Niezapomniane płyty historii rocka (1 suplement)

Redakcja
Gdy 400 tygodni temu zaczynałem pisać ten cykl, wiedziałem, że przymuszony koniecznością wyboru, będę musiał pominąć w nim sporo świetnych albumów. Potem, wraz z zamykaniem jego kolejnych części, uświadomiłem sobie, że po prostu muszę coś z tym zrobić. W końcu nasunęło się jedyne rozwiązanie - suplement!

The Beatles "Rubber Soul"

W listopadzie 1965 roku, będący u szczytu popularności (dopiero co odznaczeni przez królową medalami MBE) Beatlesi, przystąpili do pracy nad swoim szóstym albumem. Na nagrania w Abbey Road mieli zaledwie 4 tygodnie, bo wszystkim zależało, aby nowy krążek trafił do sklepów jeszcze przed Gwiazdką. I udało się!

"Rubber Soul". Już okładka longplaya przykuwa uwagę, bo twarze muzyków są na niej lekko zdeformowane. Czyżby owa optyka miała coś wspólnego z poznanym przez nich nieco wcześniej, dzięki ich dentyście, LSD? Może tak, może nie. W sumie - bo przecież liczy się przede wszystkim muzyka - to nie najważniejsze. Czas zatem na słuchanie. Jedziemy... Jedziemy, bo początek płyty to rytmiczne "Drive My Car". Solówka gitary i fortepian elektryczny. Śpiewa głównie Paul. Numer dwa, jest odlotową balladą "Norwegian Wood (This Bird Has Flown)". Odlotową, bo unosimy się w powietrze za sprawą użytego w niej - po raz pierwszy w rocku - hinduskiego sitaru i opowieści Johna o pewnej "dobrze zapowiadającej" się nocy z dziewczyną, w której finale, jak wspomina:... poczołgałem się na drzemkę w wannie. / A kiedy się obudziłem, jej już nie było, ptaszek odleciał. Następny song, to należące do McCartneya rytmiczne i przebojowe "You Won't See Me", które poprzedza jeszcze jedno arcydzieło Lennona, cudowne i już (1965 r.!) psychodeliczne "Nowhere Man" (To prawdziwy człowiek-nikt / Żyje w niby-świecie swym, / Snuje swe nijakie plany dla nikogo...). Gdy przebrzmią kolejne dwa tematy ("Think For Yourself" George'a i "The Word" Johna i Paula) - pojawia się nieśmiertelne "Michelle". Paul, gitara akustyczna, chórek i jedno z najpiękniejszych miłosnych wyznań w historii. Po "Michelle" i dość przeciętnym "What Goes On" Ringa przychodzi czas na Johnowskie rozważania o dziewczynach. I tych, i tamtych. I tu, i tam. To niewiarygodnie piękne "Girl". No a skoro "Girl" jest na albumie dziewiątką, to (całość ma 14 piosenek) do przesłuchania pozostały nam jeszcze: pogodne "I'm Looking Through You" (Paul); nostalgiczne "In My Life" (John); rytmiczne "Wait" (Paul i John); hipnotyczne "If I Needed Someone" (George) oraz dynamiczne "Run For Your Life" (John).

"Rubber Soul" - pyszna muzyka, mądre słowa, wyczuwalna dojrzałość i... brak (na szczęście) Ye, Ye, Ye!

Jerzy Skarżyński, "Radio Kraków"

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie