Nie zmieni mnie żaden sukces

Redakcja
- Cała moja rodzina jest głęboko wierząca. Chyba wymodliła mi to, że tak dobrze mi się w życiu ułożyło. I tym rodzinnym, i tym sportowym - mówi Jerzy Dudek, najpopularniejszy obecnie polski piłkarz, który niedawno razem z zespołem Liverpoolu wywalczył Puchar Europy. Bohater ze Stambułu chętnie opowiedział nam o swojej wierze, rodzinie, marzeniach i o słynnym już "Dudek dance".

Jerzy Dudek, najpopularniejszy obecnie polski piłkarz

- Cała moja rodzina jest głęboko wierząca. Chyba wymodliła mi to, że tak dobrze mi się w życiu ułożyło. I tym rodzinnym, i tym sportowym - mówi Jerzy Dudek, najpopularniejszy obecnie polski piłkarz, który niedawno razem z zespołem Liverpoolu wywalczył Puchar Europy. Bohater ze Stambułu chętnie opowiedział nam o swojej wierze, rodzinie, marzeniach i o słynnym już "Dudek dance".

   - Jesteśmy z niego dumni. I cieszymy się, że tak to się wszystko potoczyło, że Jurek trafił do piłki, a nie do kopalni - mówi Andrzej Dudek, tata najlepszego polskiego bramkarza. On przez 27 lat pracował w Kopalni "Szczygłowice". I zanosiło się na to, że syn pójdzie w jego ślady. Z wykształcenia jest bowiem mechanikiem maszyn i urządzeń górnictwa podziemnego.
   - Byłem już nawet przygotowany do tego zawodu. Ale na szczęście w ostatniej chwili zatrudniono mnie na etacie konserwatora obiektów sportowych. To był ostatni wolny etat dla piłkarza Concordii - wspomina bohater finałowego meczu Ligi Mistrzów.

Jak bajka o Kopciuszku

   Miał też to szczęście, że - kiedy grał w III lidze w Knurowie - wypatrzył go Marek Kostrzewa. - Od razu wpadł mi "w oko". Chciałem go ściągnąć do Górnika Zabrze, ale wtedy lepszy klub obiecał mu trener Bochynek. Rok później, jak pracowałem w Sokole Tychy, wspomniałem o nim Bogusiowi Kaczmarkowi. "Niech przyjeżdża" - powiedział. Pojechałem do Jurka i powiedziałem mu: - Daję ci drugą i ostatnią szansę. Jak chcesz grać w pierwszej lidze, to jutro o 10.30 czekaj na mnie na rogatce w Tychach. Podjadę toyotą camry. I tak to się właśnie zaczęło - wspomina trener Kostrzewa.
   Po dwóch treningach Dudek podpisał kontrakt z Sokołem Tychy. Szybko wywalczył sobie miejsce w wyjściowej "jedenastce". - Cały czas podwoziłem go na treningi. Do tej pory nie wystawiłem mu rachunku. Odsetki cały czas rosną - żartuje trener Kostrzewa.
   A później wszystko potoczyło się jak w znanej bajce o Kopciuszku. Po 15 spotkaniach w naszej ekstraklasie podpisał kontrakt z Feyenoordem Rotterdam, a stamtąd droga na piłkarskie salony była już krótka. Trafił do Liverpoolu, jednego z najlepszych klubów w Europie, z którym niedawno zwyciężył w finale Ligi Mistrzów.

Ta czerwona wieżyczka...

   - Zawsze podziwiałem jego pracowitość - charakteryzuje Jurka trener Kostrzewa. - Od początku wiedział, czego chce. Ważne jest to, że po tych sukcesach wcale się nie zmienił. Cały czas jest tym skromnym, sympatycznym Jurkiem Dudkiem, który dziesięć lat temu przyszedł na pierwszy trening Sokoła.
   - To grzeczny, uczynny chłopak - chwali swojego syna Andrzej Dudek. - Nikomu nie odmówi pomocy. Jest przy tym bardzo religijny. Pamiętam jego wzruszenie, gdy był na audiencji u naszego papieża i wręczał mu reprezentacyjną koszulkę. Miał łzy w oczach, gdy o tym opowiadał. I zawsze chętnie uczestniczy w akcjach charytatywnych.
   On sam przyznaje, że wiara odgrywa ważną rolę w jego życiu. - Pochodzę z katolickiej rodziny i te wartości razem z żoną staramy się przekazać naszemu synowi. Wiara jest potrzebna. Nieprzypadkowo mówi się, że przenosi góry - podkreśla. - Pamiętam, że kiedyś przyjechałem do babci na Śląsk. Wzięła mnie na balkon i pokazała czerwoną wieżyczkę kościoła. Babcia zawsze się tam modliła. Za mnie też. Coś w tym jest... Moja rodzina chyba wymodliła mi to, że tak dobrze mi się w życiu ułożyło. I za to jestem jej wdzięczny.

Taka rodzina to skarb

   Bramkarz reprezentacji Polski jest osobą niezwykle rodzinną. - Moi bliscy są dla mnie najważniejsi. Zawsze, bez względu na to, co się wydarzy, staną za mną murem. Z taką świadomością żyje się łatwiej. Taka rodzina to skarb - mówi 32-letni Jurek, najstarszy z braci Dudków. Młodszy o dwa lata Darek jest piłkarzem warszawskiej Legii, a 20-letni Piotrek przez pewien czas pracował jako organista.
   Żonę Mirellę, która ma rodzinę w Samsonowie koło Kielc, poznał w podstawówce w Szczygłowicach - dzielnicy Knurowa. Chodzili do tej samej szkoły, razem wyjeżdżali na kolonie. Potem był wspólny sylwester, po którym przekonali się, że są stworzeni dla siebie. Od dziewięciu lat tworzą szczęśliwe małżeństwo. Mają syna Aleksandra. Z każdego wyjazdu na mecz czy zgrupowanie Jurek przywozi mu jakiś prezent, do niedawna obowiązkowo były to postaci różnych żołnierzy. Na upominki dla swojej pociechy najchętniej wydaje pieniądze.

Dwa dni w Samsonowie

   Miniony weekend najpopularniejszy obecnie polski piłkarz spędził w Samsonowie, niedaleko Kielc. Przyjechał tu w sobotę, wieczorem dekorował kościół pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny, a w niedzielę uczestniczył w Pierwszej Komunii Świętej syna. W czasie nabożeństwa czytał fragment "Z Księgi Powtórzonego Prawa" i - jak później przyznał - bardzo się denerwował.
   - Jestem wrażliwym człowiekiem, emocjonalnie podchodzę do takich wydarzeń. A to było wyjątkowe przeżycie. Większe niż finał Ligi Mistrzów - podkreślił trzeci polski piłkarz, który zdobył Puchar Europy. A po chwili dodał: - Cieszę się, że dzięki uprzejmości księdza proboszcza i parafian Aleksander właśnie tu mógł przyjąć Pierwszą Komunię Świętą. W parafii, którą znamy, którą odwiedzamy, jak tu jesteśmy. I myślę, że to jest następny znak, zesłany nam z góry.
   Co warte podkreślenia, Aleksander tak samo przygotowywał się do tego sakramentu jak pozostałe dzieci. - Często przyjeżdżał tu z Mirellą, uczył się różnych modlitw, poznawał nowe pieśni. I muszę przyznać, że on pięknie potrafi słuchać, może dlatego że jest dwujęzyczny. Ma też doskonałą pamięć. Jemu nie trzeba dwa razy powtarzać - podkreśla Janina Salwa, która jest rodziną Mirelli Dudek, a ponadto katechetką. To właśnie ona była odpowiedzialna za przygotowanie dzieci do pierwszej komunii.
   Po tej uroczystości Jerzy Dudek, wyraźnie już rozluźniony i uśmiechnięty, rozdawał autografy, robił sobie pamiątkowe zdjęcia z ministrantami i fanami, którzy na spotkanie ze swoim idolem przyjechali z całego województwa świętokrzyskiego. Chętnie udzielił też krótkiego wywiadu.
   - Co ten ostatni sukces zmieni w Pana życiu? - pytamy Jerzego Dudka.
   - U mnie osobiście nic. Ja z dystansem podchodzę do tego wszystkiego i bez względu na to, czy wygramy Ligę Mistrzów, czy zdobędziemy mistrzostwo świata, to cały czas będę tym samym człowiekiem. Zmieni może jedynie to, że przez kilkanaście najbliższych lat ludzie będą wspominać ten dramatyczny finał z moim udziałem. I częściej będą o mnie mówić.
   - Zobaczymy jeszcze kiedyś taki taniec w Pana wykonaniu?
   - Jak będziecie mieli szczęście, to może gdzieś na dyskotece (śmiech). Muszę przyznać, że z miłą chęcią poszedłbym do jakiejś dyskoteki i zobaczył, jak to teraz wygląda, jak się ludzie bawią. A te ruchy w finale Ligi Mistrzów, ten - jak to nazwaliście "Dudek dance" - miały tylko i wyłącznie spowodować nerwowość u strzelającego i wydaje mi się, że to się udało. Chwała naszemu Panu, że mi w tym pomógł.
   - Puchar Europy zadedykował Pan między innymi Janowi Pawłowi II. To była spontaniczna decyzja czy wcześniej Pan o tym myślał?
   - Dużo wcześniej o tym myślałem. Miałem nadzieję, że Papież doczeka tego momentu, kiedy zdobędę Puchar Europy i zadedykuję mu ten sukces. Niestety, stało się inaczej...
   - Przed finałem Ligi Mistrzów dużo spekulowano na temat Pana odejścia z Liverpoolu. Po takim występie chyba nie wchodzi to w grę?
   - Mam jeszcze dwuletni kontrakt z Liverpoolem. Na razie jestem numerem jeden w bramce, a co będzie dalej, zobaczymy. Nie boję się rywalizacji z żadnym bramkarzem.
   - O czym teraz marzy Jerzy Dudek?
   - Na razie o tym, żeby pokonać Azerbejdżan. Później o fajnych, spokojnych wakacjach z rodziną. A w nieco dalszej perspektywie o awansie do finałów mistrzostw świata.
DOROTA KUŁAGA, "Echo Dnia"

Jerzy Dudek

- ur. 23 marca 1973 roku w Rybniku. Wzrost: 187 cm. Waga: 80 kg. Żona Mirella, syn Aleksander. Karierę zaczynał w Górniku (potem Concordia) Knurów. W polskiej ekstraklasie zadebiutował w 1995 r., po rozegraniu zaledwie 15 spotkań za 100 tys. dolarów został sprzedany do Feyenoordu Rotterdam. Jesienią 2001 r. trafił do Liverpoolu. Anglicy zapłacili za niego około 8 mln dolarów. Niedawno z "The Reds" zdobył Puchar Europy. W reprezentacji Polski zadebiutował w 1998 r. w meczu towarzyskim z Izraelem. Rozegrał w niej 50 spotkań - w sumie 4086 minut. Jego hobby to motoryzacja. Ulubioną potrawą jest rolada śląska, ma też słabość do różnego rodzaju słodyczy.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie