Nierozwiązana zagadka tragicznego lotu samolotu An-24 sprzed...

Nierozwiązana zagadka tragicznego lotu samolotu An-24 sprzed 40 lat

Zdjęcie autora materiału

Dziennik Polski 24

LOTNICTWO. Samolot PLL LOT z 47 pasażerami i 6 członkami załogi na pokładzie wystartował z lotniska Warszawa-Okęcie 2 kwietnia 1969 r. o godz. 15.20. Widoczność była doskonała; po niespełna godzinie miał wylądować w Krakowie-Balicach.
Samolot nie wylądował. Skosiwszy kawał lasu rozbił się krótko po godz. 16 w zadymce śnieżnej, kilkadziesiąt kilometrów za lotniskiem, o północne zbocze Policy (1369 m) nad Zawoją. Zginęli wszyscy, wśród nich: wybitny językoznawca, prof. Zenon Klemensiewicz, b. minister lasów Stanisław Tkaczow oraz nastoletni syn ministra komunikacji Piotra Lewińskiego, Stanisław.
Przybyłych na miejsce wypadku, zastany tam widok prześladuje do dziś.
- Tu ze śniegu sterczały ręce, tam - nogi. Jeden z pilotów wisiał z fotelem nabity na gałąź drzewa. Wszędzie porozrzucane zabawki, rysunki; znalazłem zeszyt zapisany ręką dziecka: "Pierwszy raz lecę samolotem. Bardzo się cieszę...". Przygnębiające wrażenie - wspomina Władysław Mlekodaj, b. naczelnik Grupy Podhalańskiej GOPR.
Szczątki zwłok zwożono kilka dni, składano w metalowe trumny, a te po zaspawaniu trafiały do rodzin w asyście żołnierzy, którzy mieli nakaz pilnowania ich, dopóki nie trafią do ziemi.
W czerwcu 1970 r. Sąd Wojewódzki w Krakowie umorzył postępowanie w sprawie wypadku. Nigdy nie podano jego przyczyn, choć informowano m.in. o błędach załogi i kontrolerów lotów. Dlatego zdarzenie obrosło legendami: mówiono o dolarach i kosztownościach znalezionych rzekomo obok wraku; że doliczono się więcej ofiar niż wynikało z listy pokładowej; że samolot próbowano uprowadzić, więc został zestrzelony przez wojsko czechosłowackie, itp.
Co do przyczyn wypadku, zdania wciąż są podzielone. - Mieliśmy do czynienia albo z pobłądzeniem, albo z próbą uprowadzenia, ucieczki za granicę - uważa Tadeusz Chwałczyk, historyk lotnictwa. - To ostatnie jest bardzo prawdopodobne, bo na tak niskim pułapie lata się, by nie być zauważonym przez radary.
- Można się dopatrywać dwóch przyczyn katastrofy: błędów wskazania przyrządów pokładowych i warunków pogodowych - twierdzi z kolei Mariusz Kłosowski, kustosz Muzeum PLL LOT w Warszawie. - Chociaż słychać było także głosy, że skoro leciała nim ekipa rządowa, to został z jakichś powodów specjalnie strącony, że wywiad coś nawywijał.
- To był fatalny zbieg okoliczności, masa niedociągnięć, które doprowadziły do najpaskudniejszego wypadku lotniczego w naszym kraju, powstałego z winy człowieka, i to niejednego - ocenia Jan Hoffmann, kustosz Muzeum Lotnictwa Polskiego w Krakowie.
Na Policy staraniem gminy ustawiono niedawno pomnik w kształcie statecznika, z tablicą, na której wypisano nazwiska ofiar. Nie była to największa katastrofa lotnicza w Polsce. 9 maja 1987 r. upadek Iła-62 w Lesie Kabackim spowodował śmierć 183 osób.
Piotr Subik
piotr.subik@dziennik.krakow.pl

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo