Nie musiało się skończyć

ZAB
Beskid Andrychów, wicelider IV ligi, przegrał wyjazdowe spotkanie z Tuchovią 1-2 (0-1), co jest o tyle zaskakujące, że gospodarze plasowali się w strefie spadkowej i dzięki wygranej awansowali na pierwsze nad nią miejsce.

IV LIGA. Pierwsza wiosenna porażka Beskidu Andrychów poniesiona w Tuchowie, bo jego piłkarzom zabrakło szczęścia

Z kolei dla Beskidu była to pierwsza wiosenna porażka. Jednak jego trener, Mirosław Kmieć, nie robił z tego powodu tragedii. - Nie patrzę w tabelę i jej nie analizuję. Dla mnie liczy się tylko najbliższy mecz - rozpoczyna andrychowski szkoleniowiec. - Kiedyś musieliśmy przegrać pierwszy raz i może dobrze, że to już jest za nami - dodaje.
Jego zdaniem, andrychowska passa spotkań bez porażki wcale nie musiała się skończyć w Tuchowie. - Zabrakło nam przede wszystkim szczęścia - tłumaczy Mirosław Kmieć. - Dowiodę tego swoją krótką wypowiedzią. Najpierw straciliśmy gola do "szatni". Już przed faulem Artura Kuczaja sędzia powiedział, że to jest ostatni akcja pierwszej części. Szkoda, że nie udało nam się utrzymać do przerwy bezbramkowego remisu. Potem z kolei straciliśmy Jarka Lutego, który w wyniku drugiej żółtej kartki i w konsekwencji czerwonej, musiał opuścić boisko. Faul naszego zawodnika był taki, jak wiele innych w futbolu. Po prostu sędzia wziął sobie naszego gracza na celownik i dopiął swego. Po kilku minutach gry w osłabieniu straciliśmy drugą bramkę. Kontaktowego gola zdobyliśmy dwie minuty po czasie, ale nawet wtedy mogliśmy uratować punkt. Już pięć minut po czasie ostrzał miejscowej bramki rozpoczął Kaczmarczyk. Potem Darek trafił w poprzeczkę, a na koniec piłka spadła do Frysia, który - mając przed sobą pustą bramkę, główkował nad poprzeczką. Mając takie sytuacje trzeba strzelać gole. Remis oddawałby układ sił, panujący na boisku - dodaje Mirosław Kmieć.
Na dobrą sprawę andrychowianie wzięli się do gry dopiero po stracie zawodnika. - Zawsze to mój zespół prezentował się agresywnie, ale w pierwszej połowie to tuchowianie przejawiali większą ochotę do gry - przyznaje szkoleniowiec.
Przyznaje, że zespołu nie omijają kontuzje. - Mam tylko 12 zawodników do gry - przypomina Mirosław Kmieć. - Tymczasem od kilku tygodni zawsze mi kogoś brakuje. Najpierw Darka Chowańca, potem Darka Frysia, a w Tuchowie nie było kreującego naszą grę Mariusza Sobali oraz punktującego regularnie napastnika Przemysława Knapika. Trudno zastąpić mi takich zawodników - kończy andrychowski szkoleniowiec.
(ZAB)

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie