Niż demograficzny zrujnuje uczelnie i budżet Krakowa

Marcin Banasik
Inauguracja na AWF Fot. Anna Kaczmarz
Inauguracja na AWF Fot. Anna Kaczmarz
Uczelnie wyższe to najwięksi pracodawcy w Krakowie. Łącznie zatrudniają ponad 22 tys. osób - począwszy od profesorów, kończąc na ochroniarzach. Najwięcej, bo aż 7227 osób pracuje na Uniwersytecie Jagiellońskim.

Inauguracja na AWF Fot. Anna Kaczmarz

NAUKA. W ciągu sześciu lat pod Wawelem ubędzie 60 tysięcy studentów. Według ekspertów boleśnie odczują to nie tylko szkoły wyższe, ale także właściciele mieszkań i... sprzedawcy precli.

Zgodnie z prognozami Instytutu Sokratesa już w 2018 r. z powodu niżu demograficznego liczba studentów w Krakowie ma jednak zmaleć z 200 do 140 tys., czyli aż o 30 proc.

"Kiedyś niż dopadnie także uczelnie" - przeczytaj komentarz do artykułu >>

- Wymusi to cięcie etatów na uczelniach. Pracę straci wiele osób. Zmniejszenie liczby studentów, szczególnie tych, którzy przyjeżdżają do Krakowa z innych miast, boleśnie odczują zarówno osoby wynajmujące mieszkania, jak i mali przedsiębiorcy, właściciele pubów czy punktów gastronomicznych. Zmniejszy się liczba ich potencjalnych klientów i spadną zyski. Ucierpieć może na tym wiele gałęzi krakowskiej gospodarki - uważa Ireneusz Jabłoński z Centrum im. Adama Smitha. Przeciętny student zostawia bowiem w naszym mieście ok. 1,5 tys. zł miesięcznie. Najwięcej wydaje oczywiście na wynajem mieszkania i jedzenie.

Zmniejszenie liczby studentów odbije się również na wpływach do budżetu miasta np. ze sprzedanych biletów na tramwaje i autobusy. - Od stycznia do sierpnia 2012 r. żacy kupili aż 20 tys. biletów semestralnych - przyznaje Marek Gancarczyk, rzecznik MPK.

Ich wartość wyniosła łącznie blisko 4 mln zł. Do tego dochodzą jeszcze wpływy z biletów jednorazowych. Gdy zmaleją, skończy się to albo kolejną podwyżką cen biletów, albo cięciem kolejnych linii.

Zdaniem ekspertów spadek liczby studentów spowoduje również, że do Krakowa zgłaszać będzie się mniej międzynarodowych korporacji poszukujących wykształconych pracowników. - Około 25 proc. przemysłu IT w Polsce zlokalizowana jest w Krakowie i okolicach . Nie byłoby w naszym mieście siedzib tych firm, gdyby nie miały one do dyspozycji wielu wykształconych studentów i absolwentów , którzy w sposób naturalny zasilają kadrę tych firm - mówi Bartosz Dembiński, rzecznik AGH.

Tymczasem wiele uczelni, nawet tych prestiżowych, już teraz zaczyna mieć ogromne problemy z zapełnieniem list. Dla przykładu Uniwersytet Jagielloński nie otworzył w tym roku trzech kierunków na studiach stacjonarnych i aż 26 kierunków (np. filologia polska specjalność nauczycielska) na studiach niestacjonarnych.

Jeszcze gorzej sytuacja wygląda na uczelniach prywatnych. Do tej pory nie miały one problemów z naborem, bo zgłaszali się do nich studenci, którzy nie dostali się na studia państwowe. Teraz, gdy na uczelniach państwowych jest mnóstwo wolnych miejsc, przyszli studenci rezygnują z uczelni prywatnych, na których wszystkie kierunki nawet na studiach stacjonarnych są płatne.

Uczelnie szukają więc wszelkich sposobów na przetrwanie. Jednym z nich mają być fuzje. Wyższa Szkoła Zarządzania i Nauk Społecznych w Tychach prowadzi rozmowy o przyłączeniu do Krakowskiej Akademii. Natomiast z powodu małej liczby chętnych założyciele Wyższej Szkoły Handlowej w Krakowie zrezygnowali z uprawnień do kształcenia. Dotychczasowi studenci mają kontynuować naukę w Wyższej Szkole Zarządzania i Bankowości.

Arkadiusz Maciejowski

[email protected]

Brak studentów nie łączy uczelni

Publiczne uczelnie z Małopolski nie chcą się łączyć w obliczu niżu demograficznego. Prywatne szkoły wyższe wolą przejmować upadłe placówki pod swój szyld lub szukać studentów za granicą.

1 października Wyższa Szkoła Bankowa we Wrocławiu połączyła się z Wyższą Szkołą Zarządzania i Finansów we Wrocławiu. Do Wyższej Szkoły Bankowej w Poznaniu zostanie włączona Wyższa Szkoła Ekonomiczno-Turystyczna w Szczecinie.

- To pierwszy tego typu proces w sektorze uczelni niepublicznych - informuje Paweł Zygarłowski, prezes Centrum Rozwoju Szkół Wyższych TEB Akademia. - Niewykluczone, że za dwa, trzy lata brak kandydatów na studia zmusi placówki państwowe do podobnych działań - dodaje.

Przedstawiciele największych krakowskich uczelni zapewniają, że nie zamierzają w najbliższym czasie iść w ślady prywatnych placówek. - Uniwersytet Jagielloński nie planuje połączenia się z innym uniwersytetem. W ubiegłym roku mieliśmy 46 tysięcy studentów, w tym roku 54 tysiące - zapewnia o dobrej kondycji najstarszej polskiej uczelni Katarzyna Pilitowska, rzecznik UJ.

Akademia Górniczo-Hutnicza również nie obawia się "demograficznego tsunami", chwaląc się rosnącą z roku na rok liczbą kandydatów na studia.

- Niż demograficzny nas nie dotyka. Jesteśmy przygotowani do konkurowania na rynku edukacyjnym znakomitą ofertą dydaktyczną - zapewnia Małgorzata Syrda-Śliwa, rzecznik Politechniki Krakowskiej.

Optymizm nie opuszcza także przedstawicieli uczelni prywatnych. Tutaj widać jednak działania zmierzające do zdobycia większej liczby studentów. - Planujemy uruchomienie Wydziału Zamiejscowego w Tychach na bazie istniejącej tam Wyższej Szkoły Zarządzania i Nauk Społecznych im. ks. Emila Szramka - informuje Anna Cieślak z Krakowskiej Akademii im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego.

Dodaje, że po uzyskaniu uprawnień ministra nauki i szkolnictwa wyższego do prowadzenia w wydziale zamiejscowym studiów I stopnia na kierunkach: administracja, bezpieczeństwo wewnętrzne, pedagogika i zarządzanie, WSZiNS zostanie postawiona w stan likwidacji.

- Studenci uczący się na wymienionych kierunkach będą mogli ubiegać się o kontynuowanie studiów na takich samych zasadach jak dotychczas - zapewnia.

Akademia szuka również studentów za granicą. - W tym roku podczas rekrutacji pozyskaliśmy ponad 500 osób, m.in. z Ukrainy, Turcji, Stanów Zjednoczonych czy Francji - wymienia Anna Cieślak.

Wyższa Szkoła Zarządzania i Bankowości w Krakowie chciała przejąć studentów Wyższej Szkoły Handlowej, która ze względu na zbyt niską liczbę kandydatów na studia zakończyła w tym roku działalność. Rektor WSZiB zapewnił przyszłym handlowcom miejsce na swojej uczelni. Z zaproszenia skorzystało jednak tylko 24 studentów.

Dlaczego krakowskie uczelnie nie chcą się łączyć w obliczy niżu demograficznego?

- W takiej sytuacji placówki cieszące się uznaniem boją się utraty tożsamości i zmian - twierdzi Paweł Zygarłowski. Dodaje, że argumentem przeciwko połączeniom jest pojawiający się wtedy problem zwolnień pracowników.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze 7

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

j
ja
Pan ZIBI ma absolutną rację ....ubędzie tego motłochu
x
xp
pan Zibi ma racje.
N
Nervosol
Kup pan sobie coś na uspokojenie, panie zibi.
M
Marek M Sewinski
Krakow niech sie nie przejmuje.Dziury w niebie nie bedzie,a likwidacja jakis smiesznych kierunkow studiow przywola jedynie wzgledna normalnosc.Natomiast ci wiejscy medrcy-profesorowie niech wroca na "ojcowizne" i wezma sie za jakies uczciwe zajecie.Problem Krakowa to nie mniejsza lub wieksza liczba studentow tylko przerost administracji i nieudolne zarzadzanie.
Z
Zbigi
Dobrze, że ubędzie studentów, gdyż ich jest zbyt dużo. Ta banda, hołota powoduje tłok w autobusach, dewastację taboru, tłok w mieście, nocne hałasy, "zakrapiane" imprezki i t. p. Poza tym studenci to kandydaci na bezrobotnych (zwłaszcza po kierunkach humanistycznych). Kraków jest przeludniony więc ogromna liczba studentów napewno nie ułatwia życia mieszkańcom oraz powoduje wzrost zagrożenia epidemiologicznego.
O
Obywatel
Na co następnym razem zwali się winę za katastrofę budżetu Krakowa? Na łamach Dziennika Polskiego czytaliśmy już, że to wina: a) gapowiczów w tramwajach, b) zaległości czynszowych, c) niżu demograficznego. Ciekawe, dlaczego "dziennikarze" nie widzą albo widzieć nie chca, jak Majchrowszyzna i Platforma rządzace do spółki w Krakowie wyrzucają pieniadze w błoto.
d
dobry kierunek
Zrujnuje? A może ceny nieruchomości wrócą do normalnych cen. Mieszkanie wynajmuje trzech, a mieszka sześciu. Podzielą się kosztami i mieszkają prawie za darmo, a inni muszą płacić horrendalne czynsze.
Wróć na dziennikpolski24.pl Dziennik Polski
Dodaj ogłoszenie