Niebezpieczny Klimontów

Redakcja
W lutym, podczas ferii zimowych, zginął potrącony przez jadącego z nadmierną prędkością kierowcę peugeota 15-letni chłopiec. Ranny został idący z nim kolega. Pół roku później doszło do kolejnego śmiertelnego wypadku: pod sklepem spożywczym w Klimontowie zginął 43-letni mężczyzna z Proszowic, potrącony przez własny samochód, w który uderzył potężny tir. Wreszcie w poprzednią niedzielę, w wyniku zderzenia forda sierry z fiatem 126p, w szpitalu zmarły dwie osoby podróżujące "maluchem": 23-letnia mieszkanka Posądzy i jej 9-letni brat. Dwie inne osoby zostały bardzo ciężko ranne. Niemal w tym samym czasie na tej samej drodze, tyle że nieco dalej, w Boronicach, doszło do wypadku: poważne obrażenia odniosło dwóch młodych mężczyzn.

Muldy, zakręty, wzniesienia...

 Prawdziwie śmiertelne żniwo zbiera w tym roku odcinek drogi krajowej nr 776 Kraków - Kazimierza Wielka, biegnący przez Opatkowice i Klimontów. W wypadkach, jakie zdarzyły się tam od stycznia do września, straciły życie cztery osoby.
 To tylko najbardziej tragiczne wydarzenia. Wypadków bowiem było więcej. O tych, które wydarzyły się wcześniej, można by opowiadać długo. Szczególnie niebezpieczne miejsca, to tzw. klimontowskie rondo oraz odcinek pomiędzy rondem a skrzyżowaniem na Starą Wieś.
 Niewątpliwie ogromny wpływ na bezpieczeństwo kierowców i pieszych, poruszających się po Klimontowie, ma zły stan nawierzchni drogi. Na drodze są muldy powodujące, że kierowcom często trudno w pełni panować nad pojazdami. Zwłaszcza na łukach, których tam nie brakuje. Całą sytuację utrudnia jeszcze to, że droga jest pofałdowana i pełna niewielkich wzniesień. Dopiero niedawno poprawiła się widoczność dzięki wycięciu niektórych drzew i "prześwietleniu" innych.
 Na pewno sytuacja dojrzała również do tego, by przy drodze powstały chodniki. Konieczne wydaje się urządzenie oznakowanego przejścia dla pieszych, choćby w pobliżu ośrodka zdrowia, gdzie z reguły panuje duży ruch. Zupełnie niezrozumiałe jest też to, że wjazd do Klimontowa nie został oznaczony białymi, lecz zielonymi tablicami. W efekcie dopuszczalna prędkość wynosi tam 90, a nie 60 km na godzinę jak na terenie zabudowanym. A że teren jest zabudowany, chyba nikogo nie trzeba przekonywać...
 Zły stan drogi nie tłumaczy jednak wszystkiego. Na dobrą sprawę podobnie przedstawia się sytuacja na znakomitej większości proszowickich dróg. Lwią część jednak tegorocznych poważnych wypadków wywołali przede wszystkim ludzie, którzy zawinili jazdą z nadmierną prędkością, wyprzedzaniem na łuku, prowadzeniem samochodu w stanie nietrzeźwym, niedostosowaniem prędkości do warunków jazdy. W tej sytuacji rodzi się kolejne pytanie: dlaczego właśnie tam tak często zdarzają się przypadki brawurowej jazdy?
 - Aż tak dużą ilość poważnych wypadków w tamtym miejscu naprawdę trudno racjonalnie wytłumaczyć. Dochodzi do nich często na prostych odcinkach drogi. Stan nawierzchni nie odbiega od przeciętnej. Być może działają tu jakieś elementy innego rodzaju? Mnie samemu zdarzył się przypadek, że prowadząc samochód tamtą drogą, w ostatniej chwili uniknąłem zderzenia z wartburgiem, musiałem uciekać na pobocze. Zatrzymany kierowca zarzekał się, że mnie nie widział... - opowiada oficer policji z Proszowic.

(ALG)

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie