Niewidoczny mur

Redakcja
Gdy przed rokiem urzędy centralne Niemiec przenosiły się z Bonn do Berlina, wyznaczając historyczną datę zmiany stolicy państwa, nie brakło akcentów sentymentalno - nostalgicznych. Kanclerz Gerhard Schröder odbył ostatni objazd miasta na rowerze, a dokumenty parlamentu spakowano w historyczny dyliżans, który, uroczyście żegnany i witany, odbył symboliczną podróż na trasie Bonn - Berlin w dwa tygodnie.

Nowoczesność i sentymenty w nowej stolicy Niemiec

Szpecące znamię

 W ten sposób Berlin - historyczna stolica Prus i potężnej Rzeszy - znów powrócił do swej dawnej roli. Ale historia, mimo pozornych powtórzeń, zmienia bieg wydarzeń, i obecna stolica Niemiec nigdy już nie będzie taka, jak niegdyś. Jej piękne i potężne oblicze naznaczone jest blizną, jak twarz człowieka, który nosi szpecące znamię. Niewiele jest miejsc, gdzie historia tak bardzo wywiera presję na teraźniejszość i wytycza przyszłość. I to nie ta najstarsza, szacowna, pokrywająca śniedzią kunsztowne ornamenty, ale najnowsza, jeszcze bolesna i czasem wstydliwa.

"Ossi" i "Wessi"

 Wiola pochodzi z centralnej Polski, a jej mąż, Martin, to rodowity berlińczyk. Mają duże mieszkanie, nowy model Saaba, wakacje spędzają na Krecie, a weekendy w górach Harzu lub na wyspie Ruggia. Często odwiedzają rodzinę Wioli w Polsce, przywożą prezenty. Zdawało się, że nic nie zmąci ich dostatniego spokoju, dokąd nie pojawili się Ci ze wschodu - "Ossi" ze swoimi roszczeniami. Wiola z Martinem dawniej często rozmawiali o ludziach zza muru, współczuli im, porównując ich życie do rodaków z Polski, do stanu wojennego. Nie znali nikogo z tamtej strony, ale życzyli im zmiany ciężkiego losu, wolności, normalnego życia. Dziś, jak inni "Wessi", czyli zachodni berlińczycy, boją się, że aby spełnić te marzenia, trzeba będzie podzielić się zachodnim dobrobytem.
 Odkąd pierwszy ogólnoniemiecki parlament przyjął w czerwcu 1991 r przełomową uchwałę: "siedzibą Niemieckiego Bundestagu jest stolica Berlin", minęło 10 lat. To dużo i jednocześnie mało, by dokonać zmian, w infrastrukturze, administracji, zwłaszcza zaś w mentalności ludzi. Władze miasta i rząd federalny podkreślają, że sprawą priorytetową jest wyrównanie warunków życia w obu częściach miasta. Ale jak wyrównać świadomość obywateli z różnych światów, jak wykreślić z pamięci wznoszące się przez ponad 50 lat 43 km murów przedzielających miasto. Komunistyczne getto - Berlin wschodni otoczone było betonowym murem wysokim na 4 m o łącznej długości 155 km, w tym 106 km betonu, 67 m metalowej siatki, 3012 wieże strażnicze, 20 bunkrów, dziesiątki kilometrów rowów przeciwpancernych, 105 km rowów dla pojazdów motorowych.

Historia murów

 Dziś historia murów jest produktem turystycznym - eksponatem muzealnym. Na brak zwiedzających nie narzeka Muzeum Murów powstałe na miejscu dawnego przejścia dla dyplomatów Checkpoint Charlie. Na chodniku tkwi czterojęzyczna tablica: "Opuszczacie sektor amerykański", a obok plansza z fotografią radzieckiego żołnierza. Ci z szarych bloków Berlina wschodniego, borykający się z trudnościami finansowymi, żyjący pod pręgierzem komuny, spoglądali chciwie w stronę Eldorado z sąsiednich ulic. Spoglądali z daleka, poprzez zasieki i druty kolczaste.
 Nie brakło też desperackich i brawurowych ucieczek, często opłaconych życiem, i ich historię również możemy oglądać w Muzeum Murów. Od strony zachodniej można było z łatwością wspiąć się na stopień i zaglądnąć na drugą stronę, na oddzielone pasem pustej ziemi mury, za nimi szare ściany budynków.
 Tu, na Checkpoint Charlie, często przychodziła mieszkająca nieopodal murów Wiola. Zaglądała na drugą stronę i myślała o Polsce, którą zostawiła w roku 1981, kiedy po skończeniu Pedagogiki na UJ udało jej się wydostać z kraju. Z okien mieszkania widziała kolejkę S-bahnu jeżdżącą po Berlinie wschodnim, widziała też, jak zamknięte wagony przejeżdżające przez stacje Berlina Zachodniego, są strzeżone przez uzbrojonych mundurowych.

Po wschodniej stronie

 Z czasem, gdy uzyskała porządne papiery, odważyła się przejść na wschodnią stronę do dużo tańszego fryzjera czy dentysty lub aby spotkać się z kimś z Polski, ale strach towarzyszący tym odwiedzinom był ogromny, a gdy wracała do siebie przejściem na Friedrichstrasse, na posterunku kontrolnym uginały jej się nogi. Choć właśnie bliskości tego koszmarnego świata zawdzięcza to, co osiągnęła.
 Świadomość, że nie musi być jego częścią, że może cieszyć się wolnością i dobrami konsumpcyjnymi, pozwoliła Wioli przetrwać najtrudniejsze lata tęsknoty, opanować język i skończyć niemiecką szkołę pielęgniarską. Jest im wdzięczna za ten negatywny doping. Podobnie jak większość Niemców, oboje z Martinem przeżyli euforię, gdy runął mur - instytucja przemocy i podziałów.
 Po pewnym czasie jednak, gdy ochłonęli, tak jak większość Niemców, poczuli, że ten wielki eksperyment sklejania dwóch elementów z innego zupełnie surowca odbędzie się na ich żywym organizmie. W szpitalu Wioli zaczęły się zwolnienia, wg punktów liczono staż pracy, kwalifikacje, ilość osób na utrzymaniu. Nie mogła spać. Gdzie teraz pójdzie, po tylu latach? Skończyło się na przeniesieniu z kliniki geriatrii, w której się specjalizowała, na chirurgię pourazową, na drugim końcu miasta. Przestała współczuć "Ossim", których obwinia za całe zło.

Stolica się zmienia

 Nowa stolica zawrzała od zmian. Już w pierwszym roku po zjednoczeniu Niemiec nadburmistrz Berlina przeniósł swój urząd z Schönebergu w Berlinie Zachodnim do Ratusza w części wschodniej, gdzie jego poprzednicy urzędowali aż do podziału Berlina. Berlin wschodni to kolebka miasta, pełna najcenniejszych zabytków: najstarsza, z XIV w dzielnica Nikolaiviertel, skupiona wokół kościoła św. Mikołaja, Ratusz, Katedra, słynna niegdyś aleja Unter den Linden - "salon Berlina". Wyspa muzeów z Pergamonem pełnym starożytnych skarbów. Obok pozostałości po stolicy NRD: reprezentacyjny Alexanderplatz z zegarem, wieża telewizyjna z obrotową panoramiczną kawiarnią na szczycie, duże przestrzenie sklepów. Teoretycznie powinno przenieść się tu centrum życia, ale nie, wieczorami ulice są puste. Coś się buduje, coś przerabia, ale brak kafejek, pubów, butików, całej tzw. atmosfery. Plakaty w metrze anonsują występy gwiazd - pupilków komuny: Czech Karel Gott i jego niemiecki odpowiednik Frank Schöbel znów na estradzie.

"Dzieci dworca ZOO"

 Berlin zachodni skupiony jest wokół centrum handlowo-rozrywkowego przy dworcu ZOO. I tu nie można zapomnieć o historii: na centralnym placu wznosi się kaleka bryła kościoła Gedšchtniskirche. Zburzona podczas alianckiego nalotu ma stanowić świadectwo dla potomnych. Konserwacja i utrzymanie ruiny kosztuje więcej niż jej odbudowa, ale odpowiednio wyeksponowana, podświetlona, robi wielkie wrażenie. Potęguje je kontrast z otoczeniem.
 Reprezentacyjna ulica Kurfürsterdamm, nowoczesny kompleks Europa Center, kina, wieżowce, domy towarowe, hotele, restauracje, dyskoteki, puby, galerie - tętniące życiem do późna w nocy. Międzynarodowe towarzystwo, młodzież, dużo turystów, a obok nich "dzieci dworca ZOO": narkomani, punki, ludzie z marginesu.

W "Łuku Szprewy"

 Na miejscu starych dzielnic Berlina wschodniego, w otoczeniu Potsdamerplatz obserwujemy największy w Europie plac budowy. Jak okiem sięgnąć, wykopy, dźwigi, rusztowania. Na skrzyżowaniu ulic czerwony pawilon "Infobox". Tu można zapoznać się z planami rozbudowy, obejrzeć wirtualną ich wersję, spojrzeć na budowę z tarasu panoramicznego. W tym rejonie powstaną siedziby największych koncernów światowych, spółek, urzędów, jednym słowem: centrum biznesu.
 Pierwszy ukończony budynek to SONY: półokrągłe ściany, szkło i aluminium. Ta dzielnica stanowić będzie o nowoczesności miasta, tu powstanie dzielnica rządowa w tzw. "Łuku Szprewy". Inny nabytek nowej stolicy Niemiec to szklana kopuła nad zabytkowym gmachem Parlamentu - Reichstagiem, projektu brytyjskiego architekta sir Normana Fostera, po bilety do jej zwiedzania ustawiają się kolejki.
 Podmiejskie osiedla, opuszczone przez Armię Radziecką, zamieniają się w komfortowe rezydencje, a mieszkania z odzysku osiągają u developperów wysokie ceny.
 Paradoksalnie, wydaje się, że olbrzymia rozbudowa miasta i planowane przyjęcie tysięcy urzędów centralnych, ambasad, instytucji powinna nakręcać koniunkturę i pomnożyć miejsc pracy, tymczasem bezrobocie w Berlinie stało się realnym zagrożeniem. Martin, berlińczyk od wielu pokoleń, na stałej posadzie architekta w banku, nie przewidywał problemów z pracą. Przed rokiem przeniesiono go do oddziału we Frankfurcie, potem stracił i tę posadę. Nie do wiary, bezrobotny architekt w mieście, gdzie wszystko się rozbudowuje? Czyżby nie potrzebowano fachowców? Owszem, pracy jest mnóstwo, ale dla tych ze wschodu, bo mają mniejsze wymagania płacowe i godzą się na gorsze warunki. Wytrącony z równowagi Martin musiał szukać pracy, pisać listy motywacyjne, odrzucając godzące w jego dumę zawodową oferty. Na koniec znalazł pracę, której wynagrodzenie nie odbiega wprawdzie od poprzedniego, ale musi pracować w części wschodniej i być przełożonym nielubianych "Ossi".
 Wydaje się, że zjednoczenie Niemiec - to nie koniec, a początek problemów dla Berlina.

ELŻBIETA TOMCZYK-MICZKA

FOT. AUTOR

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie