"Niewierna"

Redakcja
WŁADYSŁAW CYBULSKI: Zapiski kinomana

   Francuski krytyk i filmowiec Claude Chabrol był swego czasu bodaj najmodniejszym reżyserem, gdy odświeżył tamtejsze kino takimi pozycjami "nowej fali", jak "Piękny Serge" i "Kuzyni". Nagrodzonymi za prostotę formy oraz prawdę charakterów i środowiska. W r. 1968 Chabrol przeszedł pewien przełom w stronę tzw. komercyjności, przejawiając np. chęć naśladowania Hitchcocka, ale zachował nadal wyśmienity warsztat i elegancki styl. Z tego okresu pochodziła m.in. jego "Niewierna żona". U nas pisało się wtedy, że to film "doskonale zbędny, pusty wewnętrznie i nudny", acz wymierzony był bezlitośnie w mieszczańską hipokryzję.
   Nie bardzo rozumiem, dlaczego Adrian Lyne - Brytyjczyk od lat pracujący w Stanach Zjednoczonych - postanowił teraz ponowić tamten film. To znaczy - rozumiem, że wynika to z jego stałych dotychczas zainteresowań artystycznych erotycznym thrillerem. Jest przecież reżyserem "Dziewięciu i pół tygodnia", "Fatalnego zauroczenia", "Niemoralnej propozycji". Ale niejasne są dla mnie motywy, intencje przyświecające Lyne’owi. Przecież nie da się powtórzyć poprzedniego utworu na modłę ówczesnej realizacji, ani też biernie odtworzyć po trzydziestu paru latach tej samej problematyki małżeńskiej zdrady i zakłamania.
   Lyne, który przyjechał do Polski promować "Niewierną", mówi, iż "interesują go ludzie, którzy instynktownie przekraczają pewną granicę". Siłą tego filmu powinno być - jego zdaniem - to, że "podobny dramat namiętności mógłby się rozegrać w każdej porządnej rodzinie. Wszyscy ulegamy pokusom, choćby w wyobraźni". Ma więc nadzieję, że "widzów zainteresują nie tylko śmiałe sceny erotyczne, gdyż to opowieść o tym, czy potrafimy wyjść dojrzalsi z trudnych życiowych konfrontacji z własną i cudzą słabością". Pięknie powiedziane - tyle że co do mnie, nie znajduję na ekranie podstaw potwierdzających taki sąd.
   Ustalmy może na dobry początek, że "Niewierna" zrealizowana została technicznie bez zarzutu. Bardzo dobre są zdjęcia, ciekawa muzyka Jana Kaczmarka (filmy Holland i "Quo vadis"), wytrawne aktorstwo. Stary nasz znajomy Richard Gere (niegdyś żelazny amant, teraz już zdradzany małżonek) jednym spojrzeniem, co warto zaobserwować, rzuconym z ukosa na żonę, umie wyrazić kiełkujące w nim podejrzenie. I nowi znajomi: Olivier Martinez jako cudzoziemski kochanek - przystojny i zmysłowy oraz Diane Lane - grająca znakomicie, bez makijażu w sensie dosłownym i przenośnie, od nieśmiałych półuśmiechów i niewinnego zdumienia własnymi reakcjami do fascynacji.
   Tu pretensja pierwsza: o brak psychologicznego uzasadnienia. Rzecz nie ma tego, co niegdyś u Chabrola, szyderczego zabarwienia, bo też w przykładnej rodzinie Lyne’a nie występuje hipokryzja pod spodem pozornej harmonii. Najwyżej nieuwaga obojga małżonków lub nuda pożycia, ale tego też nie akcentuje się w filmie. Jeśli więc ów romans na boku to jedynie kapryśna, banalna przygoda pani domu - po co każe się nam rozdzierać szaty? Bohaterka - z winy koncepcji scenariuszowej - odmawia nam wyjaśnień co do powodów swego postępowania. Aktorka gra, żeby tak powiedzieć, bezrefleksyjnie, bez oceny moralnej.
   Tu pretensja druga - o brak temperatury emocjonalnej. Po wcześniejszych "fatalnych zauroczeniach" i "niemoralnych propozycjach" (nie mówiąc już o "dziewięciu tygodniach"!) zdziwiła mnie u Lyne’a powierzchowność i niepomysłowość scen erotycznych. Parę krótkich, choć gwałtownych momentów uniesienia nie zdołało dać miary pożądania, które mogłoby być usprawiedliwieniem i smakowaniem miłosnego związku, tak ładnie rozpoczętego przelotnym dotykiem karku i uściskiem dłoni. Chyba że założeniem filmu było pokazanie, jak lekko, bezwiednie, niezobowiązująco i nielojalnie nawiązują się dziś intymne zażyłości.
   Jeśli tak, to przepraszam. Ten sensacyjny w końcu film nie jest dla mnie intrygujący. Jego linia dramaturgiczna układa się tak: faktyczny dramat małżeński przeradza się w melodramat (zazdrosny mąż, detektyw itp.), który z kolei przemienia się w krwawy horror z trupem w dywanie. I to dopiero wzbudza poczucie winy, a wszystko, co przedtem, było mniej ważne i odpowiedzialne? Parę chwytów montażowych zdradzało niedobry gust, a plama na prześcieradle czerwieniła się jak kiczowaty kwiat. Może już jednak dam spokój "Niewiernej".

Najnowsze oferty na Black Friday

Materiały promocyjne partnera

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.