Nie pomogła "nowa miotła"

zab
Udostępnij:
W przypadku oświęcimskiej Soły nie sprawdziła się sportowa zasada "nowej miotły". Po porażce w Marcówce Kazimierz Orlicki podał się do dymisji, ale także jego następcy Dariuszowi Kotowi nie udało się przełamać złej passy. Soła przegrała czwarty mecz z rzędu, tym razem na własnym stadionie nie podołała ekipie z Bukowna, ulegając 1-3.

Soła na dnie wadowickiej okręgówki

   Nie można powiedzieć, żeby Soła na początku miała trudny układ gier. Dwa razy podejmowała rywali na własnym boisku, a na wyjazdach potykała się z beniaminkami: w Chełmku i Marcówce. - Jednym z atutów tego zespołu była walka od pierwszej do ostatniej minuty. Teraz chłopcy nadal myślą, że mają wakacje. W pierwszych trzech spotkaniach nie udało mi się w nich wyzwolić sportowej złości. Ponadto trudno w tym czasie zebrać wszystkich zawodników na mecz. O problemach kadrowych nie będę już wspominał, bo szkoda się powtarzać. Po porażce 0-5 w Marcówce postanowiłem zrezygnować. Miałem nadzieję, że nowy szkoleniowiec wykrzesa z piłkarzy jakieś rezerwy. Szkoda zmarnować tego, co przed dwa lata osiągnęliśmy. Odchodzę z Soły, bo czuję się psychicznie "wypalony", chociaż miałem jeszcze jeden cel przed sobą do zrealizowania. Najpierw awansowałem z zespołem do okręgówki, potem się w niej utrzymałem. Soła zawsze spadała do A-klasy w drugim roku gry w okręgówce. Życzę mojemu następcy, żeby ta reguła się nie sprawdziła - mówi na pożegnanie z drużyną Kazimierz Orlicki.
   Jego miejsce zajął Dariusz Kot, który też nie jest nową postacią w klubie. To pod jego wodzą zespół awansował z B do A-klasy. Nowego-starego trenera czeka więc trudne zadanie utrzymania się w lidze. Tymczasem w pierwszym meczu pod jego wodzą Soła przegrała z Bukownem 1-3. - Nasza przewaga nie podlegała w tym spotkaniu dyskusji - mówi prezes Bukowna Krzysztof Spyra. - Mimo że późno rozpoczęliśmy przygotowania do sezonu, jesteśmy wiceliderem rozgrywek. Wszystko za sprawą ambitnego podejścia chłopców do swoich obowiązków.
   W Oświęcimiu Bukowno grało bez trenera Henryka Kalety, którego zatrzymały sprawy rodzinne. Godnie zastąpił go występujący na boisku Jacek Ślęzak. - Zagraliśmy tylko jednym wysuniętym napastnikiem, którym był Januszek. Jego atutem jest szybkość. To wystarczyło na rywali - dodaje Spyra.
   W tym spotkaniu czerwoną kartką ukarany został Sobanik. Gospodarze mieli pretensje, że sędzia nie dostrzegł, iż całe zajście sprowokował Robert Szczypciak. - Ten chłopiec nie ma najlepszych warunków fizycznych, najczęściej gra w ataku i nie naraża się rywalom. Tutaj z konieczności zagrał w pomocy i przeciwnikom wydawało się, że mogą nim pomiatać. Po starciu barkiem w bark nie widziałem, żeby sprowokował rywala - tłumaczy sternik Bukowna.
(zab)

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Dziennik Polski
Dodaj ogłoszenie