Nie potrafię się wściec!

Redakcja
ZDANIEM kobiety

   Bunt był na całej linii: pięcioletnia Ola nie chciała wracać do domu, bo babcia obiecała jej, że "pogra u cioci na komputerze". Okazało się to niemożliwe, więc wpadła w szał: nie chciała się ubrać, tupała i wrzeszczała: Obiecałaś!!! Na perswazje, że może przyjść do cioci, a raczej do komputera, kiedy indziej, stwierdziła, że nie przyjdzie tu już nigdy. A widząc krytyczne spojrzenia całej rodziny, na wszelki wypadek, dodała: i nikogo nie będę przepraszać, że byłam niegrzeczna!
   Jak dobrze byłoby czasem być taką Olą! Zbuntować się, wykrzyczeć i z góry zapowiedzieć, że przeprosin nie będzie. O powód nietrudno: mówisz do kogoś jak do ściany, wracasz do domu i zastajesz wszystko w proszku lub - jak Ola - nie możesz się doprosić o zrealizowanie jakiejś obietnicy.
   Można by wtedy na znak protestu potłuc parę talerzy, rozwalić krzesło albo pociąć w drobne paseczki czyjś ulubiony krawat. Tylko co z tego? Talerze trzeba by potem posprzątać i - co gorsza - kupić nowe, a ścinki z krawata plątałyby się po całym mieszkaniu. Można by się też śmiertelnie obrazić - trzasnąć drzwiami i wyjść z domu. Tylko dokąd? Zamelinować się u przyjaciół i niech mnie szukają! Ale co winni przyjaciele, którym zwalę się na głowę? No i jak długo można u nich siedzieć?
   No i właśnie przez te "perspektywiczne" pytania nie potrafię się porządnie wściec, a przynajmniej pokazać tego po sobie. Poza tym wystarczy mnie rozśmieszyć i cała złość mija. Już prędzej potrafię śmiać się "jak koza", co wypominają mi dzieci i co zupełnie nie licuje z moim wiekiem.
- No i z czego się tak cieszysz? - pyta najmłodsza latorośl, patrząc na mnie z nutką politowania.
- Opanuj się - zaleca stateczny małżonek.
   Ale właściwie dlaczego? Zgoda - wpadanie w furię rzeczywiście lepiej sobie darować, bo jak uczy doświadczenie, nic dobrego z tego nie wynika - może człowieka trafić tzw. apopleksja, może dostać zawału, może zostać przez otoczenie uznany za histeryka i choleryka. Jednym słowem - popsuję zdrowie sobie jako wykonawcy, a na widownię i tak mój spektakl nie zadziała. Ale dlaczego mam się nie cieszyć z czegoś, co sprawia mi radość czy satysfakcję? Argument: "Bo ci ludzie pozazdroszczą i coś się nie uda" czasem wydaje się trafny, ale nie sądzę, żeby to "coś" nie szło zgodnie z planem tylko z takiego powodu.
   Ewa

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie