O zwycięstwach, nie klęskach, czyli optymistyczna wersja historii Polski

Paweł StachnikZaktualizowano 
Michael Morys-Twarowski ze swoją książką
Michael Morys-Twarowski ze swoją książką Fot. Paweł Stachnik
SYLWETKA. - Nie lubię, gdy naszą historię sprowadza się do klęsk i do hasła „Polacy walczyli jak nigdy, ale przegrywali jak zawsze”. Postanowiłem więc sięgnąć do czasów, gdy zwykle wygrywaliśmy - mówi Michael Morys-Twarowski, historyk urodzony w Australii.

W XVI i XVII wieku Rzeczpospolita była prawdziwym mocarstwem. Rozciągała się od Morza Bałtyckiego do Morza Czarnego i od Śląska po Wiaźmę. W okresie swojego największego zasięgu terytorialnego liczyła prawie milion kilometrów kwadratowych. To jednak nie wszystko - w różnych momentach historii Polacy władali krócej lub dłużej: Berlinem, Pragą, Kijowem, Szwecją, Moskwą, a nawet wyspami Tobago (w Ameryce Południowej) i Kunta Kinte (w Afryce) Ten niezwykły rozwój terytorialny Polski opisuje w swojej książce „Polskie imperium” urodzony w Australii absolwent i doktor Uniwersytetu Jagiellońskiego Michael Morys-Twarowski.

O tym, jak wygrywaliśmy

-Nie lubię, gdy naszą historię sprowadza się do klęsk i do hasła „Polacy walczyli jak nigdy, ale przegrywali jak zawsze”. Postanowiłem sięgnąć do czasów, gdy zwykle wygrywaliśmy, Polska była potęgą, a inne narody garnęły się pod jej skrzydła. Napisałem książkę optymistyczną - mówi Michael.

Zwraca też uwagę, że dzięki swoim życiowym losom mógł spojrzeć na polską historię z zewnątrz. Po pierwsze urodził się w Australii, dokąd jego rodzice wyemigrowali w latach 80. Do Polski wrócili na początku lat 90., gdy Michael miał sześć lat. Po drugie zaś, zamieszkali w Cieszynie, które to miasto jako część Śląska Cieszyńskiego przez wiele lat pozostawało poza granicami Rzeczpospolitej. - Nazwałem to „patrzeniem przez płot”, bo Rzeczpospolita Obojga Narodów z punktu widzenia Śląska Cieszyńskiego była odrębnym państwem. To daje mi większy dystans wobec opisywanego zagadnienia - mówi.

O czym właściwie jest „Polskie imperium”, ze znaczącym podtytułem „Wszystkie kraje podbite przez Rzeczpospolitą”? Autor opisał w nim ekspansję terytorialną dawnej Polski, która z niewielkiego kraju w dorzeczu Warty i Odry przekształciła się z czasem w potężne państwo. „Z kim graniczyła Polska?” - pyta autor. I odpowiada: „Z kim chciała”.

Morys-Twarowski podkreśla, że polskie imperium - inaczej niż imperia brytyjskie, hiszpańskie czy rosyjskie - w większości nie powstało w drodze podboju, lecz dobrowolnego połączenia się (lub przyłączenia) sąsiednich terytoriów. Forma ustrojowa Rzeczpospolitej - republika, w której szlachta cieszyła się dużymi przywilejami, panowała wolność religijna, a władza króla słaba - była atrakcyjna dla elit krajów sąsiednich.

- Stosując dzisiejsze kryteria można powiedzieć, że były to mocno rozbudowane prawa obywatelskie. Polska szlachta mówiła do sąsiadów: „Bądźcie z nami, to będziecie się mieć naprawdę świetnie” - tłumaczy autor.

Konflikty były rzadkością

Jako przykład podaje księstwo Kurlandii i Semigalii powstałe w dawnych inflanckich posiadłościach Zakonu Krzyżackiego. Państwo to, zamieszkałe przez luterańską, niemiecką szlachtę, chciało być częścią Rzeczpospolitej i pozostawało jej wierne przez długie lata. Inny przykład to Prusy Książęce, których mieszkańcy od XVI w. uważali się za obywateli Polski, a nawet postulowali inkorporację do niej swojego kraju. Mało kto pamięta, że drugim największym miastem Rzeczypospolitej w XVI i XVII w. była Ryga, która w obliczu szwedzkiej inwazji w 1621 r. dochowała wierności Polsce i nie chciała otworzyć bram nieprzyjacielowi.

Ustrój Rzeczpospolitej był tak skonstruowany, że konflikty wewnętrzne były w nim rzadkością. Gdyby nie liczyć powstań kozackich, to w XVI i XVII w. w Polsce mieliśmy do czynienia tylko z dwoma rokoszami. Porównajmy to np. z Francją, która w XVI w. topiła się we krwi wojen religijnych. - Rzeczpospolita jawiła się więc jako państwo z klasą polityczną o dużej odpowiedzialności, potrafiącą stworzyć własną formułę politycznego egzystowania w dodatku atrakcyjną dla innych - podkreśla autor.

Ciekawostką przypomnianą w książce przez Michaela Morysa-Twarowskiego jest fakt przynależności wysp Tobago i Kunta Kinte do Kurlandii, będącej lennem Rzeczypospolitej. W XVII w. Kurlandczycy usiłowali zdobyć zamorskie kolonie, zajmując część Tobago i kolonizując Wyspę Świętego Andrzeja w zachodniej Gambii (od 2011 r. nosi ona nazwę Kunta Kinte, od bohatera popularnego niegdyś amerykańskiego serialu i powieści „Korzenie”). Tak oto dwie części Ameryki i Afryki stały się faktycznie częścią Rzeczypospolitej. Gdyby podejście władz Polski do tej sprawy było nieco inne, być może w podręcznikach czytalibyśmy o polskich koloniach za morzami…

„Polskie imperium” spotkało się z dużym zainteresowaniem czytelników i mediów. Ukazało się sporo recenzji, a autor udzielił wiele wywiadów. - Warto pamiętać o tych wspaniałych momentach polskiej historii. Trzeba przypominać zwycięstwa i triumfy, a nie skupiać się na klęskach. Amerykanie nie kręcą filmów o tym jak Brytyjczycy spalili im Biały Dom na początku XIX w., tylko o swoich zwycięstwach w kolejnych wojnach - podkreśla pisarz.

Pijacy i złodzieje

Michael Morys-Twarowski urodził się w 1985 r. w Australii (stąd imię), wychowywał się w Cieszynie, dokąd jego rodzice wrócili po ponad dekadzie pobytu na drugiej półkuli. Ukończył prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim, a w międzyczasie zrobił licencjat z amerykanistyki. Potem podjął studia doktoranckie w Instytucie Historii UJ, gdzie napisał pracę poświęconą dziejom Śląska Cieszyńskiego.

Nadal związany jest z Instytutem Historii UJ, jako że kieruje projektem badawczym zatytułowanym „Wójtowie na Śląsku Cieszyńskim w latach 1864-1918”. W jego ramach powstaje słownik biograficzny cieszyńskich wójtów, a także monografia ukazująca kształtowanie się samorządu gminnego na tym terenie.

- W ówczesnej prasie odnajduję nekrologi wójtów, z których wynika, że zmarły był światłym człowiekiem i zasłużonym działaczem troszczącym się o swoją wspólnotę. Tymczasem z pamiętników często można wyczytać, że w rzeczywistości był pijakiem i złodziejem - śmieje się autor.

Zdarzały się bójki z udziałem wójtów, jeden z nich po pijanemu utopił się w rzece, a w okresie walk polsko-czeskich w latach 1918-1920 dom jednego z nich wysadzić w powietrze chciała czeska bojówka. Potem jednak okazało się, że to nie bojówka, tylko pewna obrażona na niego gaździna...

Badacz współpracuje też z przygotowywanym i wydawanym w Krakowie Polskim Słownikiem Biograficznym. - Byłem na piątym roku studiów, gdy powstawał tom z literą S. Wszyscy cieszyńscy historycy, którzy pisywali do PSB już nie żyli, a młodzi nie byli zainteresowani - opowiada Michael.

Poszedł więc do redakcji słownika i zapytał, czy nie mógłby czegoś napisać. Zaproponował księżnę śląską Sydonię Katarzynę. - Redaktor naczelny prof. Andrzej Romanowski stwierdził, że ważny jest mój warsztat historyczny, a nie formalne wykształcenie i zaprosił do współpracy. Od tego czasu w każdym tomie PSB od sześciu lat są jakieś cieszyńskie biogramy mojego autorstwa. Bardzo sobie to cenię - kończy Michael.

Król Madagaskaru

Autor przymierza się też do kolejnej popularnonaukowej książki. Od kilku lat zbiera materiały do biografii Michała Dzierżanowskiego. Był to XVIII-wieczny konfederat barski, podróżnik, żołnierz i awanturnik. Służył we francuskim wojsku, także w Indiach. Przebywał w brytyjskiej niewoli, uciekał przed portugalską inkwizycją. Był też podobno korsarzem na Oceanie Indyjskim. W drodze powrotnej do Europy zbadał wybrzeża Martyniki. Ścigany przez flotę brytyjską miał wylądować na Madagaskarze, gdzie tubylcy obwołali go swoim królem. Po powrocie do Polski przystąpił do konfederacji barskiej i został komendantem Krakowa. Po rozbiorach osiadł w Wiedniu, gdzie udawał alchemika. W swoich pamiętnikach wspomina go Casanova.

- Fantastyczna postać, w której przygody nikt nie wierzył. Polski baron Münchhausen, tyle że jego przygody były prawdziwe - mówi Morys-Twarowski. Trzy lata temu opublikował o nim artykuł w „Zeszytach Naukowych Uniwersytetu Jagiellońskiego”. Cały czas zbiera materiały do jego biografii.

- W Londynie znalazłem dokumenty na temat okrętu, którym płynął, gdy dostał się do brytyjskiej niewoli, a także niepodpisaną mapę Martyniki, która być może wyszła spod jego ręki. Może jakiś grafolog mógłby ją porównać z listami Dzierżanowskiego przechowywanymi w archiwum na Wawelu - sugeruje autor.

Za jakiś czas więc będziemy mogli przeczytać książkę o Michale Dzierżanowskim, polskim baronie Münchhausenie i królu Madagaskaru, barwnej ale zapomnianej postaci naszych XVIII-wiecznych dziejów.

">

polecane: Flesz - e-papieros zagraża zdrowiu

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 1

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

s
szwanceneger xd

gowno prawda.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3