Nie możemy dać się wpuścić w kanał

Redakcja
Prof. Józef Dziopak nad kanałem rzecznym w Annecy we Francji
Prof. Józef Dziopak nad kanałem rzecznym w Annecy we Francji
Rozmowa z profesorem JÓZEFEM DZIOBAKIEM, kierownikiem Katedry Infrastruktury i Ekorozwoju Politechniki Rzeszowskiej, o tym czy Kraków zostanie wpuszczony w kanał oraz o pasji bycia wynalazcą.

Prof. Józef Dziopak nad kanałem rzecznym w Annecy we Francji

Często zabiera Pan głos w ważnych dla Krakowa sprawach i planach inwestycyjnych - jest Pan z natury idealistą?

- Jeśli coś się dzieje, a co gorsza, podejmowane działania są nieprofesjonalne należy interweniować. A zwłaszcza, jeżeli dotyczy to dziedziny, w której jestem zorientowany, to tym bardziej czuję obowiązek by się wypowiedzieć. Szczególnie, jeśli dotyczy to inwestycji i wydawania pieniędzy publicznych.

- W Krakowie nie ma planu i odpowiednich priorytetów inwestycyjnych?

- Odkąd jesteśmy w Unii Europejskiej, a w szczególności przez ostatnie pięć lat, pojawiła się ogromna szansa aby realizować inwestycje niezwykle kosztowne, ale i niezbędne. Trzeba zdać sobie jasno sprawę z tego, że najbardziej kapitałochłonne systemy to te, które dotyczą gospodarki wodno-ściekowej. Rządzący muszą wiedzieć o tym, żeby takie inwestycje miały sens i były uzasadnione, trzeba spojrzeć na miasto jak na wielki system i słuchać profesjonalistów.

- Kanał ulgi jest niezbędnym elementem tego systemu?

- Zastanawiam się czy ktokolwiek zdaje sobie sprawę, jak wielkie środki pochłonęłaby ta inwestycja. Duże projekty, których opiniowaniem się zajmuję, to te których koszt przekracza 50 mln złotych. Najdroższy, przy którym pracowałem i byłem głównym projektantem, wart był prawie pół miliarda złotych. Jednak szacowanie, że budowa kanału pochłonie miliard złotych to brak wiedzy i realiów. Ta inwestycja może pochłonąć nawet pięć, a nawet siedem miliardów złotych. To oznacza zablokowanie wielu innych priorytetowych dla Krakowa inwestycji na długie lata.

- Kraków obroni się po raz kolejny przed powodzią bez kanału?

- Powódź to zjawisko losowe. Nikt nie może przewidzieć, co nas czeka nawet w najbliższej przyszłości. Każdy deszcz jest korzystny patrząc z perspektywy ekosystemu. Jednak aglomeracje miejskie to specyficzne punkty na mapie. Wiele osób wypowiada się i to przekonująco, jak ratować Kraków przed wielką wodą nie patrząc na rzekę całościowo, a więc globalnie.

- Nie wystarczy budowanie wałów przeciwpowodziowych w centrum miasta?

- Obecnie szuka się i niestety za dużo dyskutuje na temat rozwiązań, które tylko mogą sprowadzić nieszczęście do Krakowa. Trzeba natomiast zastanowić się, co można zrobić w biegu górnej Wisły powyżej naszego miasta. Żeby podjąć decyzję o budowie kanału ulgi trzeba mieć pewność, że na całym odcinku, na którym zagraża miastu powódź, zwierciadło wody zostanie obniżone. Jeśli nie weźmie się tego pod uwagę, kanał jako element hydrauliczny będzie powodował spiętrzenie wody w wyniku cofki, czego konsekwencją, zamiast spodziewanej ochrony, nastąpi zalanie Krakowa od tyłu i to znacznie częściej niż obecnie. Taka sytuacja miała miejsce w Jaśle, gdzie woda przerwała wał za miastem i cofnęła się niemal do centrum. Gdyby Wisła przerwała wały na wysokości Nowej Huty mogłaby, w zależności od czasu trwania fali powodziowej, cofnąć się nawet aż pod Wawel.

- Kwota 4,5 mld, o której mówi się w kontekście budowy kanału jest ogromna. Twierdzi Pan, że to pieniądze wyrzucone w błoto?
- Żadna inwestycja w Polsce nie kształtowała się jeszcze nigdy na poziomie, jaki zakładano w kosztorysie. Nie możemy dać się wpuścić w kanał. Nikt tak naprawdę nie oszacował nawet rynkowej wartości terenu i gruntów, które trzeba wykupić, dlatego mówienie już o stałej kwocie jest niewłaściwe. natomiast, co godne podkreślenia i powiedzenia wprost - jeżeli inwestycja nie jest potrzebna to, po co zabierać ludziom ojcowizny. By tak się mogło dziać musi być ściśle określony i uzasadniony cel nadrzędny, jak na przykład bezpieczeństwo tysięcy mieszkańców Krakowa. A jeśli spodziewany efekt nie może zostać osiągnięty już na etapie planowania i projektu wstępnego, to taki projekt skazany jest na porażkę.

- Kanał może być niebezpieczny dla Krakowa?

- Pod wieloma względami jest to inwestycja zbędna i trudno doszukiwać się ewentualnej zalety, która mogłaby przemawiać za jego budową. Pod względem hydraulicznym spowoduje zwiększenie zagrożenia powodziowego dla Krakowa i jeżeli będzie taka okazja na łamach "Dziennika Polskiego", to wyjaśnię to dokładnie. Natomiast zbiorniki retencyjne, czy kanały ulgi są to, podobnie jak inne budowle hydrotechniczne, bardzo drogie inwestycje, które trzeba doglądać, konserwować. Jeśli budowla nie będzie właściwie zabezpieczona, wtedy zagrożenie jest podwójne.

Ponadto mam wrażenie, jakby nie zastanawiano się nad tym, czy ten element nie zepsuje także najzwyczajniej w świecie krajobrazu. Inny ważny aspekt to zagrożenie epidemiologiczne, które może powstać, gdy stan wody będzie niski w Wiśle, a kanał zacznie wysychać. Wówczas będziemy mieli w mieście otwarty kanał ściekowy.

Propagatorzy pomysłu milczą również w kwestii liczby mostów, dróg, kładek, które trzeba byłoby wybudować. A kwestie elementarne, chociażby takie, jak przeprowadzenie sieci kanalizacyjnej w wielu miejscach przez kanał ulgi w ogóle nie są poruszane, a także sieci infrastruktury podziemnej.

- Komu zależy na budowie kanału?

- Budowa kanału, a co za tym idzie również wałów o ogromnej kubaturze, to jedna z najdroższych inwestycji. Prace nie są skomplikowane, ale niezwykle dochodowe. Na pewno będzie wiele firm chętnych podjęcia się jego budowy. Należy jednak pamiętać, że przy budowie takiej konstrukcji należy skrupulatnie prowadzić nadzór inwestorski. Natomiast już wybudowany kanał należałoby poddawać regularnym przeglądom technicznym. I tu znowu pojawia się kolejny problem - czy miasto będzie stać na właściwie utrzymanie kanału. Obiekt hydrotechniczny buduje się przecież na 50 do 100 lat i dłużej.

- Czyli miasto może sobie nie poradzić z utrzymaniem kanału?

- Jeśli wyznacznikiem decydującym o wyborze wykonawcy byłaby najniższa cena, a co za tym idzie kiepski projekt, słaby materiał i jeszcze gorsze wykonanie, to wówczas koszty eksploatacji kanału mogłaby przekroczyć 85 proc. całości wydanych pieniędzy na jego budowę, a czas użyteczności obiektu skróci się do maksimum 30 lat. Problem powodzi nie dość, że nie zostanie nadal rozwiązany, to odwrotnie - kanał sprowadzi większe zagrożenie na mieszkańców Krakowa. Natomiast kwestią moralną jest to, że jeszcze niestety stałby się on smutnym i kosztownym spadkiem dla przyszłych pokoleń, a z tym się trudno pogodzić.
- Co trzeba byłoby zrobić w pierwszej kolejności?

- Zmienić przepisy przetargowe. W Niemczech projektant musi przedstawić inwestorowi od 3 do 5 wariantów koncepcji danego rozwiązania, od najbardziej ekonomicznego do najbardziej ekologicznego i to w ujęciu systemowym. Ponadto trzeba wziąć pod uwagę, wszelkie możliwe zagrożenia, jakie stworzyć może dana budowla. Zakładając, że kanał ulgi będzie miał 10 kilometrów długości to już na wejściu mamy potencjalnie dodatkowe 18 km zagrożenia, bo tyle wyniosłoby kolejne obwałowanie po obu stronach kanału.

- Nie ma skutecznej ochrony przeciwpowodziowej dla Krakowa?

- Jednymi z nich są suche zbiorniki, które należą do najlepszych rozwiązań i służą do retencjonowania nadmiaru wód wezbraniowych. Sytuuje się je w naturalnych dolinach potoków spełniających określone kryteria, które są przegrodzone zaporami czołowymi. Płaci się wówczas tylko za dzierżawę terenu od właściciela. Taka budowla jest prosta w eksploatacji i w naturalny sposób regulowana. Gdy przekroczona zostaje granica przepustowości hydraulicznej rzeki, nadmiar wody jest zatrzymywany na kolejnych zbiornikach. Gdy buduje się duże zapory należy pamiętać, że trzeba je właściwie eksploatować i, co potwierdziły ostatnie wpadki w czasie trwania powodzi, trzeba umieć nimi racjonalnie sterować. Jest to naprawdę trudne zagadnienie. Przyroda jest bezwzględna i zweryfikuje zawsze każdy, nawet najmniejszy błąd człowieka. Myślenie, że wykopiemy kanał i zostawimy go samemu sobie, nie wiedzą do końca jest potrzebny, jest kardynalnym błędem.

- Jest Pan także wynalazcą - skąd czerpie Pan pomysły na kolejne rewolucyjne rozwiązania?

- Muszę przyznać, że ostatnie 5 lat to bardzo płodny okres, ponieważ wraz z moim bardzo zdolnym zespołem, w którym dr inż. Daniel Słyś wiedzie prym, zbliżamy się do 15 rozwiązań patentowych. Muszę przyznać, że inspiracją i najwięcej koncepcji zrodziło się w kontaktach z projektantami, uczestnicząc w specjalistycznych konferencjach, targach i wystawach, oraz w trakcie prowadzenia seminariów i prac dyplomowych ze studentami ze specjalizacji infrastruktura i ekorozwój. Często, gdy wpadam na pomysł, aż trudno mi uwierzyć, że nikt jeszcze tego nie wymyślił, bo było to tak oczywiste.

- Jaki jest Pana prestiżowy i ostatni wynalazek?

- Patent na zbiornik wielokomorowy wprowadził rewolucję i zdobył uznanie i to w skali międzynarodowej. Jego pomysł zrodził się podczas mojej podróży statkiem "Batory" z Montrealu do Gdyni w roku 1980. Jest to historyczna data także powstania "Solidarności" i która zbiegła się z ostatnim, setnym rejsem "Batorego". I co istotne - właśnie na stosowanie tego patentu podpisałem umowę licencyjną i za prawa autorskie zakupiłem piękne mieszkanie i samochód. Ostatnim pomysłem, który realizuję wraz z zespołem jest oryginalny zespół filtrów, który pozwoli znacznie obniżyć poziom specyficznych zanieczyszczeń w wodzie deszczowej. Potencjalnym zagrożeniem dla środowiska są blachy ocynkowane i wykonane z innych materiałów, którymi pokryte są dachy wielu domów. Niestety z wynalazkami jest tak, że rzadko zyskują one od razu swoich sympatyków, nie wspominając o sukcesie przy ich wdrożeniu do praktyki inżynierskiej.
- A Kraków otwarty jest na nowości?

- Jeśli spojrzeć by tak na nadrzędną sprawę, jaką przynajmniej dla mnie jest wygląd Krakowa, a mam na myśli architekturę, to można znaleźć wiele złych stron tej otwartości, która niestety idzie w parze z bezmyślnością. Do opery już w ogóle nie mogę chodzić, gdyż forma i kolorystyka budynku jest tak okropna, że kiedy przejeżdżam obok to niemal zawsze muszę odwracać głowę. Zbyt wiele jest źle skonstruowanych szklanych obiektów, w których nie zachowuje się nawet podstawowego komfortu ich użytkowników. Weźmy dla porównania Rzym. Nie ma ani jednej tak ohydnej elewacji i żadnych "szklanych pudełek" na zasadniczym obszarze tego miasta i to jeszcze z klimatyzacją, która jest źródłem alergii i przenoszenia chorób na zdrowych użytkowników takich obiektów.

Rozmawiał Marcin Warszawski

Co trzeba zrobić aby dostać 13. i 14. emeryturę?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie