Nowiutkie autko

Redakcja
- Co pan taki zmęczony dzisiaj? - zainteresowała się Gospodyni, patrząc na nieszczególną fizjonomię Nauczyciela.

Barbara Rotter-Stankiewicz: SALON POD GRUSZĄ

- Bo od miesiąca po nocach siedzę w Internecie, a popołudniami i w weekendy jeżdżę po całej okolicy w promieniu 50 kilometrów - wydusił Nauczyciel. - A do pracy w końcu też trzeba chodzić...

- To chyba normalne - zauważył Urzędnik. - Ale po co pan tak Małopolskę zwiedza? No i ten Internet po nocach też jakoś do pana nie pasuje...

- To wszystko przez samochód, a raczej przez to, że się psuje. Ma już swoje lata i trzeba pomyśleć o nowym. To znaczy o starym, używanym, ale nowszym, niż ten, co mamy. Zdecydowaliśmy się, że kupimy jakiś nieduży, 2-4 letni - opowiadał Nauczyciel.

- I co pan w końcu kupił? - chciała wiedzieć Gospodyni.

- Nic. Przynajmniej do tej pory. Kiedyś mój przyjaciel kupił używanego peugouta - zdawało mu się, że Pana Boga za nogi złapał. Wszystko było cacy, a za trzy miesiące silnik musiał dać do remontu i drugie tyle kasy w auto wpakował. Wtedy sobie przyrzekł, że już nigdy się nie nabierze: najpierw auto musi mechanik zobaczyć. No i zaraził mnie tą ideą - tłumaczył Nauczyciel.

- Nie szkoda panu pieniędzy na taki przegląd? Przecież wszystko jest w papierach, a jak przez komis sprzedawane, to jakaś gwarancja chyba jest...- niepewnie powiedziała Gospodyni.

- Tak się tylko naiwnym wydaje! Stało sobie na przykład w komisie takie roczne cudeńko - kia picanto. Wprawdzie sprowadzone z zachodu, ale bezwypadkowe, za dobrą cenę. Sprzedawca rozwiewał moje wątpliwości: Co takie nowiutkie autko mogło w życiu widzieć? Prawie byłem zdecydowany, ale jednak pojechałem do przeglądu i okazało się, że autko widziało niejedno - całą blachę ma robioną od spodu! - opowiadał Nauczyciel.

- No to miał pan wyjątkowego pecha - zauważył Urzędnik.

- Chyba rzeczywiście, bo z trzema następnymi kandydatami na mój samochód było podobnie. W jednym licznik kilometrów "był zepsuty", w drugim - drzwi i zderzaki wymieniane, trzeci coś z poduszkami powietrznymi miał nie tak - wyliczał Nauczyciel. - A już z reguły, jak było napisane, że "pierwszy właściciel", to się okazywało, że na terenie Polski. Bo przecież jakiś Niemiec, Francuz albo Włoch, który wcześniej tym samochodem jeździł, to się zdaniem tych handlarzy nie liczy.

- No dobrze, a jak wychodziło na jaw, że sprzedawca kantuje, to co? - dopytywała się Gospodyni. - Jakoś się tłumaczył?

- Ale gdzież tam! Po prostu nie reagował. Nawet nie próbował mówić, że nie wiedział, jaki to "bezwypadkowy" egzemplarz. W końcu trafi na jakiegoś naiwniaka i się szmelcu pozbędzie - stwierdził Nauczyciel. - A to, że oszukuje, kombinuje, kłamie to normalne, bo jego zdaniem właśnie polega handel!

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie