Nie zawsze te same połowy

Redakcja
Sprawy związane z procesem oraz przebudowa mojej części domu kosztowały mnie około 50 tysięcy złotych - mówi Józef Gaca. - Do tego wszystkiego straciłem jeszcze 10 metrów kwadratowych mieszkania. W 1979 roku pan Józef Gaca kupił w Bochni przy ul. Gołębiej połowę domu. - Wtedy wydawało mi się, że wszystko jest w jak najlepszym porządku - mówi. - O tym, że byłem w grubym błędzie, przekonałem się dopiero kilkanaście lat później.

Ten sam dom

   Po zakupieniu połowy domu, pan Józef przystąpił do realizacji postanowień z aktu notarialnego. - Najpierw wykonałem wejście do domu ze swojej działki, a potem przyłącza wody, gazu, kanalizacji i prądu - mówi. - Na końcu postanowiłem dobudować garaż. Widocznie moja działka i stan posiadania nieruchomości spełniały wszelkie warunki, bo nie miałem żadnych problemów z uzyskaniem decyzji na budowę. (PB)
   Żadnych problemów nie miał pan Józef przez 17 lat, czyli do czasu, kiedy druga połowa domu zmieniła właściciela. Po około roku zgodnego sąsiadowania, pan Józef został powiadomiony przez swego sąsiada, że część budynku, w której znajduje się jego kuchnia, łazienka i przedpokój należy do niego (czyli sąsiada) i zażądał, by mu ją pan Józef oddał. - Po dwóch rozgraniczeniach i około pięciu latach procesowania się, na wniosek komornika oddałem wspomnianą część budynku - mówi Józef Gaca. - Tym samym odmłodniałem o 20 lat - ironizuje. - Od nowa, tylko już za inne pieniądze robiłem dokładnie to samo, co przed dwudziestu laty. Urządzałem nową łazienkę, kuchnię, doprowadzałem media. Nie dość tego, to straciłem jeszcze na tym 10 metrów kwadratowych powierzchni mieszkalnej. Problemy z podziałem pomieszczenia jeszcze trwają, ponieważ ściana działowa wyznaczona jest w powietrzu. Są też problemy z odprowadzaniem wody z dachu.
   Skąd te problemy? Pan Józef twierdzi, że wszystkiemu winne są dwie różne księgi wieczyste - Józefa Gacy oraz jego sąsiada, a dotyczące podziału domu, w którym obaj mieszkają. - Nie pasują one do siebie w żaden sposób, choć są siostrami, bo pochodzą od tego samego taty - pana Bronisława Stracha - mówi Józef Gaca. - Po konfrontacji tych dokumentów z wykonawcą usłyszałem, że (cytuję) "mapki do ksiąg wieczystych to obrazki, a tak naprawdę to liczy się operat". Wybraliśmy się więc razem do archiwum Starostwa Powiatowego w Bochni, - kontynuuje dalej pan Józef - ale operatu tam nie było. Poinformowano mnie, że operat zaginął.
   Z czystej ludzkiej ciekawości, bo wszystkie wyroki i postanowienia w tej sprawie były już prawomocne (i niekorzystne dla pana Józefa), postanowił on jednak operat odnaleźć. - Najpierw po ustnych prośbach (bezskutecznych), a potem pisemnych, operat odnalazłem - mówi. - Okazało się, że jego wykonawcą jest ten sam człowiek, który jest autorem wspomnianych wyżej dwóch ksiąg wieczystych. Żeby było śmiesznie, podział domu na operacie jest jeszcze inny, niż w obu księgach wieczystych. Z pomiarów i szkiców mojej księgi wieczystej wynika, że mam u sąsiada 2.2 metra pokoju, a z operatu wynika, że 3.6 metra. Biegły sądowy geodeta wyznaczył granice też w powietrzu, ale 3.1 metra i powołał się na materiały wykonane przez Bronisława Stracha. Czemu ja mam płacić za niekompetencję urzędników - pyta pan Józef Gaca. - Sprawy związane z procesem oraz przebudowa mojej części domu kosztowały mnie około 50 tysięcy złotych. Do tego wszystkiego straciłem jeszcze 10 metrów kwadratowych mieszkania. Sąd wiosną tego roku zasądził mi jeszcze zapłacić mojemu sąsiadowi 8 tys. złotych za "nielegalne zajmowanie lokalu" sąsiada od 1995 roku do chwili obecnej. Pieniądze te spłacam już od dwóch miesięcy.
   O komentarz do sprawy poprosiliśmy wspomnianego geodetę Bronisława Stracha. Nie zgadza się on z zarzutami Józefa Gacy. - Kupca pierwszej połowy domu (Józefa Gacę - przyp. aut.) skrzywdziła jego właścicielka, ponieważ błędnie, fałszywie wprowadziła go w posiadanie lokali - twierdzi Bronisław Strach. - Nie wprowadziła go do tego lokalu, którego dotyczył podział. Jedna usankcjonowana mapa, dotycząca podziału, znajduje się w Starostwie Powiatowym w Bochni, w ośrodku dokumentacji u pana Tarajki. Ten podział jest również w sądzie w zbiorze ksiąg wieczystych. Synchronizacje, w których prawdopodobnie ktoś wniósł błąd, nie są istotne. Teraz do synchronizacji już nawet nie robi się mapek, bo czasem można kogoś wprowadzić w błąd. Oba te pozostałe dokumenty, o których mówi ten pan, można wyrzucić do kosza. Odbitka z jakiejś tam mapy ..., że ja to robiłem, to nie jest dokument. Święty jest jedynie operat podziału. Ten pan powinien skarżyć panią, która mu tę nieszczęsną pierwszą połowę domu sprzedała.
PaweŁ Bielak

Najnowsze oferty na Black Friday

Materiały promocyjne partnera

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.