Nierównomiernie rozłożona odpowiedzialność za wynik

Redakcja
To było wielkie piłkarskie święto w Andrychowie, bo miejscowy Beskid jak - równy z równym - walczył z liderującą Garbarnią Kraków, ale ostatecznie przegrał 0-1 (0-1), co pozostawiło w szeregach jego piłkarzy wielki niedosyt.

Szymon Nowicki (z lewej) z Tomaszem Kaczmarczykiem wzięli w kleszcze krakowskiego zawodnika. Fot. Grzegorz Sroka

III LIGA PIŁKARSKA. Beskid Andrychów nie dał rady liderującej Garbarni, ulegając 0-1 (0-1)

Jesienią skończyło się remisem, który był szczęśliwy dla Garbarni, bo zdobyła bramkę w doliczonym czasie. Jednak przed potyczką w Andrychowie trener Beskidu Mirosław Kmieć stale podkreślał, że przeszłością meczu się nie wygra.

Wydawało się, że jego słowa trafiły do serc zawodników, którzy od początku rozpoczęli z wielkim animuszem. Wydawało się, że gol dla Beskidu jest kwestią czasu, bo można było odnieść wrażenie, że lider tego dnia nie przedstawia najwyższej wartości bojowej. Cóż, każdy może mieć swój słabszy dzień.

Jednak rozstrzygnięci przyszło w najmniej spodziewanym momencie, bo w doliczonym czasie pierwszej połowy. Goście, po kornerze zdobyli prowadzenie, którego nie oddali już do końca. Była czwarta minuta doliczonego czasu, a wszystko w związku z dwoma kontuzjami, przy których piłkarzom długo udzielano pierwszej pomocy. - Jestem wściekły na porażkę z Garbarnią, bowiem była ona z gatunku tych, które bolą najbardziej. Chodzi o wynik i okoliczności - tłumaczy Mirosław Kmieć. - Sami tyle musimy się nagonić, żeby dojść do pozycji strzeleckiej i mieć ich sporo, żeby coś zdobyć, a w tak prosty sposób daliśmy się trafić. Przecież to był pierwszy strzał w światło bramki przeciwników i od razu przyniósł im gola. Mam żal do Artura Czarnika, że - dysponując potężnymi warunkami fizycznymi - zostawił rywalowi dużo miejsca i czasu na oddanie precyzyjnego strzału. Przecież wystarczyło trochę opóźnić start do piłki przeciwnika i na pewno nie stracilibyśmy bramki.

Mirosław Kmieć zna przyczynę porażki swojego zespołu. - Garbarnia wygrała, bo miała w swoich szeregach piłkarzy - podkreśla Mirosław Kmieć. - Natomiast w moim zespole kilku graczy było półpiłkarzami. Mówiąc dosadniej, goście mieli "jaja", których zabrakło moim zawodnikom. Krakowianie może nie grali porywającej piłki, ale przyjechali do nas po zwycięstwo i konsekwentnie swój cel realizowali. Moi chłopcy muszą pamiętać, że chcąc cokolwiek osiągnąć w futbolu, trzeba mieć charakter, bo właśnie nim można w trudnych meczach "przepchnąć" wynik na swoją korzyść.

Mirosław Kmieć nie przypadkiem użył słowa "charakter". - Odnoszę wrażenie, że odpowiedzialność za wynik nie jest rozłożona równomiernie na zespół. Panują w nim za duże dysproporcje - uważa. - Jest kilku graczy, którzy ciągną drużynę nawet w 95 procentach, a są robiący to na 5 procent. To są właśnie szczegóły, decydujące o wyniku w trudnych potyczkach. Po tak trudnym meczu jak ten przeciwko Garbarni powinniśmy się trochę pochylić nad grą, spróbować wyciągnąć z niej wnioski, a nie szybko się wykąpać i znikać do domu, by w rodzinnych pieleszach odciąć się od wszystkiego. To zawodnicy rodem z Andrychowa muszą potem tłumaczyć kibicom na ulicach dlaczego mecz potoczył się tak a nie inaczej. Na dzisiaj mogliśmy tylko postraszyć lidera. Może w przyszłym sezonie będzie lepiej, nie mówię o Garbarni, która pewnie awansuje, ale w ogóle o zespołach z czołówki - kończy Mirosław Kmieć.

Jerzy Zaborski

[email protected]

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie