O zwycięstwach, nie klęskach, czyli optymistyczna wersja...

O zwycięstwach, nie klęskach, czyli optymistyczna wersja historii Polski

Paweł Stachnik

Dziennik Polski 24

Aktualizacja:

Dziennik Polski 24

SYLWETKA. - Nie lubię, gdy naszą historię sprowadza się do klęsk i do hasła „Polacy walczyli jak nigdy, ale przegrywali jak zawsze”. Postanowiłem więc sięgnąć do czasów, gdy zwykle wygrywaliśmy - mówi Michael Morys-Twarowski, historyk urodzony w Australii.
Michael Morys-Twarowski ze swoją książką

Michael Morys-Twarowski ze swoją książką ©Fot. Paweł Stachnik

W XVI i XVII wieku Rzeczpospolita była prawdziwym mocarstwem. Rozciągała się od Morza Bałtyckiego do Morza Czarnego i od Śląska po Wiaźmę. W okresie swojego największego zasięgu terytorialnego liczyła prawie milion kilometrów kwadratowych. To jednak nie wszystko - w różnych momentach historii Polacy władali krócej lub dłużej: Berlinem, Pragą, Kijowem, Szwecją, Moskwą, a nawet wyspami Tobago (w Ameryce Południowej) i Kunta Kinte (w Afryce) Ten niezwykły rozwój terytorialny Polski opisuje w swojej książce „Polskie imperium” urodzony w Australii absolwent i doktor Uniwersytetu Jagiellońskiego Michael Morys-Twarowski.

O tym, jak wygrywaliśmy


-Nie lubię, gdy naszą historię sprowadza się do klęsk i do hasła „Polacy walczyli jak nigdy, ale przegrywali jak zawsze”. Postanowiłem sięgnąć do czasów, gdy zwykle wygrywaliśmy, Polska była potęgą, a inne narody garnęły się pod jej skrzydła. Napisałem książkę optymistyczną - mówi Michael.

Zwraca też uwagę, że dzięki swoim życiowym losom mógł spojrzeć na polską historię z zewnątrz. Po pierwsze urodził się w Australii, dokąd jego rodzice wyemigrowali w latach 80. Do Polski wrócili na początku lat 90., gdy Michael miał sześć lat. Po drugie zaś, zamieszkali w Cieszynie, które to miasto jako część Śląska Cieszyńskiego przez wiele lat pozostawało poza granicami Rzeczpospolitej. - Nazwałem to „patrzeniem przez płot”, bo Rzeczpospolita Obojga Narodów z punktu widzenia Śląska Cieszyńskiego była odrębnym państwem. To daje mi większy dystans wobec opisywanego zagadnienia - mówi.

O czym właściwie jest „Polskie imperium”, ze znaczącym podtytułem „Wszystkie kraje podbite przez Rzeczpospolitą”? Autor opisał w nim ekspansję terytorialną dawnej Polski, która z niewielkiego kraju w dorzeczu Warty i Odry przekształciła się z czasem w potężne państwo. „Z kim graniczyła Polska?” - pyta autor. I odpowiada: „Z kim chciała”.

Morys-Twarowski podkreśla, że polskie imperium - inaczej niż imperia brytyjskie, hiszpańskie czy rosyjskie - w większości nie powstało w drodze podboju, lecz dobrowolnego połączenia się (lub przyłączenia) sąsiednich terytoriów. Forma ustrojowa Rzeczpospolitej - republika, w której szlachta cieszyła się dużymi przywilejami, panowała wolność religijna, a władza króla słaba - była atrakcyjna dla elit krajów sąsiednich.

- Stosując dzisiejsze kryteria można powiedzieć, że były to mocno rozbudowane prawa obywatelskie. Polska szlachta mówiła do sąsiadów: „Bądźcie z nami, to będziecie się mieć naprawdę świetnie” - tłumaczy autor.

Konflikty były rzadkością

Jako przykład podaje księstwo Kurlandii i Semigalii powstałe w dawnych inflanckich posiadłościach Zakonu Krzyżackiego. Państwo to, zamieszkałe przez luterańską, niemiecką szlachtę, chciało być częścią Rzeczpospolitej i pozostawało jej wierne przez długie lata. Inny przykład to Prusy Książęce, których mieszkańcy od XVI w. uważali się za obywateli Polski, a nawet postulowali inkorporację do niej swojego kraju. Mało kto pamięta, że drugim największym miastem Rzeczypospolitej w XVI i XVII w. była Ryga, która w obliczu szwedzkiej inwazji w 1621 r. dochowała wierności Polsce i nie chciała otworzyć bram nieprzyjacielowi.

Ustrój Rzeczpospolitej był tak skonstruowany, że konflikty wewnętrzne były w nim rzadkością. Gdyby nie liczyć powstań kozackich, to w XVI i XVII w. w Polsce mieliśmy do czynienia tylko z dwoma rokoszami. Porównajmy to np. z Francją, która w XVI w. topiła się we krwi wojen religijnych. - Rzeczpospolita jawiła się więc jako państwo z klasą polityczną o dużej odpowiedzialności, potrafiącą stworzyć własną formułę politycznego egzystowania w dodatku atrakcyjną dla innych - podkreśla autor.

Ciekawostką przypomnianą w książce przez Michaela Morysa-Twarowskiego jest fakt przynależności wysp Tobago i Kunta Kinte do Kurlandii, będącej lennem Rzeczypospolitej. W XVII w. Kurlandczycy usiłowali zdobyć zamorskie kolonie, zajmując część Tobago i kolonizując Wyspę Świętego Andrzeja w zachodniej Gambii (od 2011 r. nosi ona nazwę Kunta Kinte, od bohatera popularnego niegdyś amerykańskiego serialu i powieści „Korzenie”). Tak oto dwie części Ameryki i Afryki stały się faktycznie częścią Rzeczypospolitej. Gdyby podejście władz Polski do tej sprawy było nieco inne, być może w podręcznikach czytalibyśmy o polskich koloniach za morzami…

„Polskie imperium” spotkało się z dużym zainteresowaniem czytelników i mediów. Ukazało się sporo recenzji, a autor udzielił wiele wywiadów. - Warto pamiętać o tych wspaniałych momentach polskiej historii. Trzeba przypominać zwycięstwa i triumfy, a nie skupiać się na klęskach. Amerykanie nie kręcą filmów o tym jak Brytyjczycy spalili im Biały Dom na początku XIX w., tylko o swoich zwycięstwach w kolejnych wojnach - podkreśla pisarz.

Pijacy i złodzieje

Michael Morys-Twarowski urodził się w 1985 r. w Australii (stąd imię), wychowywał się w Cieszynie, dokąd jego rodzice wrócili po ponad dekadzie pobytu na drugiej półkuli. Ukończył prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim, a w międzyczasie zrobił licencjat z amerykanistyki. Potem podjął studia doktoranckie w Instytucie Historii UJ, gdzie napisał pracę poświęconą dziejom Śląska Cieszyńskiego.

Nadal związany jest z Instytutem Historii UJ, jako że kieruje projektem badawczym zatytułowanym „Wójtowie na Śląsku Cieszyńskim w latach 1864-1918”. W jego ramach powstaje słownik biograficzny cieszyńskich wójtów, a także monografia ukazująca kształtowanie się samorządu gminnego na tym terenie.

- W ówczesnej prasie odnajduję nekrologi wójtów, z których wynika, że zmarły był światłym człowiekiem i zasłużonym działaczem troszczącym się o swoją wspólnotę. Tymczasem z pamiętników często można wyczytać, że w rzeczywistości był pijakiem i złodziejem - śmieje się autor.

Zdarzały się bójki z udziałem wójtów, jeden z nich po pijanemu utopił się w rzece, a w okresie walk polsko-czeskich w latach 1918-1920 dom jednego z nich wysadzić w powietrze chciała czeska bojówka. Potem jednak okazało się, że to nie bojówka, tylko pewna obrażona na niego gaździna...

Badacz współpracuje też z przygotowywanym i wydawanym w Krakowie Polskim Słownikiem Biograficznym. - Byłem na piątym roku studiów, gdy powstawał tom z literą S. Wszyscy cieszyńscy historycy, którzy pisywali do PSB już nie żyli, a młodzi nie byli zainteresowani - opowiada Michael.

Poszedł więc do redakcji słownika i zapytał, czy nie mógłby czegoś napisać. Zaproponował księżnę śląską Sydonię Katarzynę. - Redaktor naczelny prof. Andrzej Romanowski stwierdził, że ważny jest mój warsztat historyczny, a nie formalne wykształcenie i zaprosił do współpracy. Od tego czasu w każdym tomie PSB od sześciu lat są jakieś cieszyńskie biogramy mojego autorstwa. Bardzo sobie to cenię - kończy Michael.

Król Madagaskaru

Autor przymierza się też do kolejnej popularnonaukowej książki. Od kilku lat zbiera materiały do biografii Michała Dzierżanowskiego. Był to XVIII-wieczny konfederat barski, podróżnik, żołnierz i awanturnik. Służył we francuskim wojsku, także w Indiach. Przebywał w brytyjskiej niewoli, uciekał przed portugalską inkwizycją. Był też podobno korsarzem na Oceanie Indyjskim. W drodze powrotnej do Europy zbadał wybrzeża Martyniki. Ścigany przez flotę brytyjską miał wylądować na Madagaskarze, gdzie tubylcy obwołali go swoim królem. Po powrocie do Polski przystąpił do konfederacji barskiej i został komendantem Krakowa. Po rozbiorach osiadł w Wiedniu, gdzie udawał alchemika. W swoich pamiętnikach wspomina go Casanova.

- Fantastyczna postać, w której przygody nikt nie wierzył. Polski baron Münchhausen, tyle że jego przygody były prawdziwe - mówi Morys-Twarowski. Trzy lata temu opublikował o nim artykuł w „Zeszytach Naukowych Uniwersytetu Jagiellońskiego”. Cały czas zbiera materiały do jego biografii.

- W Londynie znalazłem dokumenty na temat okrętu, którym płynął, gdy dostał się do brytyjskiej niewoli, a także niepodpisaną mapę Martyniki, która być może wyszła spod jego ręki. Może jakiś grafolog mógłby ją porównać z listami Dzierżanowskiego przechowywanymi w archiwum na Wawelu - sugeruje autor.

Za jakiś czas więc będziemy mogli przeczytać książkę o Michale Dzierżanowskim, polskim baronie Münchhausenie i królu Madagaskaru, barwnej ale zapomnianej postaci naszych XVIII-wiecznych dziejów.

Komentarze (1)

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Autor komentarza nie dodał zdjęcia
lubiue ziemniaki

szwanceneger xd (gość)

Zgłoś naruszenie treści

gowno prawda.

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo