Nie dopuśćmy do tego, by Polacy stawali się smutnymi „katolami”. Bez wyobraźni i odwagi

Katarzyna Kachel
fot. Andrzej Banaś
„Jak Ty zmierzysz się dziś z krzyżem”, zapytał papież. To pytanie, które uwiera każdego, bo Ewangelia jest po to, żeby uwierać. Wiem, że aby być człowiekiem, trzeba nadludzkiej siły. I ta nadludzka siła zostaje nam dana. Pamiętajmy o tym - mówi O. Jan A. Kłoczowski.

- Marazm. Takim słowem określił Ojciec kondycję naszego Kościoła trzy dni przed przyjazdem papieża. O kim Ojciec myślał; o hierarchach czy wiernych?

- O tych, którzy zamiast cieszyć się, że Kraków staje się na kilka dni centrum świata, piętrzyli problemy i tworzyli katastroficzną wizję spotkania młodych z papieżem. Panikowali, demonstracyjnie opuszczali miasto. To przykład na to, że katolicy czasem bywają „katolami”. Ludźmi bez wyobraźni i odwagi.

- Trzeba nam rabanu? Rewolucji?

- Ewangelicznej na pewno. Trzeba nam także zastrzyku świeżości i siły.

- A może potrzebujemy większej otwartości i nadziei ze strony Kościoła? Z badań profesora Józefa Baniaka wynika, że młodzi boją się praktyk religijnych, omijają łukiem kościoły, w których uprawia się politykę. Nie chcą strachu, chcą dialogu.

- A czym dla pani jest Kościół?

- Wspólnotą.
- A dla wielu instytucją, która ma zaspokajać potrzeby religijne ludności. Można ją porównać z restauracją. Kiedy jesteśmy głodni, wybieramy taki lokal, gdzie najlepiej nam smakuje, dobrze się tam czujemy, zadowala nas serwis. W naszej naturze leży szukanie miejsca, w którym zostaniemy jak najlepiej obsłużeni. I to jest zupełnie oczywiste. Tak samo jednak wybieramy rodzaj usług, kiedy stajemy wobec konieczności spowiedzi.

- Kalkulujemy, gdzie będzie najłatwiej dostać rozgrzeszenie?

-Nie wszyscy. Znam przypadek mężczyzny, koło czterdziestki, czyli w wieku, kiedy do człowieka przychodzi najgorszy z diabłów - demonium meridianum, który podszedł do konfesjonału i wyznał: „Nie będę owijał w bawełnę, popełniłem wszystkie grzechy”. Spowiednik nie dał się zastraszyć i zapytał: „A zoofilia”? Jak się okazuje, nie tak łatwo popełnić wszystkie grzechy, nie jest też łatwo znaleźć w sobie odwagę, by się do nich przyznać. Marazm w naszym Kościele polega więc także na tym, że przestajemy od siebie wymagać, chcieć się zmieniać na lepsze, rozwijać. Zaczynamy stawiać warunki instytucji, która powinna spełnić nasze oczekiwania. A gdy te oczekiwania sprowadzają się głównie do świętego spokoju, bezmyślnego rozgrzeszenia, to co z tym zrobić? Wiara nie polega na naszym dopasowaniu się do księży ani na dopasowaniu się księży do nas. Musimy odnieść się do Boga. To On jest istotny, to On wymaga, rozgrzesza, daje szansę zbawienia. Instytucja jest tylko drogą, która do Niego prowadzi.

- Jaką instytucję zobaczył w Polsce papież?

- Podczas Światowych Dni Młodzieży w jakiś sposób Kościół polski spotkał Kościół powszechny. I dla niektórych, głównie komentatorów, było to powodem wielkiego zdumienia. Wywołało falę krytyki, w której pojawiały się stwierdzenia, że my, Polacy, jesteśmy „smutnymi katolami”.

- A nie jesteśmy?

- Bywamy, ale to nie jest jednolity obraz. Na pewno brak nam zaufania. I nad tym my, duchowni, powinniśmy także pracować. Ten brak zaufania uderza w nas na każdym kroku, w sytuacjach zawodowych i osobistych. Nie ułatwia relacji, dialogu, rozwoju. Przyznaję, czasami duchowni też przypominają urzędników, którzy zamiast zajmować się sprawami ducha, liczą papierki, kolekcjonują daty, sprawdzają aktywność religijną. A władza, czy to kościelna, czy laicka, powinna uczyć zaufania. U nas w Polsce jest ono na okrutnie niskim poziomie, wypierane przez gniew i agresję. I ten właśnie mechanizm zafunkcjonował podczas ŚDM; brak zaufania, że się uda, powiedzie, że jesteśmy gotowi. „Are you ready” - pytał papież. Ile osób odpowiedziało bez wahania: „TAK”?

- Za to chętnie interpretowano słowa papieża po swojemu. Nie zawsze zgodnie z duchem i intencją Franciszka.

-To, że każdy indywidualnie odczytuje słowa, jest oczywiste. Ale to, że pojawiały się sprzeczne czy wykluczające się interpretacje, świadczy tylko o tym, że te konkretne osoby nic nie usłyszały. Na siłę szukały potwierdzenia swoich tez. Manipulowały. Dopóki nie zaczniemy nawzajem siebie słuchać, dopóty będzie nas drążyć nieufność.

- Ci, którzy chcieli słuchać, usłyszeli z papieskiego okna trudną lekcję, że na świecie prócz rzeczy dobrych są rzeczy złe. Jest cierpienie. Takie jak choroba Maćka Cieśli, wolontariusza ŚDM, który nie doczekał spotkania z papieżem. Zmarł 2 lipca.

- Cierpienie nie jest zależne od wiary, jest czysto ludzkie. Dotyka wszystkich, wierzących i tych, którzy nie wierzą w ogóle. Religie próbują natomiast dać sobie z nim radę. W religiach monoteistycznych, gdzie Bóg jest osobowy, pojawia się problem błędu, pytanie: czy Tobie to stworzenie świata nie wyszło, czy coś Ci się nie udało? Skąd bowiem ta bezsensowna, niepotrzebna śmierć, okrutne choroby, niesprawiedliwość? Chrześcijaństwo nigdzie nie mówi, że cierpienie bywa czymś dobrym. Jest bowiem bolesnym, bardzo wyraźnym dowodem naszej bezradności. Wpływa na wiele aspektów życia. Proszę zauważyć, jak wiele osób unika miłości, boi się tego uczucia, bo wie, że poszerza ono pole rażenia. Jeśli zatem strach przed miłością jest zarówno obroną przed cierpieniem, to czy cierpienie może zwiększyć miłość?

- Święty Jan od Krzyża pisał, że najczystsze cierpienie daje najjaśniejsze poznanie. Zgadza się Ojciec z nim?

- Człowiek, który zmierzył się w życiu z trudnymi momentami, taki, który wie, co to poczucie straty, żałoba, ból, ma w sobie więcej pokory, jest w stanie pochylić się nad innym. Ale to żadna nagroda, rekompensata. Nie ma nic bardziej ludzkiego, kiedy w obliczu niezrozumiałego cierpienia pada pytanie, które zadał Hiob: dlaczego ja, co ja Ci zrobiłem? Co chcesz mi przez to powiedzieć, czego nauczyć?

- Cierpienie nie uszlachetnia?

-To by było zbyt łatwe, jest przecież wiele osób, które zamykają się w bólu, izolują, ranią innych. Bywa jednak, że cierpienie staje się zarzewiem głębokiej analizy, uważnego spojrzenia w siebie. Procesem przewartościowania, ułożenia na nowo priorytetów. I w tych priorytetach górę biorą rzeczy dobre, choćby docenienie obecności drugiego człowieka, próba zrozumienia go, chęć dania mu siebie. I nie jest to współczucie, ale współodczuwanie. Bardzo podoba mi się to, w jaki sposób papież mówi o byciu ze sobą nawzajem, o wyrażaniu w tym kontakcie siebie. Sam określam to miłością dotkliwą. Czyli taką, w której trzeba drugiego dotknąć, poczuć mocniej. Doświadczyć. Kiedy Franciszek podchodził do byłych więźniów Auschwitz, przytulał ich, dotykał twarzy, jakby chciał współuczestniczyć w ich pamięci bólu i cierpienia. Nie wolno się tego bać. Kiedy umiera bliska osoba, odruchowo chwytamy ją za rękę, tak jakbyśmy chcieli pomóc jej przejść na drugą stronę. To bardzo dużo.

-Dla Maćka Cieśli choroba i cierpienie okazały się drogą do Boga.

- Tyle że miłość także może być drogą do poznania Boga i bardzo trudno jest moralizować i oceniać, która jest słuszniejsza, bardziej prawidłowa. Czy jest nią akt dobrego, wzniosłego uczucia, czy bolesne, niesprawiedliwe cierpienie zakończone śmiercią?

- Jak uniknąć w takich sytuacjach litości?

- Miłosierdzie to moment głębokiego pochylenia się nad drugim człowiekiem. Wymaga pokory. Świetnie rozumiał ją św. Franciszek z Asyżu, który nie był pokorny wtedy, kiedy klękał przed papieżem, by ten uznał regułę jego zakonu, ale wtedy, kiedy klękał przed bezdomnym, prosząc go o to, by pozwolił mu się nakarmić. To jest miłosierdzie, którego warunek niezbędny stanowi oczekiwanie na jakiś dar ze strony drugiego człowieka. Nie akt pychy, ale świadomość aktu miłości, który jest odpowiedzią na dolę, los, nieszczęście. Co ciekawe, w języku japońskim nie ma w ogóle słowa „miłosierdzie”, o czym przekonał się jeden z moich współbraci, dominikanów, tłumacząc „Dzienniczek” św. Faustyny. W ich doświadczeniu człowieczeństwa, nawet w wymiarze religijnym, shintoistycznym, nie ma pasującego odpowiednika.

- Papież Franciszek mówi, że miłosierdzie to imię Boga. I trochę nas do tego Boga pogania.

- Nie chce, byśmy byli kanapowymi katolikami. Poganianie to zakłada szacunek do drugiego człowieka, ale równocześnie za tym szacunkiem idą wymagania. Zły pedagog nie stawia wysoko poprzeczki swoim uczniom, bo i po co? Dobry, przeciwnie. Postawienie wymagań zakłada wiarę w drugiego. I zaufanie, o którym mówiliśmy na początku. Bardzo wielu ludzi ma zatracone poczucie własnej wartości, co nie pozwala im na obiektywną ocenę swoich możliwości, zabija chęć sięgania po więcej.

- Miłosierdzie jest bezwarunkowe. Można stawiać mu granicę?

- Jest nią ludzka wolność. Ktoś przecież może odmówić. W naszym rozumieniu zbawienia granicą jest ludzkie „nie”. Kiedy słyszę czasami, że to Bóg skazuje na piekło, przypomina mi się wstrząsająca historia umierającego mężczyzny, który nie chciał przyjąć ostatniego namaszczenia, wyspowiadać się. „Ja wiem, że On istnieje, ale ja Go nienawidzę”. I z tymi słowami odszedł. Mówiąc o ograniczeniach, nasuwają się także biblijne słowa: Czyńcie sobie ziemię poddaną, ale nie sięgajcie po owoce z drzewa znajomości dobra i zła. W języku hebrajskim słowo „znać” oznacza „decydować” . Pokusa polegała na tym, że człowiekowi wydawało się, że może decydować o dobru i złu, że może być jak Bóg. I stąd katastrofa.

- Czy Auschwitz można nazwać katastrofą? Geza Rohring, bohater filmu „Syn Szawła”, powiedział, że kiedy przyjechał do obozu, stracił wiarę w człowieka, a zyskał wiarę w Boga. Jak by Ojciec to wytłumaczył?

- Hans Jonas, próbując ocalić ideę Boga po Auschwitz, formułuję tezę o braku wszechmocy Najwyższego. Dowodzi, że stwarzając świat, pozostał nadal Bogiem dobrym, zostawił też ludziom Torę, czyli zbiór praw, tak by wiedzieli, jak w świecie się poruszać. Szanując osobistą wolność, zrezygnował jednak z wszechmocy, zostawiając człowieka własnemu losowi. Jest taka koncepcja w mistyce żydowskiej, zwie się cimcum - zwinięcie, które zakłada, że człowiek sam jest odpowiedzialny za bieg historii. I to, co było w Auschwitz, to nie była śmierć Boga, ale człowieka. Z kolei Carl Gustav Jung, który był agnostykiem, napisał książkę o Hiobie, zresztą bardzo przeciwną Bogu rozumianemu starotestamentowo. I kończy ją bardzo ciekawym stwierdzeniem, że nie ma w Księdze Hioba odpowiedzi na pytanie: skąd tak wielkie cierpienie? Bóg nie daje Hiobowi odpowiedzi, On się nim staje.

- Tak jak w odpowiedzi na pytanie: „Gdzie jest Bóg?”, zadane na apelu w Auschwitz, kiedy kona na szubienicy młody chłopak?

-Elie Wiesel odpowiedział „Jest tym chłopcem”, i są to słowa charakterystyczne dla żydowskiej teologii. Według chrześcijańskiej teologii Bóg się nie wycofał, bo krzyż stawia naszą religię w całkiem innej perspektywie. Simone Weil pisze: Krzyż jest wszystkim. Opatrznościowo wpisany w przestrzeń tak, że nie możemy go nie dojrzeć…

-To trudna perspektywa. Jak powiedział papież Franciszek, w Wielki Piątek niektórzy apostołowie uciekali od krzyża do Emaus. „A jak wy chcecie dziś powrócić do domu, jak zmierzyć się z krzyżem”?, pytał młodych na Błoniach.

- To takie pytanie, które uwiera. Każdego, bo Ewangelia jest po to, żeby uwierać. Aby być człowiekiem, trzeba nadludzkiej siły. I ta nadludzka siła zostaje nam dana, bo w innym przypadku musielibyśmy cytować rosyjskie przysłowie: „Chcieliśmy dobrze, wyszło jak zawsze”. Pamiętajmy o tym.

***

Jan Andrzej Kłoczowski - dominikanin, teolog, profesor filozofii. Człowiek charyzmatyczny.

Z wykształcenia jest historykiem sztuki. W roku 1960 ukończył studia w Instytucie Historii Sztuki UAM w Poznaniu. W latach 1961-1963 pracował jako asystent w Katedrze Historii Sztuki na KUL-u.

W 1964 wstąpił do zakonu dominikanów. Po ukończeniu nowicjatu odbył studia teologiczne i filozoficzne. W latach 1966-1971 uczestniczył w seminarium ks. prof. Mariana Jaworskiego, po ukończeniu którego przyznano mu tytuł lektora teologii.

Święcenia kapłańskie przyjął 13 czerwca 1970. W latach 1970-1986 był duszpasterzem Dominikańskiego Duszpasterstwa Akademickiego „Beczka” działającego przy klasztorze Dominikanów w Krakowie

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3