Nie ma kryzysów w pracy twórczej

Redakcja
Kryzysy sugerowane przez Redakcję, powstają z troski o karierę, a nie o poznanie. Jeśli ktoś natomiast naprawdę utracił wiarę w "sens prowadzenia badań" w najszerszym sensie, a więc też w sens uczenia się, to powinien czym prędzej zmienić zawód. Lepiej zamiatać ulice, ale mieć poczucie sensu, że robi się coś pożytecznego, aniżeli wysilać się nad pomysłami, które nie wiadomo, czy komukolwiek do czegoś służą.

Lepiej zamiatać ulice, ale mieć poczucie sensu, że robi się coś pożytecznego, aniżeli wysilać się nad pomysłami, które nie wiadomo, czy komukolwiek do czegoś służą

Pytania typu: "Jak przetrwać indywidualny kryzys twórczy?" sugerują powszechne występowanie znerwicowanego pragnienia osiągnięć, vel niepokoju komercyjno-ambicjonalnego o własny standard lub sukces życiowy. Otóż, uważam, że pracownik nauki, który ma motywację poznawczą właściwie rozwiniętą, takich kryzysów po prostu nie przeżywa. Jeśli sam w danym momencie nie jest w stanie opracować czegoś, co chciałby w ramach swojego szeroko zakrojonego planu badawczego, to zmienia program pracy i np. uczy się tego, co inni zrobili. Zawsze jest dużo rzeczy, których jeszcze można się nauczyć.

Kłamstwo reklamy

 Kryzys, obecny dziś w nauce (a może w całej kulturze), jest kryzysem motywacji i polega na tym, że zbyt dużo ludzi chce żyć z pracy naukowej czy w ogóle z kultury, a zbyt mało chce służyć społecznemu rozwojowi ludzkiego poznania.
 Jedną z patologii, która grozi pracy naukowej, jest traktowanie całej nauki na podobieństwo produkcji towarów, które się reklamuje i sprzedaje konsumentom w jak najbardziej ponętnym opakowaniu. W tym atrakcyjnym opakowaniu kryje się podstawowe kłamstwo reklamy. Stąd, mimo zewnętrznego podobieństwa pracy naukowej do produkcji towarowej, tylko część nauki naprawdę przypomina produkcję.
 Można wyróżnić dwa typy pracy naukowej: pracę naukową stosowaną, która rzeczywiście jest tworzeniem (za pomocą nauki) rzeczy, które można równocześnie uczciwie i z zyskiem sprzedać (mogą to być rzeczy użyteczności codziennej: lekarstwa, dobra pasta do zębów itp., jak również użyteczności szczególnej: ekspertyzy dla władców i bogaczy oraz teorie, najczęściej jednak bezużyteczne, a mamiące umysły) oraz drugi typ pracy naukowej, poznawanie dla samego wzbogacenia ludzkiej wiedzy o świecie. Istota pracy naukowej tego drugiego rodzaju i zasadniczy styl działania w jej zakresie powinien być inny niż styl działania producenta kremów do opalania lub producenta naukowych metod stymulowania transformacji gospodarczych. Twórczość poznawcza w tym zakresie polega na odkrywaniu nowych istotnych prawd, a całe poznawanie jest społeczną pracą zbiorową, polegającą na wzajemnym usługiwaniu sobie, przy którym postawa handlowa zwykle okazuje się raczej szkodliwa niż pożyteczna.
 Najwięcej spustoszenia sieją przy tym w nauce zespoły ludzi życiowo prężnych, którzy potrafią się pchać i rozwijać propagandę wokół własnych prac, których doniosłość rozdymają i z tego żyją. Którzy potrafią odsuwać innych, a równocześnie nie reprezentują żadnego głębszego nastawienia poznawczego lub w ogóle nie uczą się tego, co robią inni, nie mają żadnej dobrej dyscypliny metodologicznej, natomiast potrafią dobrze pozorować twórczość naukową, szermować nowymi pojęciami, przypodobać się sponsorom, sprytnie strojąc się w modne piórka tego, co akurat chodliwe na intelektualnym rynku lub co jest przez sponsorów preferowane. Odpowiedzialność za ten stan rzeczy spada oczywiście w dużym stopniu na kadrę nauczającą, która zbyt często dopuszcza do pracy naukowej jednostki zarówno mało zdolne, jak i pozbawione należytej motywacji moralnej. Ponieważ jednak zdolności mogą się rozwinąć, a motywacja może się poprawić, pracownik nauki musi kilkakrotnie w swoim życiu podlegać pewnej weryfikacji użyteczności na zajmowanym stanowisku. Do tego służą przede wszystkim stopnie naukowe i komisje z nimi związane. Nieodpowiedzialność i korupcja wślizgują się oczywiście wszędzie.

Zwichnięta perspektywa

 Życie intelektualne zatraciło dziś bezpośrednie sprawdziany swej użyteczności. Sprawdzić użyteczność możemy tylko w stosunku do nielicznych wytworów intelektualnych mających praktyczne zastosowanie. Doszło do takiego stopnia wyalienowania, że życie intelektualne samo sobie tworzy podstawowe standardy i w ten sposób żegluje w kierunku, który samo wybiera, a społeczeństwo utrzymywane jest w przekonaniu, że wszystko, cokolwiek robi się w nauce lub kulturze jest cenne. Warto zauważyć, że w dzisiejszych czasach nauki same tworzą kryteria własnego sukcesu. Ongiś użyteczność wiedzy stanowiła mocne kryterium doniosłości wiedzy. Dziś użyteczność ważna jest tylko w nielicznych przypadkach odkryć ważnych ze względu na pewne spektakularne nieszczęścia ludzkie. A i w takich przypadkach ocena ważności odkrycia zależy w dużym stopniu od reklamy jednych faktów i od niezauważenia innych.
 Zwłaszcza w naukach humanistycznych, w których odkrycie stanowi zwykle jakaś nieoczekiwana synteza, wrażenie doniosłości takiego odkrycia daje się znacznie wzmocnić za pomocą odpowiedniej reklamy lub samoreklamy wytworzonej za pomocą efektownej terminologii lub dobrze dobranej metafory.
 Ludzie ulegający pokusie sukcesu życiowego czasem mówią sobie: wezmę pieniądze od sponsora, ale będę rzetelnie szukał prawdy. Jednakże często sama perspektywa narzucona przez sponsora jest już perspektywą zwichniętą. Każdy, oczywiście musi dziś szukać sponsora. Mając intencje jak najbardziej poznawcze i służebne też trzeba umieć przemówić do sponsora, żeby dał na coś, co i dla niego też stanowiłoby rodzaj ryzyka. Sponsora także trzeba uczyć szukania prawdy, a prawda nie odkryta jest ryzykowna dla każdego. Każdego może zmuszać do jakiegoś wysiłku intelektualnego, do przezwyciężenia swojej starannie skonstruowanej intelektualnej i życiowej wygody. Uczony daje świadectwo prawdy również wobec sponsora. To oczywiście jest trudne. Ze sponsorem nie ma dyskusji. Sponsor z zasady jest trudno dostępny, ukrywa się za bezosobową instytucją.
 Zdarza się też oczywiście i zwykłe przemęczenie, więc zawsze dobrze jest odpocząć. Tego nie można jednak nazywać kryzysem.
 Na czas wakacji proponuję wszystkim namysł nad motywacją tego, co sami robimy i nad motywacją innych też.

ANDRZEJ GRZEGORCZYK

 
 Redakcja "Forum Akademickiego" (współlaureata z "Dziennikiem Akademickim" Nagrody Kolegium Rektorów Szkół Wyższych Krakowa) podjęła w wydaniu wakacyjnym temat dość osobisty dla każdego uczonego: kryzysów w pracy twórczej. Jak przetrwać kryzys? Jak sobie dać radę z chwilowym osłabieniem sił twórczych? Czy zjawiska niemocy twórczej pojawiają się w jakimś rytmie? Czy można się przed nimi bronić? Przytaczamy zmuszającą do refleksji wypowiedź prof. Andrzeja Grzegorczyka, logika, metodologa, etyka, emerytowanego profesora Instytutu Filozofii i Socjologii PAN w Warszawie.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie