Niekoniecznie z basenem na dachu

Redakcja
Rozmowa z dr. Ryszardem Sroczyńskim, psychologiem społecznym z wiedeńskiego Instytutu Kształtowania Środowiska Człowieka

Rozmowy o domu

Rozmowa z dr. Ryszardem Sroczyńskim, psychologiem społecznym z wiedeńskiego Instytutu Kształtowania Środowiska Człowieka

   - Co psychologia ma wspólnego z kształtowaniem środowiska? Wydaje się, że to odrębne światy.
   - Tylko z pozoru. Jeśli uściślimy, że chodzi o środowisko, w którym żyje człowiek, o jego psychosferę i komfort wewnętrzny, to te światy będą bardzo blisko. Na zachowania ludzi, na ich reaktywność, samopoczucie, a zatem na zdrowie, radość życia, aktywność zawodową ma wpływ, oprócz innych czynników, również to, jak mieszkamy. To, co nas otacza: architektura, krajobraz, obecność lub brak terenów zielonych, sposób zagospodarowania przestrzeni wokół domu i wiele jeszcze innych czynników wpływa na nasz komfort psychiczny. To oddziaływanie zewnętrzności na wewnętrzną strukturę, na tę psychosferę, przebiega niezależnie od deklarowanej percepcji człowieka. Jeśli ktoś mówi, że nie zwraca uwagi na odrapany budynek z graffiti i śmieci wokół, który często mija, to jest to tylko częściowa prawda. Może rzeczywiście jego poczucie estetyki zostało już tak stłumione, że stara się nie zauważać brzydoty, ale nie eliminuje podświadomego jej wpływu na swoją psychikę. To ma ogromne znaczenie - przestrzeń wokół domu i szerzej jeszcze: osiedle, miasto, wieś. Humanizowanie przestrzeni w obrębie każdej społeczności ma szczególny wpływ na sferę postaw społecznych.
   - Jeśli dobrze rozumiem, to poczucie estetyki - czyste podwórko, rabatka z kwiatami, kwiaty na balkonie i podobne rzeczy mają wpływ na to, jakie są nasze zachowania?
   - Z zastrzeżeniem, że to jest duże uproszczenie - tak, oczywiście. Humanizowanie otoczenia domu to także rabatki z kwiatami, tereny zielone, ale nie tylko. To także wszystkie sprawy, na które przeciętny użytkownik terenów zurbanizowanych, zwłaszcza miast, nie ma wpływu - a więc taka organizacja osiedli mieszkaniowych, aby były przyjazne dla człowieka, aby stwarzały mu komfort życia, które i tak jest dość obciążone samym faktem masowości, tłumieniem potrzeb psychicznych człowieka.
   - Czy z punktu widzenia psychologii społecznej współczesna architektura zaspokaja potrzeby człowieka?
   - Nie możemy mówić o jednej architekturze współczesnej. Należałoby mówić i o blokowiskach, i o budownictwie jednorodzinnym, o architekturze użytkowej, o najnowszych tendencjach. Nie wdając się tu w szczegółowe analizy, zaznaczyć wypada, że człowiek przez większą część swej historii żył w małych, zindywidualizowanych społecznościach, gdzie wszyscy znali się nawzajem, co rzutowało na sferę zachowań. Przechodzenie od małych, zindywidualizowanych grup do współczesnego społeczeństwa miejskiego, zmieniać musiało także architekturę, aby sprostać potrzebom rozwoju miast. Miało to i pozytywne, i negatywne aspekty. Rozwój cywilizacyjny jest pozytywny, ale niejednokrotnie był opłacany zagubieniem ludzi, tłumieniem ich potrzeb psychicznych, frustracją. Zwłaszcza domy, które są na szczęście przeszłością - duże blokowiska, potęgujące poczucie wyobcowania, anonimowości - są przykładem na to, że architekci nie dbali o komfort psychiczny mieszkańców. To wywoływać musiało poczucie osamotnienia w wielkim tłumie. Człowiek nieznany może być dla drugiego człowieka stresorem, wywoływać złe uczucia. W środowisku znanym człowiek się nie boi. Dom i jego otoczenie powinno być bezpieczne, to w końcu przystań, gdzie się żyje, odpoczywa, pracuje.
   - Na małych, kameralnych osiedlach potrzeba bezpieczeństwa jest chyba zapewniona - są monitorowane, strzeżone.
   - Potrzeba bezpeieczeństwa to jedna z wielu potrzeb. Kameralne osiedle zaspokaja też w pewnym stopniu potrzebę komunikatywności przytłumioną przez wieżowce. Pamiętam, jakie wrażenie zrobiły na mnie usytuowane na najwyższych kondygnacjach bloków w Alterlaa pod Wiedniem baseny pływackie, urządzone tam po to, by znaleźć kompromis między masowością a możliwością komunikowania się. Ludzie zaczęli tam spotykać się, bo to były miejsca przyjazne człowiekowi. Nie mówiąc o pięknych widokach Wiednia. To była dość droga inwestycja, jednakże dla integracji społeczności ogromnie opłacalna. Owocująca inicjatywami społecznymi, integrująca środowisko, rozwijająca je. Niestety, nie zawsze architekci starają się takie humanistyczne idee przeforsować.
   - To znaczy - baseny na dachach?
   - Niekoniecznie. Wprowadzanie do projektów elementów, które wpływają korzystnie na psychosferę człowieka, poprawiają komfort jego życia, łączą podstawowe potrzeby życiowe, funkcjonalność z innymi - czasem nazywanymi eufemistycznie wyższymi - potrzebami, powinno składać się na kompleksowe widzenie środowiska człowieka. Humanizowanie otoczenia domu to inwestowanie w prospołeczne zachowania. Akty wandalizmu zdarzają się częściej w dużych anonimowych blokach. Ta przestrzeń jest nieprzyjazna człowiekowi. Dom to nie tylko mieszkanie, lokum iluś metrowe zaspokajające najbardziej podstawowe potrzeby człowieka. Dom to także przestrzeń wokół - ta bliższa i nieco dalsza. Jeśli ta przestrzeń jest akceptowana, jeśli człowiek się dobrze w niej czuje, z satysfakcją mówi - tu jest mój dom. Taka akceptacja wspaniale przekłada się na styl życia i cały system zachowań w naturalnym środowisku człowieka.
   - Która z potrzeb tworzących psychosferę jest istotna i nie powinna być pomijana w planach zagospopdarowania wokół domów czy osiedli mieszkaniowych?
   - To ta Š umownie nazywając - rabatka z kwiatami, która się już w naszej rozmowie przewinęła. Mowa oczywiście o potrzebie kontaktu z przyrodą - szalenie ważnej. Budując dom jednorodzinny, właściciel zwykle myśli o otoczeniu, małym nawet ogródku. Mieszkaniec bloku osiedlowego nie miał już takiej możliwści, by zaspokoić potrzebę kontaktu z przyrodą, która - niezależnie od tego, co mówimy - występuje. Na szczęście do przeszłości należą już pustynie osiedlowe. Te osiedla, które teraz trzeba rewitalizować, nie tylko sprawiały bardzo przygnębiające wrażenie - były przygnębiające, tłumiły kreatywność i wszystko, co wartościowe. Wrócę tu do przykładu osiedla w Alterlaa pod Wiedniem. Ten uwieńczony powodzeniem, atrakcyjny pomysł asymilacji ludzi w wielkim zbiorowisku, powstał po wielu innych nieudanych próbach. Tworzono bowiem coś w rodzaju klubów dla hobbystów w osiedlach wielkoblokowych. Pomysły były jednak chybione - z tych tzw. stref spotykania mało kto korzystał. Trzeba było zaproponować coś atrakcyjnego, co natychmiast stawało się strefą do spotkań ludzi, miejscem ich integracji. Zaakceptowali je wszyscy.
   - Czy osiedlowy park, boiska do gry w piłkę, ścieżki rowerowe, wszystko, co ważne w otoczeniu domu, to próby udowodnienia, że społeczeństwo masowe może zostać zhumanizowane?
   - To już dawno zostało udowodnione. To mogą być przykłady na realizację tezy, że humanizacja wszelkich wspólnot jest pierwszoplanowym zadaniem na równi z budową domów i powinno się to odbywać równocześnie i kompleksowo. Podejście urbanistyczno-architektoniczne już się pod tym względem zmieniło. Jeśli rosną drzewa, to się ich w pień nie wycina, jeśli można je uwzględnić w projekcie, bo wiadomo już czym może zaowocować nieprzyjazne dla człowieka otoczenie - frustracją, skierowaniem jej na urządzenia komunalne, wandalizmem.
   - Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała: URSZULA ORMAN

Dopłaty do cen energii

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie