Oburzeni gminną opieką nad psami

Redakcja
Zdjęcie szczeniaków w wojnickim kojcu zostało zrobione przez Animalsów w poniedziałek. Dwa dni później psów już tam nie było FOT. ARCHIWUM ANIMALS
Zdjęcie szczeniaków w wojnickim kojcu zostało zrobione przez Animalsów w poniedziałek. Dwa dni później psów już tam nie było FOT. ARCHIWUM ANIMALS
- Nie zapewniono nawet minimalnego komfortu. Szafki kuchenne zamiast profesjonalnych bud, opakowania po margarynie służące za miski, sześć szczeniaków brodziło we własnych odchodach, nie wiadomo czy widział je weterynarz - Paweł Kamiński z tarnowskiego inspektoratu Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Zwierząt Animals opisuje, co ostatnio zastał podczas wizyty w Wojniczu. Kojec, czyli przykrytą blachą klatkę, ustawioną na betonowym podeście, stworzono w miejscowym parku.

Zdjęcie szczeniaków w wojnickim kojcu zostało zrobione przez Animalsów w poniedziałek. Dwa dni później psów już tam nie było FOT. ARCHIWUM ANIMALS

WOJNICZ. Interwencje Animalsów doprowadziły do zamknięcia gminnego kojca dla psów. Obrońcy zwierząt są oburzeni warunkami w pomieszczeniu.

Obrońca praw zwierzaków podkreśla, że pierwsze interwencje w tym miejscu przeprowadzono już w sierpniu.

- To, co tam zobaczyliśmy, napełniło nas zgrozą. Brud, unoszący się wokół smród i dwa psy ciągle walczące ze sobą. W naczyniach było coś, co przypominało wodę, a także ziemniaki wymieszane z chlebem - dodaje. Animals wrócili do Wojnicza we wrześniu, w związku z prośbą mieszkanki Lublina, która na stacji paliw w Łukanowicach zauważyła wygłodzonego owczarka niemieckiego.

- W kojcu niewiele się zmieniło. Dlatego uważamy, że to nie była jednorazowa sytuacja, lecz notoryczne zaniedbanie. Popieramy tworzenie takich miejsc, gdyż zdajemy sobie sprawę, że utrzymanie psów w schroniskach jest sporym wydatkiem dla wielu gmin. Jednak na takie warunki nie możemy pozwolić - podkreślają Animalsi.

Wymiana pism pomiędzy OTOZ a Urzędem Miasta niewiele zmieniła. Czarę goryczy przelały wydarzenia z ostatnich dni. Animalsi dostali sygnał o sześciu szczeniakach przebywających w kojcu.

- Pan zajmujący się obiektem odesłał nas do gminnego urzędnika, ten próbował odbić piłeczkę. W środę szczeniaki zniknęły, ale nikt nie był w stanie powiedzieć, co się z nimi stało - mówi Paweł Kamiński.

W piątek pojechaliśmy do Wojnicza. Klatkę, zgodną z opisem inspektora Animals, odnaleźliśmy bez trudu, chociaż jedną z jej ścian przykrywały gałęzie. Za metalową siatką znajdowały się m.in. dwie szafki przerobione na budy z wnętrzami wypełnionymi słomą, miska, czyli opakowanie po margarynie, i szuflady, w których były kości. Na posadzce nie brakowało psich odchodów. Kojec nie miał już lokatorów.

Zadzwoniliśmy do burmistrza Wojnicza.

- Kojec został zlikwidowany i wywieziony z parku - Jacek Kurek zapewnił nas na początku i na końcu rozmowy.

Stojąc kilka metrów od kojca nadal go widzieliśmy. Nie zniknął nawet po uszczypnięciu. Wypada mieć nadzieję, że prawdą są słowa o losie sześciu szczeniaków.

- Psiaki są bezpieczne i znalazły nowy dom. Zabrał je jeden z naszych pracowników - mówi Jacek Kurek. Burmistrz Wojnicza podkreśla, że zwierzakom nie działa się krzywda. Gmina powiadamia o możliwości adopcji znalezionych psów za pośrednictwem własnej strony internetowej oraz gazety "Merkuriusz Wojnicki".

- To była tylko tymczasowa przechowalnia. Po maksymalnie kilkutygodniowym pobycie, psy zazwyczaj trafiały stąd do nowych właścicieli. Miały zapewnioną codzienną opiekę oraz zabiegi weterynaryjne. Odesłanie do schroniska traktowaliśmy jako ostateczność. Kojec zamknęliśmy dla świętego spokoju. Jeżeli inspektor Animals chciał zrobić coś dobrego, to na pewno tego nie uczynił - zaznacza.

W niedzielne południe znów pojechaliśmy do Woj-nicza. Kojec dalej stał w parku, ale tym razem można go uznać za zlikwidowany, bo z jego wnętrza wszystko już uprzątnięto.

Łukasz Jaje

ILE WYDAJĄ NA ZWIERZAKI

W budżecie gminy Wojnicz na opiekę nad bezdomnymi zwierzętami zapisano kwotę kilkunastu tysięcy złotych.

Z tej sumy na dokarmianie przeznaczono 1 tys. zł, 3 tys. zł to koszt sterylizacji lub kastracji, a 9 tys. zł zapisano na wydatki związane z przyjmowaniem i utrzymaniem zwierząt w tarnowskim Azylu.

Dla porównania, na realizację programu opieki nad zwierzakami inne gminy w regionie mają zapisane w budżetach:

220 tys. zł - miasto Tarnów, 80 tys. zł - miasto Dębica, ok. 52 tys. zł - gmina Tarnów, 40 tys. zł - gmina Dąbrowa Tarnowska, 24 tys. zł - gmina Tuchów, 21,6 tys. zł - gmina Ryglice.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie