wylicza, że na odcinku w gminie Mogilany od 1980 r. zginęło 26 osób, a 13 zostało rannych. Mieszkańcy są rozczarowani i rozżaleni, gdy słyszą, że tu na bezkolizyjne przejścia nie ma pieniędzy, a Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad w innych miejscach buduje korytarze dla zwierząt. - Potraktujcie nas chociaż tak, jak te zwierzęta - wzdychają ludzie.


Prowadzący spotkanie Sylwester Szefer ze Stowarzyszenia Mieszkańców Gminy Mogilany, mówił do polityków i służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo: - Interesują nas konkrety. Nie oczekujemy inwestycji za 30 lat. Co teraz możecie zrobić, by nikt z naszych rodzin czy znajomych już więcej nie musiał ginąć na tej drodze? - pytał.


Jerzy Fedorowicz, poseł PO, złożył interpelację w tej sprawie do ministra transportu Zbigniewa Rynasiewicza. - Do bólu będę walczył, żeby zdobyć pieniądze na te kładki - obiecywał.


Andrzej Adamczyk, poseł PiS, był tu na wszystkich protestach. - Wiem, że przechodząc przez tę drogę ryzykujecie życiem. Składam poprawkę do budżetu państwa, by przeznaczyć pieniądze na kładkę w Gaju i przejście powierzchniowe w Mogilanach przy stacji paliw. To realne inwestycje, dla nich jest przygotowana dokumentacja - mówił Adamczyk. Wymienił nazwiska wielu posłów, którzy zapewnili go, że poprą tę inicjatywę. - Jednocześnie proponuję posłom z koalicji rządzącej, żeby przejęli inicjatywę, złożyli poprawkę jako swoją. Mogą potem przypisać sobie sukces. Jeśli w ten sposób powstanie bezkolizyjne przejście, to wszyscy, zwłaszcza piesi, wygrają - mówił Adamczyk. Radził też, by mieszkańcy wysyłali maile do posłów z całego kraju, z prośbą o głosowanie za tą poprawką.


Przedstawiciele Stowarzyszenia Mieszkańców Gminy Mogilany mówili o algorytmach "śmierci", czyli rankingach obowiązujących w Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, które wskazują kolejność inwestycji.


Jacek Gryga, dyrektor krakowskiego oddziału GDDKiA przyznaje, że wiele dokumentów na przejścia przez zakopiankę jest gotowych. - Sprawy tej drogi przekazujemy do Warszawy. Tam są podejmowane decyzje. Czekamy na pieniądze, jeśli będą, zaczniemy budowę - mówi.


Im więcej osób ginie na drodze, tym budowa przejść podziemnych i kładek jest bardziej realna. To wprawia w zadumę Grzegorza Nędzę, który miał wypadek na zakopiance. - Czy gdybym zginął, jak ostatnio Kamil, to inwestycja miałaby większą szansę na realizację? - zastanawia się. Jednocześnie mówi, że ludzie nie są przeciwni tej drodze. - Ona jest też dobrodziejstwem komunikacyjnym i gospodarczym, wokół niej powstają tereny inwestycyjne - mówi.


barbara.ciryt@dziennik.krakow.pl

Komentarze (3)

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

czytelnik Dziennika (gość)

Zgłoś naruszenie treści

Nieobecni z dyrekcji dróg itd. chamy biorą pieniądze publiczne i mają ludzi w d...e .Ta buta charakteryzuje te ekipe - won z nimi....Wstyd !!!!!

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

świstak (gość)

Zgłoś naruszenie treści

Budowa bezpiecznych przejść dla pieszych jest konieczna i to nie ulega żadnej wątpliwości, ale nie bez winy są tez kierowcy, którzy ignorują na zakopiance przepisy ruchu drogowego. Jeżdżę...rozwiń całość

Budowa bezpiecznych przejść dla pieszych jest konieczna i to nie ulega żadnej wątpliwości, ale nie bez winy są tez kierowcy, którzy ignorują na zakopiance przepisy ruchu drogowego. Jeżdżę codziennie tą trasą i obserwuję wiele nieprawidłowości. Zjeżdżając w Mogilanach z nowego wiaduktu w kierunku Krakowa mam przed skrzyżowaniem w Gaju pierwszy nieczynny fotoradar. Nikogo nie obchodzi ograniczenie prędkości do 70 km/h i pojazdy jadą w tym miejscu 90-100.Następnie mamy ograniczenie do 50 km/h, przed przejściem dla pieszych obok restauracji Pokusa. Zwalniam przed przejściem do tej prędkości , a wszyscy kierowcy mnie wyprzedzają. Mierząc prędkość na oko mają ok. 20-30 km/h więcej. Nieco dalej pojawia się znak ograniczający prędkość do 70 km/h i tam już każdy jedzie wzorowo, bo może być złapany z tyłu przez aktywny fotoradar. Tu dochodzi jednak do wielu stłuczek, bo wielu kierowców zmniejsza prędkość w ostatnim momencie. Pozostały nam jeszcze dwa niebezpieczne przejścia , jedno w niecce , poniżej salonu Volvo i drugie na górze libertowskiej, gdzie doszło ostatnio do śmiertelnego wypadku. Pierwsze z przejść jest o tyle niebezpieczne, że rozpędzone, jadące z góry pojazdy nie są w stanie szybko przed nim się zatrzymać( nawierzchnia drogi jest bardzo często mokra i śliska), tym bardziej, że zaraz za przejściem mogą sobie z ograniczaniem prędkości nieco pofolgować( brak znaku ograniczającego prędkość). Przed ostatnim przejściem, które znajduje się na górze libertowskiej często pojawia się korek, a gdzie zator powstaje, tam są też liczne stłuczki, a jadąc w przeciwnym kierunku, kierowcy zachowują się tak, jakby wyjeżdżając z Krakowa odzyskiwali wolność i wciskają gaz do dechy, nie zwracając uwagi na oczekujących na przejściu przechodniów. O skutkach tej euforii niestety dowiadujemy się z kroniki wypadków. zwiń

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

jasnie dyrekcja (gość)

Zgłoś naruszenie treści

i zarzad maja wszystkich w 4 literach.

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo