Objazdowa garbusomania

Redakcja
Dodaj komentarz:
Udostępnij:
Kolorowa kolumna garbusów, "ogórków", "bulików" jak wstęga wije się w górę, pod szczyt kopca Kościuszki. - Volkswagen garbus to coś więcej niż samochód - to styl życia, fascynacja. Każdego dnia garbusomania pochłania kolejne ofiary. Jej objawy to uzależnienie od niepowtarzalnego dźwięku silnika, zgrzytu skrzyni biegów, klekotania zaworów, przyspieszenia, które z potworną siłą wgniata w fotel - mówi Filip Habas z Bielska-Białej, jeden z uczestników II Ogólnopolskiego Zlotu Miłośników VW GarBusa, który podczas weekendu odbył się nad zalewem w Kryspinowie.

Dźwięk silnika, klekot zaworów, przyspieszenie...

   Pierwsze konkurencje uczestnicy zlotu (ponad 600 osób, 250 pojazdów) rozegrali już w piątek, m.in.: wyścigi rowerów wodnych, rzut kołem ratunkowym do celu, jazda na czas po crossowej trasie, najwolniejszy przejazd odcinka bez hamowania i zatrzymywania się. W sobotnie przedpołudnie sznur samochodów przejechał pod kopiec Kościuszki, gdzie odbyła się wyczerpująca konkurencja ciągnięcia garbusa pod górę. Następnie impreza powróciła nad zalew. Kolejne konkursy toczyły się na lądzie i w wodzie - rywalizowano w: pływaniu na garbusie ze styropianu (utrzymanie się na garbie dłużej niż 2 sekundy było nie lada wyczynem), przeciąganiu liny w wodzie, graffiti na garbie, struganiu ogórów (rzeźbienie w ogórku modeli samochodów), "garbozjadach" (jedzenie arbuzów na czas).
   Wśród samochodów uczestniczących w zlocie najwięcej było garbusów; pojawiło się kilka kabrioletów i samochodów nowszej generacji, ale przeważały - modne obecnie - modele starsze i tradycyjne. - Garbus zawsze był moim największym marzeniem. Kupiłam go za pierwsze zarobione pieniądze. Nigdy nie zawiódł mnie na trasie. Jak się psuł, to pod domem. W naprawach pomagał mi były chłopak, który jest mechanikiem samochodowym. Odkąd się rozstaliśmy, muszę sobie radzić sama. Ostatnio wymieniałam koło - o swoim fioletowym 40-letnim garbusie opowiadała Monika Dziuba z Tenczynka. Na zlocie nie zabrakło też busów: popularnych "ogórków" i "bulików". - Jazda "ogórkiem" to świetny sposób na spędzenie wakacji. Zlotów nie brakuje. Co tydzień można być w innym miejscu. Właśnie przyjechałem z Krynicy Morskiej - mówił Rafał Usielski z Warszawy.
   Najbrzydszym busem zlotu (według uczestników imprezy - jest to wielkie wyróżnienie i zaszczyt) uznano samochód Filipa Habasa. Właścicielem najładniejszego busa okazał się Artur Wera, a najstarszego (rok produkcji - 1961) Witold Bulowski. Najładniejszym garbusem przyjechał Dariusz Młynarski, a najbrzydszym Jarosław Debisz. Nie nagrodzono najstarszego garbusa, bowiem było ich kilka - modele z 1961 r. - Garbusiarze to lud solidarny. W Krakowie działamy od 3 lat. Jest nas w klubie ponad 30 osób. Wspólnie jeździmy na podobne zloty krajowe i zagraniczne. Cieszę się, że nasza impreza się rozwija - przybywa uczestników i nowych konkurencji - stwierdził Michał Dymek, który wraz z przyjaciółmi z Krakowskiego Klubu Miłośników GarBusa był organizatorem zlotu.
(TYM)
Fot. Piotr Kędzierski

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie