reklama

Nie ja, tylko on

RedakcjaZaktualizowano 
- To będzie film o niezwykłym przebiegu jednego losu wplątanego w tryby historii, o powołaniu do polityki, odpowiedzialności, honorze i o śmierci. I jeszcze o pamięci, która łączy minione z obecnym, żywe z umarłym, i która, choć nie zawsze, bywa sprawiedliwa - mówi Jan Nowicki.

- Ten film, ta rola to propozycja, na którą czeka się całe zawodowe życie - mówi JAN NOWICKI o roli w filmie Márty Mészáros "Niepochowany"

   W najnowszym filmie Márty Mészáros "Niepochowany" Nowicki gra Imre Nagya, charyzmatycznego węgierskiego polityka.
   Początek lutego. Za oknem mieszkania Jana Nowickiego krakowskie Błonia malowniczo toną we mgle, gdzie niegdzie tylko zagubieni spacerowicze z nieodłącznymi czworonogami. Sławny już, często występujący z Nowickim w telewizji, jego nieodłączny piesek obwąchuje mnie z zaciekawieniem. Siedząc przy grzanym piwie słucham opowieści aktora o jego najnowszej roli.
   Nagy to postać godna filmu - mówi Nowicki. - Węgierska rewolucja 1956 roku była ważna dla całej Europy Środkowej. Ktoś musiał nakręcić o nim film i to ktoś właśnie taki jak Márta, bo ona pamięta te wydarzenia z autopsji, przyjaźni się córką Nagya, Erzsébet. Myślę, że powstanie ważny film. Zresztą, co to znaczy: ważny, potrzebny - niemądre określenia. Jeszcze nie wiadomo, jaki przybierze kształt. Jesteśmy przed montażem, udźwiękowieniem, zdubbingowaniem, nie ma muzyki. Niezależnie jednak od efektu wydaje mi się, że znowu, po latach, zagrałem w kinie rolę, której nie będę musiał się wstydzić, więcej - z której mogę być dumny.
\\\*
   Imre Nagy, kim był naprawdę? Już po naszym spotkaniu sięgam po materiały źródłowe. Fakty, wspomnienia, najważniejsze daty. Po śmierci Stalina ten urodzony w rodzinie chłopskiej polityk, który porzucił szkołę, żeby kształcić się na ślusarza, obejmuje urząd premiera Węgier i staje się może najwybitniejszym mężem stanu, jakiego Węgry miały kiedykolwiek; ogłasza politykę "nowego kursu", oznaczającą spowolnienie industrializacji, zniesienie kolektywizacji rolnictwa i złagodzenie terroru. Jednak już w 1955 r. Nagy staje się niewygodny, w 1958 r. zostaje skazany na śmierć, rezygnuje z prośby o ułaskawienie. W 1989 zostaje zrehabilitowany. Zagadkowa postać, pełna sprzeczności i paradoksów - pisze w wydanej w ubiegłym roku (także w Polsce) politycznej biografii Nagya János M. Rainer.
   Pytam Jana Nowickiego o siłę charakteru Nagya, o jego hart ducha, że do końca nie poddał się, nie ugiął, nie wydał przyjaciół: - Takiego bohatera jak on Polska, w analogicznym okresie, nie miała. W 56 roku miał odwagę powiedzieć do Rosjan: "Won z mojego kraju, będziemy mieli wolne wybory, system wielopartyjny". To było coś niebywałego. Zapłacił za to cenę najwyższą, cenę życia. Już w swojej celi, w więzieniu, do końca występował jako premier rządu, jego ostatni podpis brzmi: "Nagy Imre, premier Republiki Ludowo-Demokratycznej". Do swoich oprawców mówił: "Jedno tylko napawa mnie wstrętem, że kiedyś rehabilitować będą mnie ci, którzy mnie dzisiaj zabiją". Poza pułkownikiem Malaterem wszyscy przyjaciele go zdradzili, potwierdzając jego nieistniejące winy. Nagy wręcz zachęcał ich do tego, prosił swojego adwokata, żeby donosili na niego jak najwięcej, wtedy może przeżyją. "Niech spróbują potem z tym żyć" - dodał.
   Przeczytałem wiele na temat Nagyą, różni ludzie przynosili mi rozmaite materiały na jego temat. Pouczająca była na przykład broszurka z rewolucji, którą dostałem od Wacka Krupińskiego.
\\\
   - Na znanych fotografiach Nagy jest zupełnie do Pana niepodobny - niski, korpulentny, w okularach.
   - Wszystkie taśmy archiwalne z jego udziałem spalono, zostały tylko fotografie. Nagy był niskim, zezowatym grubaskiem, miał wygląd antybohatera. No, ale bohaterowie z reguły nie wyglądają po bohatersku. Fotografie Nagya sprzed procesu zdradzają jednak jego tęsknoty do wyrafinowania. Nagy, człowiek z ludu, nosił wprawdzie przykrótkie spodnie, ale okulary miał markowe, chodził z laseczką i w meloniku.
   - No właśnie, na okładce książki Jánosa Rainera - węgierskiego historyka, dyrektora Instytutu Rewolucji 1956 roku, widzimy zgoła inną twarz Nagya. W eleganckiej marynarce, w monoklach uśmiecha się ironicznie. Prawie tak samo jak Nowicki...
   - Nie ma prostych przełożeń. Patrzyłem na tę jego twarz, żeby odnaleźć w niej swoją. Twarz aktora jest manufakturą, na której wygrywa się emocje. Musiałem być otyły, ale zarazem wychudzony. Na jednym ze zdjęć z procesu Nagy jest cienki jak patyk: w więzieniu, odcięty zupełnie od kontaktu z kimkolwiek, z rodziną, prawie nic nie jadł, w jego celi było ciemno - grasowały pluskwy i szczury. Odebrano mu okulary, a miał przecież bardzo słaby wzrok. Rytm jego dnia wyznaczały przesłuchania.
   W filmie Márty Mészáros fabularna opowieść o Nagyu będzie uzupełniana fragmentami dokumentalnymi. Nie chcemy tego nadużywać. Dokumenty mają swoją siłę, ale mają także swoją bylejakość, jak z sacrum: tabernakulum ma niesłychaną siłę, ale cóż z tego, kiedy nie można go rozbić siekierą. Ze sztucznym tabernakulum w teatrze można by to zrobić. Fikcja bywa bardziej dramatyczna od faktów. _Pytam Nowickiego o udającą dokument sławną scenę z "Dziennika" Mészáros, w której fragment ze zburzeniem pomnika Stalina zainscenizowany został tak perfekcyjnie, że potem - przez długie lata - traktowany był jako archiwalny zapis. _Tak, Amerykanie byli zbyt leniwi, żeby to sprawdzić i w materiałach z powojennych Węgier pojawiali się, występujący w tej sekwencji, Piotr Skrzynecki i moja siostra, Anna.
   - Skąd taki dziwny tytuł filmu - "Niepochowany"?
   - Nagy miał sześć pogrzebów. Po jego powieszeniu w 1958 r., ciało zostało zapakowane do skrzyni i wrzucone do dołu, gdzie trafiały zlewki z więziennej stołówki. Po jakimś czasie skrzynia została przeniesiona na inny, trochę lepszy śmietnik. Cały czas na Węgrzech królował Kadar, o Nagyu nie wolno było ani mówić, ani pisać. Kiedy jednak świat dowiedział się o tym, co naprawdę wydarzyło się na Węgrzech, zaczęła się seria symbolicznych pogrzebów Nagya. Na przykład we Francji ma swój grób na cmentarzu Pere Lachaise. Tylko na Węgrzech miał trzy pogrzeby, ja byłem na ostatnim, w 1989 roku. Pamiętam, że stałem wtedy z Adamem Michnikiem i wspólnie odnosiliśmy wrażenie, że pogrzeb tego urodzonego komunisty, współtwórcy systemu, który w krytycznej chwili zdobył się na determinację i został "męczennikiem w imię lepszych czasów", symbolicznie zamknął epokę komunizmu.
   - Leszek Kołakowski w książce "Czy diabeł może być zbawiony?" pisał: Ukrywanie trupów jest jedną z bardzo niewielu dziedzin, w których komunizm jest sprawny.
   - To trafne spostrzeżenie i bardzo pasuje do Nagya. Jego zwłoki zostały w końcu zidentyfikowane dopiero osiem lat temu.
   - W jaki sposób?
   - Córka Nagya, Erzsébet Nagy zidentyfikowała ciało po małych bucikach. Ten wybitny polityk miał stópki niewielkie, jak chińska tancerka. I to był facet, którego bał się Kadar, bali się Rosjanie, wszyscy się bali!
\
\\
   Operatorem filmu Márty Mészáros, koprodukcji węgiersko-słowacko-polskiej, jest robiący coraz większą światową karierę syn wybitnego węgierskiego reżysera Miklósa Jancsó - Nyika, a wśród międzynarodowej aktorskiej ekipy (Marianna Moór, Lili Horvath, Péter Andorai), poza Nowickim, zobaczymy także Ewę Telegę w roli Kateriny, rumuńskiej pracownicy służb specjalnych, oraz Jana Frycza w ważnej, pierwszoplanowej roli oficera prowadzącego przesłuchanie Nagya.
   - Janka Frycza wymarzyłem sobie, a Marta mnie w dużym stopniu słucha, jeśli chodzi o polskich aktorów, bo wie, że znam ich najlepiej. Pomysł był świetny, bo Frycz zagrał wspaniałą rolę. Dzięki niemu czułem się bezpieczniej: on - kat, ja - ofiara, staliśmy po dwóch stronach kortu, ale dla wspólnej idei.
   - Chcesz zobaczyć zdjęcia z planu? - pyta Nowicki. Przeglądam album z zabawnymi, autoironicznymi komentarzami umieszczonymi pod wstrząsającymi fotografiami.
   - To Pan? Naprawdę Pan? Z tymi "napompowanymi" policzkami jest Pan w ogóle nie do rozpoznania.
   - Miałem wypchane policzki, protezy w szczęce, żeby policzki były większe, albo mniejsze; żeby brzuch był mniejszy i większy.
   - A tutaj, na tym zdjęciu, jest Pan wychudzony. To przecież nie mogły być żadne wkładki?
   - Zaczęliśmy od sceny więzienia, od scen procesu. Odchudzałem się aż osiągnąłem wagę, na której mi zależało, siedemdziesiąt kilogramów. Moją wagę z czasów matury. Byłem chudy jak patyk, kiedy kręciliśmy scenę procesu, przynosili mi poduszkę, bo ja zwyczajnie nie miałem dupy, tylko kość. Dzięki tej metamorfozie wpadłem w stan bliski narkotycznemu: wszyscy wokół byli grubi, a ja, Nagy, wychudzony.
   W filmie znajdzie się taka poruszająca scena. W dalekim planie widzimy Nagya biorącego prysznic. Nie ma ciała, jest ludzkim łachmanem. To jego zwisające, nagie ciało więcej mówi o rozpaczy tego człowieka niż długie tyrady obrońców lub prześladowców. W tej scenie wystąpił dubler, sam - niestety - nie mogłem tego zagrać, bo moje plecy są jednak plecami w miarę zdrowego faceta.
   - A potem musiał Pan z powrotem przytyć?
   - Moją ambicją było sto kilogramów, ale to się nie udało, nie miało prawa się udać. Nie wierzę już de Niro, kiedy opowiada, że do "Wściekłego byka", obżerając się, przytył kilkadziesiąt kilo - bez chemii, bez anabolików nie jest to możliwe. Robiłem wszystko - piłem piwo, jadłem kluski na śmietanie, jakieś tłuste zupy; na przemian leżałem i spałem. I co? Nic. Sześć kilo plus, siedem kilo... i obrzydliwe samopoczucie świni w ludzkiej skórze. Odchudzanie się jest eleganckie, ale tycie na zawołanie jest obrzydliwe; zresztą nie tyje się równomiernie - cóż z tego, że urósł mi brzuch, kiedy szyja pozostała bez zmian. Nie udało mi się utyć do stu kilkogramów - może to i lepiej? Stworzyłem cytat z Nagya, z jego posturą, okularkami, laseczką, a nie wierny portret. Może to i lepiej...
\\\*
   - Jestem aktorem, który niesłychanie cynicznie podchodzi do tego zawodu, nie uznaję metody Stanisławskiego, żadnego przeżywania, a mimo to stwierdziłem, że tym razem wpadam w paranoję, że staję się tym facetem, jestem Imre Nagyem. Cały czas myślałem w kategoriach - nie ja, tylko on. Ten film, ta rola to jest propozycja, na którą czeka się całe zawodowe życie. Ja nawet wiek mam podobny, jak Nagy, obchodzę urodziny w dniu jego imienin, piątego listopada.
   Márta powiedziała mi wczoraj: Przydałoby się przed śmiercią zrobić jakiś dobry film.
   Turystyczny przewodnik po Węgrzech, czytam o najciekawszych miejscach w Budapeszcie: "Imre Nagy przygląda się światu ze swojego nowego pomnika. Zamiast cokołu, stoi na żelaznym mostku. Pomnik jest nowoczesny, interaktywny. Przechodnie idąc przez mostek, próbują uścisnąć Nagyowi rękę. Dzieci po koleżeńsku klepią go po plecach. A on tylko stoi i patrzy na tę barwną galerię mijających go postaci".
ŁUKASZ MACIEJEWSKI

Flesz - nowi marszałkowie Sejmu i Senatu, sukces opozycji

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3