NOWA WIEŚ. W Niwie Andrzej Tomala rozpoczynał przygodę jako zawodnik i trener i w niej ...zakończył

Jerzy Zaborski
<strong>Andrzej Tomala</strong> (w dresie, założone ręce) zdobył z Niwą także Puchar Polski w oświęcimskim podokręgu.
Andrzej Tomala (w dresie, założone ręce) zdobył z Niwą także Puchar Polski w oświęcimskim podokręgu. Fot. Jerzy Zaborski
Rozmowa z ANDRZEJEM TOMALĄ, który przez blisko dekadę był związany z Niwą Nowa Wieś jako trener, robiąc z nią trzy awanse.

Czy w Pana przypadku historia zatoczyła koło? Rozpoczynał Pan przygodę z piłką w klubie, z którego został Pan właśnie zwolniony...

Takie jest życie trenera. Nikt nie może być pewny stałej posady. Myślę, że w regionie zachodniej Małopolski, a może nie tylko, i tak jestem rekordzistą. Pracowałem z seniorami Niwy przez dziewięć lat. To szmat czasu. Zawsze będę miał sentyment do tego klubu.

Pamięta Pan swój początek w Niwie w roli szkoleniowca?

Trafiłem do Nowej Wsi w zimowej przerwie, grając jeszcze w czwartoligowym Pasjonacie Dankowice. Udało mi się jakoś godzić obowiązki w dwóch klubach, których drużyny występowały w różnych województwach. Jednak po wygraniu z Chełmkiem walki o mistrzostwo oświęcimskiej klasy A postawiłem już tylko na Niwę.

I to był chyba dobry wybór...
Trafiłem na dobry okres klubu, bo oprócz doświadczonych zawodników, jak Sebastian Kaczmarczyk, Sławek Tlałka, Mirek Dudzic, Łukasz Ryłko, że o sobie już nie wspomnę, pojawiła się grupa młodych utalentowanych chłopców. Wystarczy wspomnieć o Mariuszu Piskorku, Tomaszu Dubielu, Konradzie Bączku, czy Sebastianie Kajorze. To wszystko sprawiało, że doświadczenie w połączeniu głodnej sukcesu młodzieży napędzało zespół do kolejnych awansów.

A było ich potem jeszcze kilka...

W klasie okręgowej zatrzymaliśmy się na dwa lata. Awansowaliśmy do V ligi krakowsko-wadowickiej z drugiego miejsca, za Spójnią Osiek Zimnodół. To był wtedy szczebel pośredni pomiędzy IV ligą i „okręgówką”. Tutaj także występowaliśmy dwa lata. Potem był awans do IV ligi i pobyt w niej przez cztery sezony.

Można powiedzieć, że miał Pan doskonałe warunki do zdobywania doświadczenia w pracy trenera, rozpoczętej właśnie w Niwie.

Najlepszą weryfikacją trenerskiego warsztatu byłaby praca w innym klubie, w nowym środowisku. To jednak nie jest uzależnione tylko ode mnie. Trenerów jest przecież więcej niż klubów.
Wróćmy jednak do Niwy. W niej wszystko się przecież zaczęło.
W Nowej Wsi kopałem w piłkę do juniorów. Potem przeniosłem się BKS Bielsko-Biała, gdzie miałem możliwość sprawdzenia się w śląskiej lidze wojewódzkiej. Wróciłem do Niwy, która występowała w klasie okręgowej. Upomniało się o mnie jednak wojsko, ale - spełniając swój obowiązek wobec ojczyzny - także nie zerwałem z futbolem, mając możliwość grania w miejscowej drużynie, gdzie miałem jednostkę, na poziomie klasy okręgowej. Potem była Soła Kobiernice, Janina Libiąż, a od 1996 roku na dziesięć lat trafiłem do Pasjonata Dankowice.

Jak wspomina Pan ten okres przygody z futbolem w roli zawodnika?

Bardzo dobrze, bo Pasjonat był wtedy jednym z wiodących klubów w regionie. Dankowice położone są na granicy Małopolski i Śląska. Organizacja klubu i osiągane przez seniorów wyniki wzbudzały zazdrość okolicznych klubów. Pierwszy zespół był w czołówce grupy śląskiej IV ligi. Raz udało nam się awansować do III ligi. Spadliśmy z niej po roku, ale przynajmniej mogłem sobie pograć w doborowym towarzystwie zawodników. Wtedy w rezerwach Odry Wodzisław bramki strzegł Mariusz Pawełek, a w Rakowie Częstochowa mogłem w bezpośredniej rywalizacji zmierzyć się z Jackiem Krzynówkiem.

Na jakiej pozycji wówczas Pan występował?

Grałem zawsze w środku pomocy. W Pasjonacie moimi partnerami byli m.in. Adam Szlachta, Staszek Bochenek, już świętej pamięci, czy Jarosław Chowaniec. W miarę upływu lat byłem przesuwany do defensywy.

Najlepszy Pana mecz w barwach Pasjonata?

To nie było oficjalne spotkanie, lecz sparing, przeciwko wówczas ekstraklasowemu Hutnikowi Kraków. Prezes Pasjonata, Andrzej Sadlok, zapraszał zespoły z krajowej czołówki, a wtedy Hutnik był w ekstraklasie. W jego kadrze występowali wtedy m. in. Siergiej Szypowski, to w bramce, czy Waldemar Adamczyk. Wygraliśmy wtedy 3:2, a mnie udało się strzelić dwa gole.

FLESZ: Kiedy będzie wiosna? Zwierzęta dają sygnały.

Wideo

Materiał oryginalny: NOWA WIEŚ. W Niwie Andrzej Tomala rozpoczynał przygodę jako zawodnik i trener i w niej ...zakończył - Gazeta Krakowska

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3