Nowa Huta od kuchni

PP
Stanisław Karpierz, który w latach 60. kierował OZR (Oddziałem Zaopatrzenia Robotniczego), organizował posiłki dla 30 tysięcy mężczyzn i kobiet, którzy pracowali na trzech zmianach. W tym czasie na terenie kombinatu było 14 stołówek, 13 barów i 38 kiosków detalicznych, w których realizowano przydziały na żywność. Mięso kroiło się piłą mechaniczną, a tony ziemniaków przywożono pociągami.

Fot. Anna Kaczmarz

LUDZIE. Było już o junakach i murarzach, o kobietach, które rozsławiły Nową Hutę, teraz będzie o człowieku, który karmił robotników z kombinatu

- Huta była traktowana priorytetowo, ale jedzenia ciągle było za mało. Dla wielu osób to był jedyny ciepły posiłek w ciągu dnia - stwierdza Stanisław Karpierz.

I jakby to było wczoraj, widzi jak pół godziny przed wydawaniem dań (tj. "posiłków regeneracyjnych") na korytarzach ustawiają się długie kolejki. Robotnicy wołają, że są głodni, biją hełmami o ziemię, ale kierownik Karpierz panuje nad sytuacją: będzie dzisiaj zupa z wkładką (z kawałkiem pasztetowej, boczkiem lub kiełbasą), będą też klepane (kotlety) i fasolka. A jak do Huty im. Lenina zajechać mieli dygnitarze, to wiadomo było o tym przynajmniej tydzień wcześniej. Menu zatwierdzał Komitet Wojewódzki PZPR, ale nowości specjalnych nie było. W skrócie można powiedzieć, że władza jadła to, co i lud.

- Był u nas brat Chruszczowa, Gierek, Cyrankiewicz. Najbardziej lubili mięso - kaszankę, salceson, pasztetową i kiełbasę wiejską. Ale nie jedli dużo, bo głodni przecież nie byli - kwituje kierownik.

Praca nie miała końca, bo kiedy odjechali dygnitarze ze świtą i zwinięto już czerwone dywany, to okazało się, że nadciąga Hutnicze Przedsiębiorstwo Remontowe z Katowic (cztery tysięcy pracowników), żeby naprawić wielki piec. O przygotowanie dla nich posiłków i kwater Stanisław Karpierz walczył ponad miesiąc, żeby niczego nie zabrakło. Z sentymentem wspomina także największe imprezy kulinarne w kombinacie, o których głośno było w całym Krakowie - sylwestry na 700 osób. A wtedy to na stołach były devolaje, pieczone szynki, sałatki...

Smakowite obiady, choć składające się z nieco innych dań, były specjalnością także nowohuckich gospodyń. Jerzy Kujawski "Szpinak" z NCK, dziś specjalista od biesiad i uczt, sięga pamięcią do rodzinnych posiłków i konsultuje ze znajomymi nowohucki jadłospis. W końcu stwierdza: - Jadło się klopsy i studzieninę albo trzęsawkę, czyli nóżki z drobiu w galarecie. Na przyjęciach sałatkę jarzynową z groszkiem "biała perełka". A do picia podawało się kawę zbożową z mlekiem - wylicza Szpinak i z przyjemnością wspomina ich smak.

Więcej o kulinarnej przeszłości Nowej Huty będzie można posłuchać dziś, o godz. 12. Przedsiębiorstwo Usług Socjalnych "HUT-PUS" (dziecko stołówek z kombinatu) zaprasza na os. Hutnicze 2, gdzie o Nowej Hucie od kuchni opowie m.in. Stanisław Karpierz.

(PP)

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie