reklama

Nowy przemysł

RedakcjaZaktualizowano 
W dawnych, normalnych czasach, człowiek pisał pracę naukową - i, jeśli praca ta była na właściwym poziomie, otrzymywał doktorat albo magisterium. Przy czym tytuły te były konkurencyjne: nie było się "doktorem" czy "licencjatem" - lecz "doktorem biologii z Oksfordu", doktorem ekonomii z (he-he-he...) "London School of Economics", lub licencjatem (hi-hi-hi-hi) Sorbony (jak niezbyt świętej pamięci Saloth Sar (ksywka: "Pol Pot").

Janusz Korwin-Mikke: NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ

Na nadawaniu doktoratu pojawiali się przeciwnicy doktoranta (i jego promotora) np. z Cambridge, którzy na tych pracach nie zostawiali suchej nitki, dając do zrozumienia, że u nich, w Cambridge, za taką pracę wywalało się faceta z drugiego roku. No, ale doktorat przyznawał - albo nie - uniwerek w Oksfordzie
Tak wyglądało normalne życie naukowe.
Dziś jest dokładnie odwrotnie.
Dziś nie pisze się prac naukowych, za które, niejako przy okazji, otrzymywało się magisterium lub doktorat. Dziś pisze się prace "magisterskie" lub "doktorskie" po to, by dostać ten papierek - a praca przypadkiem może być naukowa. Czasem nawet jest.
(Tak przy okazji: najniższym tytułem naukowym jest od ćwierć wieku "doktor". "Magister" w ogóle nie jest tytułem chronionym prawnie!)
Podsumowując: dziś celem tzw. "pracownika naukowego" (nie mylić z "uczonym"!) nie jest rozwiązanie lub postawienie jakiegoś problemu - lecz uzyskanie papierka. Papierek nie jest przydzielany przez konkurujące ze sobą uczelnie, lecz gwarantowany przez państwo. A państwo - wiadomo: jak za coś się weźmie, to musi spieprzyć.
Nauka, po jej upaństwowieniu, w praktyce przestała się rozwijać, a w niektórych krajach w ogóle istnieć. Owszem: ludzi biorących pensje jako "pracownicy nauki" żyje w tej chwili pięć razy więcej, niż uczonych przez cały czas historii Ludzkości - ale ilość nie przechodzi w jakość. Bo jest oczywiste, że łatwiej uzyskuje się doktorat, pisząc pracę wtórną, niż rozwiązując realny problem.
Tytuły w konsekwencji straciły jakąkolwiek wartość (poza, oczywiście, upoważnieniem do zajmowania posad w reżymowych uczelniach). Trudno się więc dziwić, że - jak donosi portal "Wirtualna Polska" - powstał cały przemysł produkujący na zamówienie prace magisterskie (za ok. 1500 zł) czy doktorskie (za 10.000 zł). Rozbawiło mnie zwłaszcza to, że "prace licencjackie" liczą ok. 60 stron - a "doktorskie" ok. 500 stron. Co jest najlepszym dowodem, że prace te nie mają NIC wspólnego z nauką - gdyż wartość pracy nie ma najmniejszego związku z liczbą stron, na których się je opisze! Może być doktorat na pół stroniczki - a nawet na kilkanaście linijek!
Nie rozumiem tylko, po co ludzie tak się męczą i ryzykują. W USA istnieją (i ogłaszają się w sieci) uczelnie, na których za 500 dolarów wydają legalnie dowolny dyplom, pięknie oprawiony w ramki...

Zima 30-lecia w Polsce, zasypie nas śnieg

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3