reklama

Nie powiększaj kociej bezdomności

Barbara MatogaZaktualizowano 
Dziewięć na dziesięć kociąt porzuconych w schronisku nigdy nie znajdzie swojego domu FOT. MIAU.PL
Dziewięć na dziesięć kociąt porzuconych w schronisku nigdy nie znajdzie swojego domu FOT. MIAU.PL
Rozpaczliwy telefon od znajomej. - Znalazłam malutkiego, chorego kociaka. Wyleczę go, odkarmię, ale nie mogę zatrzymać, bo moja kotka dostaje na jego widok szału. Pomocy!

Dziewięć na dziesięć kociąt porzuconych w schronisku nigdy nie znajdzie swojego domu FOT. MIAU.PL

ODPOWIEDZIALNOŚĆ. 80 procent kotów przebywających w polskich schroniskach urodziło się w domu, jako efekt niewiedzy lub bezmyślności opiekunów. Według statystyk tylko jedno z dziesięciu porzuconych w ten sposób kociąt znajdzie dom.

Obiecuję wsparcie w szukaniu domu, a przy okazji pytam o kotkę - w jakim jest wieku i czy wysterylizowana. - Ma rok i nie, nie będziemy jej sterylizować - słyszę. Dlaczego? - Bo chcemy mieć od niej kociaki - już się ustawiła kolejka chętnych.

Znaleziony kociak szukał domu przez dwa miesiące. To i tak niezbyt długo, ale jego tymczasowa opiekunka przeżyła poważny stres. Nie było odzewu na ogłoszenia, a znajomi, którzy "zapisali się" na przyszłe kocięta po domowej kotce, jakoś stracili na nie ochotę. I nie dlatego, ze nie chcieli małego znajdy. Okazało się, ze niektórzy wykryli wśród domowników alergię na kota, inni przypomnieli sobie, że często wyjeżdżają, jeszcze inni - że kocie pazurki mogą zniszczyć nowe meble.

Cała historia zakończyła się jednak szczęśliwie - maluch znalazł opiekunów, a koleżanka postanowiła wysterylizować kotkę. - I to jak najszybciej - nie wiedziałam, że tak trudno znaleźć dom dla kota - przyznała.

W polskich schroniskach czeka na zmianę losu tysiące kotów. Tylko 20 procent z tej populacji urodziło się jako koty bezdomne; należy zresztą przypuszczać, że bezdomność ich matek jest także wynikiem porzucenia przez ludzi. Pozostałe 80 procent urodziło się w domu, jako efekt niewiedzy lub bezmyślności opiekunów.

Ludzie beztrosko pozwalają na to, by kotka urodziła małe. Potem próbują je rozdać, przeważnie nie sprawdzając, w jakie warunki trafi ich wychowanek. A jeśli chętnych nie ma - odwożą maluchy, czasem w raz z matką - do schroniska. I nie myślą o tym, że według statystyk tylko jedno z dziesięciu porzuconych w ten sposób kociąt znajdzie dom. Reszta nie przetrwa. Najmłodsze z braku odpowiedniej opieki, bo w warunkach schroniskowych nie ma możliwości regularnego dokarmiania i pielęgnacji niesamodzielnych maleństw. I na nie, i na te nieco starsze czyhają śmiertelne choroby, przede wszystkim panleukopenia, znana także jako koci tyfus. Wirus tej choroby rozprzestrzenia się kocich skupiskach błyskawicznie i równie szybko zabija nie zaszczepione, bezbronne kocięta.

O konieczności kastracji, w przypadku kotek zwanej sterylizacją - mówi się i pisze od dawna. Konieczność wykonania tego zabiegu w przypadku kocurka łatwiej przebija się do ludzkiej świadomości, bo woń moczu niekastrowanego samca jest bardzo nieprzyjemna. Są jednak i tacy, którzy uważają taki zabieg za "okaleczenie" kota i argumentują, że po kastracji będzie on prześladowany przez podwórkowych kolegów, stanie się osowiały, przestanie polować, za to zacznie tyć i zapadać na choroby nerek.

- Zarówno kastrowany, jak i nie kastrowany kot ma takie same szanse zachorowania na choroby dolnych dróg moczowych. A to, czy kot będzie tył, zależy przede wszystkim od tego, ile i co je, a także od jego trybu życia. To oczywiste, że aktywny, wychodzący kot, będzie szczuplejszy niż domowy kanapowiec, niezależnie od tego, czy był kastrowany.

To samo dotyczy jego pozycji w stadzie - kot dominujący będzie "szefem" także po zabiegu; kot "ciapowaty" będzie "ciapą" i przed, i po kastracji - mówi lekarz weterynarii Olga Jaworska. Wykastrowany kocur nie oznacza cuchnącym moczem "swojego" terenu, bardziej trzyma się domu, bo nie musi wędrować w poszukiwaniu kotek, nie wdaje się w bójki z innymi kocurami, a więc nie jest narażony na rany i zakażenia chorobami. I jeśli polował przed kastracją, to będzie to robił także po niej, bo "łowność" zależy od instynktu drapieżnika, a nie od hormonów.
Liczba przeciwników kastracji kotek jest znacznie większa. Twierdzą oni, że pozbawienie kotki możliwości posiadania małych to jej krzywdzenie, że "przestanie być łowna", że "jest już stara", a jeśli ktoś nie chce kociaków, to można kotce podawać środki hormonalne. Co gorsza, zdarzają się weterynarze, którzy te poglądy podzielają. A tak w ogóle - kastracja kotów to działanie wbrew naturze.

Tego typu miłośnikom natury należy przypomnieć, że miejskie kamienice, blokowiska, a nawet wiejskie stodoły i podwórka nie są naturalnym środowiskiem kotów, które ludzi udomowili już przed tysiącami lat i tym samym są za ich los odpowiedzialni. Natomiast środki hormonalne - też przecież "niezgodne z naturą", bardzo często powodują u kotek ropomacicze - groźną, często śmiertelną chorobę. Podobne skutki dają zastrzyki antykoncepcyjne. Oba te sposoby kosztują tyle samo, co jednorazowy zabieg kastracji. A koszty także często są argumentem "przeciw".

- Nie stać mnie na to - słyszę często, i to także od osób nieźle sytuowanych. Owszem, kastracja kocura kosztuje od 100 zł, a kotki - nawet do 200 zł. Ale co roku, w marcu, można ten zabieg wykonać za pół ceny; można też znaleźć weterynarza, który należność rozłoży na raty. Poza tym, decydując się na kota, należy zastanowić się, czy w ogóle nas stać na jego utrzymanie.

Wkrótce podamy listę lecznic, które w marcu oferują zabiegi po obniżonych cenach. Warto będzie z tej okazji skorzystać, jeśli ktoś naprawdę kocha swojego kota i nie chce pomnażać nieszczęść i kociej bezdomności.

barbara.matoga@dziennik.krakow.pl

FLESZ: Elektryczne samoloty nadlatują.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 5

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

T
Tynka

Popieram sterylizację kotów! Dzięki, że Państwo o tym piszą.

M
MW

W zgodzie z naturą ... Byłam na Ukrainie i widziałam dzikożyjące psy i koty. Wątpię, że były szczęśliwe. Psy zjadały koty, a dorosłe koty małe szczenięta. Wszystko głodne, chore, na pół żywe. Suki z powyciąganymi do ziemi sutkami. Zaropiałe oczy. Wszystko bało się człowieka. Przy byle gwałtownym ruchu uciekały, a mimo to wracały i prosiły o litość. A litości się nie doczekały ... Tak wygląda życie w zgodzie z naturą. Tego chcemy dla naszych pupili i ich potencjalnego potomstwa?

T
Tomek

popieram, na przykładzie zwierząt okazuje się kto jest kim - przykre ale prawdziwe...

M
M.P.

Świetny artykuł :) Tego nam trzeba - edukacji!

A
Agnieszka

Ludzie nie maja rozumu. BO KTOS CHCE.... Wazniejszy jest Los zwierzecia, a nie ludzka ZACHCIANKA.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3