"Nowe otwarcie"? Ale na co?

Redakcja
To już trzecie podejście rządu Platformy Obywatelskiej do przebudowy w ochronie zdrowia.

Pierwsze zakończyło się samowycofaniem złożonych w Sejmie projektów, które okazały się łudząco podobne do tych pozostawionych w ministerialnych szufladach jeszcze przez prof. Religę. Drugie zakończyło się vetem Prezydenta. Trzecie właśnie zapowiedziała minister Ewa Kopacz. Podobno nad "nowym otwarciem", czyli nowym pakietem ustaw, ministerstwo pracuje już od roku. Niestety, założeń tych projektów nie konsultowano ani z Naczelną Rada Lekarską, ani ze związkami zawodowymi, ani z licznymi stowarzyszeniami działającymi w ochronie zdrowia. Kto więc pisze te ustawy? Od czasów AWS, której rząd wprowadził system ubezpieczeniowy, kolejne ekipy przychodzą do władzy bez pomysłu na ochronę zdrowia i bez pomysłu odchodzą. SLD zlikwidował zdecentralizowany system Kas Chorych, zastępując go scentralizowanym i ociężałym NFZ i... to koniec. PiS wygrało wybory pod hasłem powrotu do idei finansowania ochrony zdrowia z budżetu, ale stanowisko ministra zdrowia powierzyło Zbigniewowi Relidze, który nie był zwolennikiem takiej kontrrewolucji. Na szczęście. Szczególnie dobrze widać to dziś w dobie gospodarczego kryzysu. Wydzielona z podatków składka na ubezpieczenie zdrowotne chroni środki na leczenie przed zakusami rządzących, poszukujących oszczędności, gdzie się da.

Pod rządami Platformy Obywatelskiej, po której można było spodziewać się bardziej liberalnego kursu, też nie widać zapowiadanych strukturalnych zmian. Ani "plan A", ani "plan B" - mające zatrzymać zadłużanie się polskich szpitali - właściwie nie weszły w życie, więc nawet trudno stwierdzić, czy były krokiem we właściwym kierunku. Na skutek spowolnienia w gospodarce, spadła ilość pieniędzy, jakimi dysponuje NFZ. Minister zdrowia usiłuje "uszczelnić" wpływy środkami z KRUS, walcząc o oderwanie wysokości rolniczej składki od niestabilnej ceny kwintala żyta. To brzmi nieomal jak wiadomość z Dziennika Telewizyjnego z czasów PRL. O bardziej realnych metodach uszczelniania systemu, czyli o dopłatach do świadczeń i Rejestrze Usług Medycznych, nawet się nie dyskutuje. O dodatkowych ubezpieczeniach ciągle się jedynie mówi, a o zwiększeniu składki ciągle mówią już tylko "ludzie systemu" ochrony zdrowia, bo premier najpierw podczas "Białego szczytu" obiecał zwiększenie składki, a potem zmienił zdanie i wygląda na to, że tej wersji będzie się trzymał.

Wracając do "nowego otwarcia", wiemy o nim na razie tylko tyle, że wiedza o jego zawartości jest niewielka. Pani minister chce forsować komercjalizację publicznych szpitali, czyli zanosi się na jakiś "plan C". Pacjenci mają otrzymać jednolite ceny leków we wszystkich aptekach, co ma zakończyć kosztowną dla systemu promocję leków za 1 grosz, ale może też zlikwidować konkurencję. No i wisienka na torcie: zapłata za zabieg, oparta na wycenie punktowej, ma zależeć od badania satysfakcji pacjenta. Jeżeli satysfakcja będzie za mała, szpital otrzyma mniej pieniędzy z NFZ, przy czym długa kolejka, która do tej pory uchodziła za dowód niewydolności organizacyjnej i finansowej, ma teraz świadczyć o atrakcyjności placówki. Brzmi to tajemniczo, by nie powiedzieć dziwnie. Wstrzymując się z ostateczną oceną - do czasu opublikowania przez ministerstwo szczegółów - jednego możemy być pewni. Satysfakcja rządu będzie pełna, a opozycji zerowa. Oby satysfakcja pacjenta nie była taka... jak zwykle.

Andrzej Kaczmarczyk

Autor jest redaktorem portalu Medycyna Praktyczna (www.mp.pl).

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie