Noce i dnie Ziemi Miechowskiej we „Dworze w Jabłonowym Sadzie”

Magdalena Uchto
Marta i Ireneusz Trybulcowie organizują „Noce i Dnie” FOT. MAGDALENA UCHTO
Ludzie. Dzięki Marcie i Ireneuszowi Trybulcom powstało miejsce, w którym historia i muzyka tworzą wyjątkowy klimat.

Grzymałów to niewielka miejscowość w gminie Słaboszów. To właśnie tu Marta i Ireneusz Trybulcowie zapraszają na „Noce i dnie Ziemi Miechowskiej”. W „Dworze w Jabłoniowym Sadzie” – wraz z aktorami – odkrywają przed mieszkańcami powiatu miechowskiego i gośćmi kolejne karty pamiętników Kazimierza Girtlera.

– Bardzo chcielibyśmy wydać te pamiętniki. Myślimy też o zorganizowaniu izby poświęconej Girtlerowi. Jednym z pomysłów jest utworzenie szlaku literackiego, który mógłby biec przez miejscowości opisywane przez pamiętnikarza – mówi Marta Trybulec.

Początki

Marta i Ireneusz Trybulcowie to muzycy zespołu „Camerata Cracovia”. Choć są związani z Krakowem, to jednak od 2000 roku, kiedy kupili obiekt w Grzymałowie, to miejsce stało się ich drugim domem. Był to budynek po dawnej szkole. Jego remont rozpoczęli w 2005 roku. Cykl „Noce i dnie Ziemi Miechowskiej” zainaugurowali w 2008 roku.

Pomysł

Ten pojawił się podczas jednego ze spotkań w Galerii Sztuki „U Jaksy”. – Mąż poszukiwał informacji, tekstów o miejscowościach w tym terenie, do których przyjeżdżał od urodzenia. I przy herbatce Stanisław Piwowarski powiedział: „A może coś będzie u Girtlera?”. Zanotowaliśmy to nazwisko, a Ireneusz zaczął drążyć temat. Okazało się, że Kazimierz Girtler był znanym miechowskim pamiętnikarzem. Jego teksty mąż znalazł w bibliotece Polskiej Akademii Nauk. Te pamiętniki są wielką spuścizną dla ziemi miechowskiej – podkreśla Marta Trybulec.

Praca z tekstami Girtlera jest sporym wyzwaniem. Ale Ireneusz Trybulec je podjął. Jako ten, który uprawia muzykę dawną, ze starodrukami ma do czynienia. Dzięki tej pracy od sześciu lat mnóstwo ludzi przyjeżdża do Grzymałowa, by posłuchać ciekawych historii o codzienności ludzi mieszkających w podmiechowskich miejscowościach w XIX wieku.

Artyści

Kalina Mała, Kalina Wielka, Zarogów, Święcice, Poradów, Miechów, Raszówek – m.in. te wioski i ich mieszkańców opisał Kazimierz Girtler. A teksty o nich przeczytali m.in. Edward Lubaszenko, Jerzy Trela, Krzysztof Globisz, Jerzy Zelnik, Krzysztof Górecki, Jan Korwin Kochanowski. Czytaniu fragmentów pamiętników towarzyszyły koncerty.

Niedziela

W tę ostatnią, za sprawą Marty Trybulec i Krzysztofa Góreckiego, można się było przenieść do XIX–wiecznego Raszówka. To o nim Girtler pisał, że „do zgiełku się nie miesza”. Dzięki tekstom można było poznać ciekawostki z życia rodziny Jastrzębskich. – Rodzina ta znalazła się tutaj za sprawą związku małżeńskiego, zawartego około 1830 roku między Janem Jastrzębskim i córką Antoniego Michal­cze­w­s­kiego, Marianną. Girtler był bardzo zaprzyjaźniony z owymi rodzinami z Raszów­ka. Mocno związany był z Piotrem Michalczewskim, kontaktował się z nim także później, gdy ten mieszkał w Kaczoro­wie pod Krakowem. Jastrzębscy przebywali w Raszówku do około 1896 roku, kiedy to syn Jana, Antoni Jastrzębski, utracił majątek w związku z zadłużeniem w Towarzystwie Kredytowym Ziemskim. Wieś ta znalazła się w rękach Jakuba-Gersza Srebrnego, obywatela narodowości żydowskiej, który od razu rozprzedał majątek – opowiada Ireneusz Trybulec.

Nie udało się – mimo wysiłków – odnaleźć potomków Jastrzębskich, a jedynymi pamiątkami z tamtych czasów są ich pomniki nagrobne na cmentarzu w Kalinie Wielkiej oraz odszukane w albumie rodziny Dąmbskich dwie archiwalne fotografie: żony Antoniego Jastrzębskiego z dzieckiem na ręku oraz pochodzącego z Ra­szówka Piotra Micha­l­czewskiego. Kilka dokumen­tów związanych z Ra­­szów­­kiem, a otrzymanych od Jas­t­rzębskich, Girtler wkleił do rękopisu swoich pamiętni­ków znajdujących się w Bibliotece PAU i PAN w Krakowie.

– Niech nam się udzieli nastrój przeszłości – zachęcał zebranych Ireneusz Trybulec. Dla niego spotkanie miało wymiar także osobisty. Uczestniczył w nim bowiem jego ojciec, Witold Trybulec, pochodzący właśnie z Raszówka. – Jeździliś­my z siostrą tam na wakacje, pracując przy żniwach – wspo­mi­nał.

Teksty z pamiętników były przeplatane muzyką. Tym razem w wyjątkowym koncercie można było usłyszeć 11-letniego wiolonczelistę, Krzysztofa Michalskiego z Tarnobrzega. Akompaniowała mu Anna Dzierżak.

Od początku imprezę organizowaną w dworze wspiera miechowskie starostwo. – Tekstami czytanymi podczas spotkań wchodzimy do dworów, chłopskich zagród, poznajemy życie wiosek. To jedyna tego typu inicjatywa w powiecie. A bardzo duża frekwencja świadczy o tym, że spotkania z tekstami Girtlera są potrzebne – podkreśla starosta Marian Gamrat.

Dwór

„W tym dworze sprzęty i bibeloty tchną sentymentem minionych lat. A samo miejsce i Gospodarze nastrojem swoim oraz klimatem tworzą ciekawy, niepowtarzalny świat” – to jeden z wpisów do księgi gości. I wyjątkowo dobrze oddaje klimat tego miejsca. Kominek, meble, suszone kwiaty, świece sprawiają, że muzyka i teksty brzmią tu zupełnie inaczej. A ogród zachęca do spacerów. I zapewne to wszystko sprawia, że są osoby, które chętnie zatrzymują się w urządzonych we dworze pokojach gościnnych.

Plany

Marta i Ireneusz Trybulcowie chcieliby znaleźć fundusze na wydanie pamiętników Kazimierza Girtlera. Na razie się to nie udało, mimo składanych wniosków o dofinansowanie. Tomy dotyczące ziemi miechowskiej pozostają w rękopisie. Opublikowano jedynie te o Krakowie i kilku miejscowościach w jego pobliżu.

Napisz do autora:
magdalena.uchto@dziennik.krakow.pl

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

O
Ordynat

Jeszce gdyby jak dawniej te chamy chłopy na nas pracowali byłoby normalnie. A tu chamstwo się rozpanoszyło komuchy zlikwidowały analfabetyzm, reforma rolna, zamiast do Paryża na wsi żyć zostało.

Dodaj ogłoszenie