Nie zostawiłam swoich bohaterek

Nie zostawiłam swoich bohaterek

ROZMAWIAŁA MARTA IRZYK

Dziennik Polski 24

Dziennik Polski 24

Rozmowa z pisarką TANYĄ VALKO o życiu kobiet w krajach arabskich, rewolucji w Libii, specyfice życia w Indonezji oraz o australijskich marzeniach i jej nowej książce „Okruchy raju” z cyklu „Azjatycka saga”.
Tanya Valko znakomicie oddaje realia życia w krajach muzułmańskich. Patrzy na nie oczyma swoich bohaterek – najpierw „Arabskiej sagi”, a teraz pierwszej

Tanya Valko znakomicie oddaje realia życia w krajach muzułmańskich. Patrzy na nie oczyma swoich bohaterek – najpierw „Arabskiej sagi”, a teraz pierwszej części „Azjatyckiej sagi” ©WWW. TANYA VALKO

– Przez wiele lat mieszkała Pani za granicą, m.in. w Arabii Saudyjskiej i Libii. Czego „polskiego” brakuje Pani najbardziej?

­– Muszę przyznać, że do odległych krajów zawsze wożę polskie jedzenie, które od razu przywodzi mi na myśl domowy klimat. Salami, kiełbasa, nasz chrzan i ser, a do tego na przykład śledzie, które zawsze zadziwiają cudzoziemców i bardzo im smakują – to polskie przysmaki, jakie staram się zabierać ze sobą w każdą podróż. Popularnością wśród moich znajomych cieszą się też śląskie kluski i rolady. Staram się więc kultywować polską kuchnię, nawet będąc bardzo daleko od kraju.

– Wyjeżdżając z Polski, nie chciała Pani zostać poza jej granicami aż tak długo – ponad 20 lat. Jak to się stało?


Często jest tak, że z planowanych dwóch, trzech lat wyjazdu, nagle robi się pięć, a potem i dłużej. Człowiek po prostu zaczyna się zadomawiać. Kiedy mieszkałam w Arabii Saudyjskiej, było inaczej – nie chciałam przedłużyć swojego pobytu tam, chciałam wracać. I proszę spojrzeć, jak przewrotna jest natura ludzka – po dwóch latach już nie pamiętam tego, co było złe, tylko przypominam sobie pozytywne aspekty życia w Arabii Saudyjskiej, porównując ją do Indonezji.

­– I jak wypada Pani nowe miejsce zamieszkania w tym porównaniu?

– Indonezja jest pięknym krajem, dużo bardziej wolnym niż Arabia Saudyjska, ale jest w niej kilka rzeczy, z którymi trudno się oswoić. Ciężko na przykład przyzwyczaić się do wszechobecnych korków, które najlepiej pokonywać na piechotę z plecakiem, żeby nie stracić całego dnia.

Tłumy są wszędzie – na ulicach, w autobusach, które pękają w szwach, w sklepach, nie mówiąc już o atrakcjach turystycznych. Kiedyś wybraliśmy się z mężem na Bromo, najbardziej znany indonezyjski uśpiony wulkan – nie można było zrobić zdjęcia tej góry o wschodzie słońca bez tłumu w tle.

Dlatego też w Indonezji i w ogóle w Azji przytłacza przede wszystkim brak wolnej, pustej przestrzeni. Uderzający jest też brak kultury utylizacji śmieci, których pełne są nawet miejsca tak piękne jak rafy.

– Czy przeżyła Pani wydarzenia arabskiej wiosny w którymś kraju arabskim? Uczestniczyła Pani w nich? Gdzie Pani wtedy była? W Libii czy w Arabii Saudyjskiej?

– Wbrew pozorom nie było mnie w Libii podczas rewolucji, choć moi czytelnicy tak myślą, bo opisałam ten moment historii w „Arabskiej krwi”bardzo realistycznie.

Mieszkałam wtedy w Arabii Saudyjskiej, gdzie problem rewolucji został szybko i sprawnie rozwiązany przez mądrego króla, który odpowiednio zareagował na niepokój w regionie. Bunty rozpoczynają się zazwyczaj od młodych, niezadowolonych ludzi, więc król dał im trzy tygodnie wolnego i zamknął szkoły i uniwersytety, co więcej – zachęcał ich do zagranicznych wyjazdów, przyznając dodatkowe jednorazowe stypendia.

Poza tym akurat obywatele Arabii Saudyjskiej nie mają na co narzekać, szczególnie jeśli chodzi o opiekę medyczną i socjalną, jak i szkolnictwo, które są wspierane przez władze.

– Opowiadała Pani, że Libia na początku lat 2000 otwierała się na świat dzięki globalizacji. Teraz wszystko zmieniło się na gorsze. Czy ten kraj ma jeszcze szansę powrócić do poziomu sprzed rewolucji?

– Trzeba przyznać, że na razie jest tam po prostu strasznie. Rewolucja miała przynieść coś dobrego, niosła przecież na sztandarach szczytne hasła obalenia tyrana i wprowadzenia demokracji. Tymczasem islam z prawem szariatu i demokracja w jednym to oksymoron – nie mogą współistnieć.

Jak można mówić o demokracji, kiedy panuje muzułmańskie prawo, które np. zezwala, by ośmioletnie dziewczynki były wydawane za mąż? Poza tym w Libii tak naprawdę chodziło o dokonanie przewrotu religijnego. Ludzie, którzy stworzyli tymczasowy rząd, do zwycięskiej Libii przyjechali z ortodoksyjnej Arabii Saudyjskiej, a także z Kuwejtu i Kataru. To właśnie ci radykałowie lata temu uciekli przed Kaddafim, który ścigał ich i bezlitośnie tępił.

Pierwszą uchwałą nowego rządu było oświadczenie, że Libia, będąc krajem arabskim, musi się rządzić prawem muzułmańskim i w ten sposób skończyły się czasy laickie. Powiedziano też głośno, że kobiety mają za dużo swobody.

Podczas rewolucji bojownicy dostali broń, której nie oddali i nie oddadzą, tłumacząc, że jest niebezpiecznie. Teraz wyrównują miedzy sobą plemienne czy klanowe porachunki oraz chcą wypędzić cudzoziemców ze swojego zniszczonego kraju, strasząc ich aktami terroru. Chciałabym, żeby w Libii było znów tak dobrze i bezpiecznie jak kiedyś, ale naprawdę ciężko jest wyrokować, czy te czasy kiedykolwiek powrócą.

– Do Indonezji wraz z Panią przeprowadziły się Dorota i Marysia, bohaterki „Arabskiej sagi”?

– Oczywiście, nie mogłam ich pozostawić. Spędzam z moimi bohaterami mnóstwo czasu i darzę ich sentymentem, dlatego również w „Okruchach raju” czytelnicy spotkają się z dobrze znanymi Dorotą i Marysią, które patrzą na obcy, azjatycki kraj oczami Europejek. Ich losy splatają się z życiem typowych Azjatów, a co z tego wyszło – sami państwo ocenią po przeczytaniu książki. Podobnie jak w poprzednich powieściach, na kartach „Okruchów raju” starałam się przemycić wiele lokalnego kolorytu, ale też informacji historycznych i realiów kultu­rowych.

– Powiedziała Pani, że Dorota i Marysia patrzą na Azjatów oczami Europejek. A czy Pani spojrzenie jest jeszcze spojrzeniem cudzoziemki, czy może już miejscowej?

– Mimo że w krajach arabskich mieszkałam ponad 20 lat, nigdy się nie utożsamiałam z Arabkami, zawsze będę Polką z moimi głębokimi korzeniami i wszechobecną w moim życiu polską tradycją.

Jednak rzeczywiście zetknęłam się z sytuacjami, kiedy Polki, które poślubiły Arabów czy Indonezyjczyków i mieszkają za granicą kilkanaście czy kilkadziesiąt lat, zakochują się w swojej nowej ojczyźnie i nie są w stanie spojrzeć na nią obiektywnie.

Dlatego też nie stanowią one dla mnie wiarygodnego źródła informacji, opieram się więc na innych, przede wszystkim opracowaniach historycznych i reportażach, aby nie utracić własnej, zdystansowanej perspektywy. Oczywiście jako pisarka niektóre kwestie ubarwiam, by były atrakcyjne dla czytelnika i lepiej przemawiały do jego wyobraźni, jednak staram się zachować trzeźwy, realny osąd.

­– Czy w Pani najnowszej książce również mężczyźni będą mogli znaleźć coś dla siebie?

– Już kilka dni temu drogą elektroniczną otrzymałam komentarz dotyczący najnowszej powieści właśnie od mężczyzny. Chyba więc na dobre został przełamany stereotyp, że moje książki są przeznaczone wyłącznie dla kobiet (śmiech).

– Czy planuje Pani kolejne dłuższe podróże, może na inne kontynenty? Mogłaby wtedy powstać np. „Australijska saga”…

­– Tak się składa, że w grudniu będę miała spotkanie autorskie z australijską polonią w Sydney, więc nie mówię nie (śmiech). Zobaczymy, gdzie poniesie mnie los, niczego nie wykluczam. Muszę przyznać, że emigracja do Australii była moim marzeniem na studiach i tuż po, dlatego bardzo cieszę się z tej podróży. Może spotkam kogoś znajomego z odległej przeszłości, kto wyjechał do kraju kangurów w latach 80.

– Podobno jest Pani molem książkowym. Co najbardziej lubi Pani czytać?

­– Po pierwsze, studiuję różnego rodzaju opracowania i raporty, np. obrońców praw człowieka, a także książki historyczne, głównie po angielsku. Po drugie, jestem na bieżąco, jeśli chodzi o „powieści z branży”, tzn. historie o pokrzywdzonych dzieciach i kobietach, czy z tematów orientalnych, tak arabskich, jak i azjatyckich.

Muszę przyznać, że na polskim rynku wydawniczym w ciągu ostatnich dwóch lat szybko wzrasta liczba publikacji poświęconych Azji, dlatego na brak ciekawych pozycji książkowych nie mogę narzekać i liczę na to, że moja „Azjatycka saga” spotka się z dużym zainteresowaniem i wybije się na prowadzenie wśród konkurencji, która jest autorstwa zagranicznych pisarzy. Jedynie ja, jako Polka, piszę o krajach Orientu widzianych oczami naszych rodaczek i ukazuję również życie Polaków nawet na końcu świata.

TANYA VALKO
Tanya Valko to pseudonim absolwentki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Była nauczycielką w Szkole Polskiej w Trypolisie w Libii, następnie asystentką ambasadora RP, mieszkała w Arabii Saudyjskiej. Jest m.in. autorką książek o Libii: „Libia od kuchni”, „Życie codzienne w Trypolisie” oraz „Sahara – ocean ciszy”. Popularność przyniosła jej trylogia „Arabska saga”, czyli „Arabska córka”, „Arabska księżniczka” i „Arabska krew”.

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo