Obłędna droga dojazdowa

Redakcja
(INF. WŁ.) Zanosi się na rychłą eksmisję całej rodziny Flaków - młodej matki z dwójką dzieci, jej brata, partnera i starszej kobiety - z gospodarstwa w Łapczycy pod Bochnią. Gospodarstwo należało do Flaków od pokoleń, a stracili je z powodu sporów sądowych z zamożnymi sąsiadami. Poszło o to, czy sąsiedzi mają prawo dojeżdżać do swej posesji przez całą działkę Flaków, pół metra od ich domu mieszkalnego. Sądy w Bochni i Tarnowie, wbrew opiniom większości biegłych, uznały, że tak.

Gospodarstwo w Łapczycy należało do Flaków od pokoleń, a stracili je z powodu sporów sądowych z sąsiadami

   Podobne do siebie działki Flaków i państwa G. leżą przy międzynarodowej drodze E-4, w centrum Łapczycy. Ponad 80 lat temu tworzyły jedną całość, teraz sąsiadują ze sobą na całej długości i ciągną się z północy na południe. Ich północną granicę stanowi potok, który odcina je od międzynarodowej trasy. Dawno temu przerzucono nad nim mostek prowadzący na parcelę Flaków. "Od zawsze" korzystali z niego również sąsiedzi.
   Przed ośmiu laty państwo G., którzy prowadzą m.in. firmę turystyczno-przewozową w Bochni, wystąpili do sądu o ustanowienie drogi koniecznej (dojazdowej) do swej posesji przez poletko ubogich sąsiadów - Flaków. Według ich twierdzeń w latach 30. poprzedni właściciele obu działek ustalili, że taka droga będzie przebiegać wzdłuż działki Flaków. Mieli świadków, którzy zeznali, że przez lata właśnie tak owa droga biegła.
   Flakowie zdecydowanie protestowali twierdząc, że droga w takiej formie nigdy nie była przez sąsiadów używana, poza tym rozcina całą ich działkę na pół i skręca w kierunku posesji G. niecały metr od ich (Flaków) drewnianej chaty, co jest bardzo uciążliwe. I najważniejsze: w latach 20. w księdze wieczystej ich posesji została wpisana inna droga dojazdowa do działki sąsiadów - na północy, tuż przy mostku.
   Droga taka byłaby dla nich nieuciążliwa, ale wymagałaby od sąsiadów zaadaptowania części ogrodu, bowiem garaże i zabudowania gospodarcze G. leżą na południu.
   Za rozwiązaniem takim opowiedziało się kilku biegłych, podkreślając, że poprowadzenie drogi tak, jak tego żądają sąsiedzi Flaków, byłoby niezgodne z zasadami współżycia społecznego. Taka droga będzie niezwykle uciążliwa dla gospodarzy, co może doprowadzić do nasilenia sąsiedzkich konfliktów - przewidywali biegli. Jeden z nich wyliczył nawet koszty wspomnianej adaptacji części działki państwa G. pod (służącą przecież wyłącznie im) drogę dojazdową - na 1 500 zł.
\\\
   Bocheński sąd przyznał jednak państwu G. żądaną drogę, argumentując, że nie musi się liczyć z opinią biegłych. Specjaliści mówili wtedy Flakom, że jest to jedyny znany im przypadek, by przez działkę prowadziły aż dwie drogi konieczne do tej samej posesji sąsiadów. Jednak sąd w Tarnowie podtrzymał postanowienia sądu w Bochni (opisaliśmy to kilka miesięcy temu w reportażu "Zagłada na 102").
   Flakowie nie mogli się z tym pogodzić i nie stosowali się do kolejnych wyroków, blokując sąsiadom przejazdy sporną drogą, stawiając szlabany i inne przeszkody. Dochodziło do kłótni i rękoczynów. G. przez wiele miesięcy nie mogli w ogóle dojechać do swej posesji. Zimą, jak mówią, o mało nie zamarzli, bo nie byli w stanie dowieźć węgla. Skarżyli się też na napaści i pobicia ze strony Flaków. Złożyli w tej sprawie doniesienia na policję i do prokuratury, okazując wyniki obdukcji lekarskiej i przedstawiając świadków.
   W efekcie na niekaranych dotąd lokatorach ubogiego gospodarstwa ciąży już kilka prawomocnych wyroków; wobec dwójki mężczyzn sądy orzekły nawet kary bezwzględnego więzienia. Dziewięć miesięcy spędził za kratkami Wojciech Flak, do niedawna współwłaściciel gospodarstwa, a ostatnio sąd odwiesił karę Januszowi Cz., partnerowi drugiej byłej współwłaścicielki majątku, Agaty Flak. Miał się stawić w więzieniu we wtorek. Na osiem miesięcy.
\
\\
   Dzień wcześniej Agata otrzymała od komornika z Bochni "Zawiadomienie o wszczęciu egzekucji w celu dokonania eksmisji". Wniosek w tej sprawie złożyła Halina M., siostra Wiesława G. i córka Krystyny G. (czyli owych zamożnych sąsiadów). W zeszłym roku wykupiła ich gospodarstwo podczas komorniczej licytacji.
   Do licytacji doszło dlatego, że w toczących się w sprawie feralnej drogi procesach oraz w postępowaniach karnych (a było ich w sumie czterdzieści!) sądy orzekały wobec Flaków grzywny bądź nakazy zwrotu kosztów zastępstwa procesowego (czyli wynagrodzenia adwokata strony przeciwnej). Uzbierało się tego kilka tysięcy. Ponieważ Flakowie nie regulowali należności (twierdzą, że nie mieli z czego), sąsiedzi wystąpili o sądowy nakaz zapłaty, a następnie - z gotowym postanowieniem - zwrócili się do komornika. Ten, nie mogąc nakłonić Flaków do zapłaty, zlicytował ich majątek - dom i zabudowania gospodarcze (w bardzo kiepskim stanie) wraz z 41-arową działką przy trasie E-40 - za niespełna 50 tys. zł.
   W ostatnim piśmie, które dotarło do Agaty 18 października, komornik napisał, że przedmiotem jego działań jest eksmisja całej rodziny z gospodarstwa będącego własnością Haliny M. Wezwał Flaków do niezwłocznego opuszczenia nieruchomości. Zaznaczył, że "wierzyciel nie wskazał lokalu zamiennego, ani socjalnego, gdyż zgodnie z treścią wyroku nie został do tego zobowiązany", więc "lokal zastępczy dłużnik musi sobie znaleźć sam".
\\\*
   Agata twierdzi, że nie mają się gdzie podziać. Drugi dom rodzinny, o którym w wyrokach dotyczących eksmisji wspomniały sądy dwóch instancji (Okręgowy w Tarnowie i Apelacyjny w Krakowie), to kompletna ruina. Kobieta obawia się, że komornik wpadnie do domu pod nieobecność głównych domowników (ona i brat pracują, a Janusz poszedł właśnie do więzienia). Za dnia w gospodarstwie pozostaje tylko dwójka małych dzieci Agaty, czteroletni Krystian i dwuletnia Kamila, pod opieką babci. - Boję się też, że źli ludzie mogą mi teraz chcieć odebrać dzieciaki. Wpadną do domu, gdy mnie nie będzie, i zabiorą. Po tym wszystkim, co przeszliśmy, mogę się spodziewać najgorszego - płacze Agata Flak.
   Przed Sądem Okręgowym w Tarnowie Flakowie wytoczyli skarbowi państwa procesy o "odszkodowanie za utratę dachu nad głową z powodu błędnych orzeczeń Sądu Rejonowego w Bochni". Agata i Wojciech żądają miliona złotych.
ZBIGNIEW BARTUŚ

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie