Oburzenie w mateczniku PiS: „Wolne media” kontra „prymitywna propaganda”

Zbigniew Bartuś
Zbigniew Bartuś
Fragment środowego przekazu TVP Info. W roli eksperta poseł PiS Joanna Lichocka, promotorka 2 mld zł dotacji dla TVP i Polskiego Radia
Przedsiębiorcom w małopolskim mateczniku PiS – w Krakowie, Nowosądeckiem i na Podhalu – przypomniał się w środę dowcip o mknącej autostradą blondynce. W radiu komunikat: „Uwaga, kierowcy, między Łodzią a Piotrkowem jedno auto pędzi pod prąd”. Na co blondynka: „Jak to jedno?! Wszystkie!!!” Wedle przedsiębiorców, tą blondynką były w środę tzw. media narodowe. Ba, nie tylko w środę. Ale tego dnia ludzie prowadzący firmy i ciągnący wraz z pracownikami kraj w pandemii, za sprawą bezprecedensowego protestu wolnych mediów, uświadomili sobie, ze bez dostępu do wiarygodnej informacji nie będzie w Polsce nie tylko demokracji, ale i rozwoju gospodarczego. Po prostu długofalowo nie da się budować biznesu na kłamstwie i propagandzie.

- Nie mamy złudzeń, że konieczność oddawania rządowi części wpływów z reklam doprowadzi do osłabienia rynku mediów prywatnych w Polsce, a w konsekwencji ograniczy dostęp do niezależnej informacji nam wszystkim, obywatelom. To zagrożenie demokracji i wolności słowa. Dlatego wspieramy wolne media w ich proteście przeciwko wprowadzeniu kolejnego podatku – podkreśla Michał Akszak-Okińczyc, prezes Małopolskiego Związku Pracodawców Lewiatan.

Zwraca uwagę, że rządowy pomysł groźny jest także z czysto biznesowej perspektywy: - Efekt będzie taki, że firmy nie będą miały możliwości znalezienia pełnych, wiarygodnych informacji, mających kluczowe znaczenie w prowadzeniu biznesu, planowaniu, tworzeniu strategii, podejmowaniu decyzji o zatrudnieniu. Wpłynie to na konkurencyjność polskich firm na arenie międzynarodowej – mówi prezes MZP.

Wtóruje mu Marek Malec, prezes działającej od lat w Świątnikach Górnych Galicyjskiej Izby Gospodarczej: - Moje osobiste zdanie jest takie, że wiele działań ekipy rządzącej zmierza do podporządkowania wszystkich mediów jednej partii – pod płaszczykiem rzekomego „unarodowienia”. Wmawia się nam, że coś jest narodowe, podczas gdy tak naprawdę to jest partyjne i ma służyć umocnieniu władzy konkretnej partii. Telewizja publiczna zawsze była bliska rządowi, ale teraz to już jest prymitywna partyjna propaganda. W tej sytuacji kluczowe znaczenie mają niezależne od władzy media. A ten projekt ma najwyraźniej sprawić, by one były słabsze, a może nawet całkiem znikły. Skutki tego byłyby fatalne dla nas wszystkich. Pytanie, jak zareagują na to obywatele – mówi Marek Malec.

- Nowy podatek osłabi prywatne media w Polsce, może nawet zagrozi ich istnieniu, uderzy w najważniejsze źródło ich przychodu, czyli reklamę, ograniczy rozwój branży oraz pogorszy jej konkurencyjność –

podkreśla Janusz Kowalski, prezes Małopolskiej Izby Rzemiosła i Przedsiębiorczości, wiceszef Związku Rzemiosła Polskiego.

Dodaje z naciskiem, że bez silnych, różnorodnych mediów trudno sobie wyobrazić prawdziwy dialog społeczny na temat kierunków rozwoju państwa, warunków pracy i prowadzenia biznesu. – Jak niby prowadzić taki dialog, kiedy nie będzie faktów i argumentów pochodzących z różnorodnych i niezależnych od władzy mediów, a pozostanie nam tylko jedna „prawda” – rządowa czy wręcz partyjna? – pyta lider małopolskiego rzemiosła.

Jego zdaniem, osłabienie niezależnych mediów będzie zabójcze dla gospodarki, demokracji, wolności słowa. Stracą na tym wszyscy odbiorcy mediów w Polsce. - Dlatego związkowcy i pracodawcy wspierają wolne media i wzywają rząd do wycofania się z pomysłu ich opodatkowania – tłumaczy Janusz Kowalski.

„Koncerny medialne nie chcą płacić na służbę zdrowia”? Kłamstwo!

„Koncerny medialne nie chcą płacić na służbę zdrowia, kulturę i zabytki” – to tylko jeden z pasków, jakimi epatowała widzów podczas środowego protestu mediów rządowa TVP Info; na ekranie uśmiechnięta Joanna Lichocka, niegdyś dziennikarka, a dziś po prostu polityczka-bojowniczka partii rządzącej. Słyszeliśmy (i widzieliśmy na paskach) w TVP Info, że globalne korporacje medialne zarabiają miliardy na reklamach, a stosując różne sztuczki unikają opodatkowania – nowa danina ma to zmienić przynosząc budżetowi państwa tak ważne (i przecież sprawiedliwe) wpływy w trudnym czasie pandemii. Opływający w luksusy giganci nie chcą płacić, więc zorganizowali protest, pozbawiając zdezorientowanych obywateli ulubionych seriali. Całe szczęście – jest telewizja narodowa z paskami w TVP, skokami, serialami i Zenkiem.

Wszyscy nasi rozmówcy doskonale pamiętają, że to właśnie poseł (parlamentarzystki PiS nienawidzą słowa „posłanka”) Joanna Lichocka pokazała w Sejmie „wrogom” z opozycji – i milionom reprezentowanych przez nich Polek i Polaków – środkowy palec zaraz po tym, jak PiS przegłosował przekazanie blisko 2 mld zł dla TVP i Polskiego Radia.

Janusz Kowalski, jak każdy przedsiębiorca, powiedział paskom TVP Info „sprawdzam” i w pierwszym odruchu postanowił poszukać na długiej liście protestujących mediów owych „globalnych koncernów medialnych”. – Ze „zdziwieniem” zauważyłem, że nie ma na niej ani Google’a, ani Facebooka, ani YouTube, a to przecież oni zarabiają od lat gigantyczne pieniądze i o ich opodatkowaniu mówi się od pewnego czasu w całej Unii Europejskiej, przygotowując stosowne regulacje prawne – przypomina lider małopolskiego rzemiosła.

Dlaczego giganci, przeciwko którym jest rzekomo skierowany projekt PiS, nie protestują? Ano dlatego, że najwyraźniej uznali, że ten projekt nie bardzo ich dotyczy – wnioskują przedsiębiorcy.

- Skuteczne rozwiązania mające na celu opodatkowania cyfrowych gigantów można wdrożyć jedynie na poziomie całej Unii – i jej organy nad tym pracują. Nie da się tego zrobić z poziomu jednego kraju, czego najlepszym przykładem jest nieudana próba opodatkowania Google’a na Węgrzech. Działanie władzy budzi zatem uzasadnione obawy o sens i cel wprowadzania takiego rozwiązania

– komentuje Sebastian Chwedeczko, prezydent Izby Przemysłowo-Handlowej w Krakowie.

- Już widzę, jak inspektorzy Krajowej Administracji Skarbowej, przy wsparciu komandosów Gromu, wkraczają do siedzib globalnych gigantów medialnych w Irlandii czy USA i sprawdzają ich księgi w poszukiwaniu faktur za reklamy wyemitowane w Polsce, by im naliczyć należny podatek – ironizuje Katarzyna Woszczyna, szefowa BCC w Małopolsce oraz Częstochowie.

Zwraca uwagę, że przytłaczająca większość działających w Polsce spółek medialnych przeżywa przez pandemię gigantyczne problemy, bo z powodu kryzysu u kluczowych ogłoszeniodawców, jak turystyka, hotelarstwo, gastronomia, motoryzacja, wpływy z reklam spadły średnio o połowę. A to są dla prawie wszystkich absolutnie podstawowe dochody. Wydawcy prasy mają jeszcze przychody ze sprzedaży gazet, ale – po pierwsze – od lat notuje się tu wręcz lawinowy spadek (rzędu kilkunastu procent rocznie), a po drugie – w pandemii ów spadek znacząco przyspieszył z powodu zamknięcia wielu popularnych punktów dystrybucji prasy oraz strachu ludzi przed wychodzeniem z domów, także po ulubione gazety…

- Opłata wprowadzana w trakcie roku i w sytuacji, gdy wiele podmiotów utrzymujących się z reklam przeżywa bardzo odczuwalny spadek przychodów, może wywołać poważne skutki gospodarcze. Możemy się wręcz spodziewać fali bankructw w kolejnej branży i spadku popytu wewnętrznego, a co za tym idzie spadku PKB. Ten projekt to już kolejny pomysł, który rzekomo ma rozwiązać jakiś problem, a naprawdę wygeneruje lawinę konsekwencji, nad którymi potem nikt nie będzie w stanie zapanować. Za negatywne dla gospodarki skutki zapłacimy znów wszyscy, całe społeczeństwo – ostrzega Katarzyna Woszczyna.

Wśród tych, którzy w środowym czarnym proteście wyłączyli swe serwisy i zawiesili emisje, dominują małe i średnie polskie firmy działające od wielu lat na piekielnie trudnym polskim rynku medialnym. Wystarczy spojrzeć na listę: Agencja Wydawnicza AGARD Ryszard Pajura, Dziennik Wschodni, Gazeta Radomszczańska, Green Content Sp. z o.o., Gremi Media S.A., Grupa Eurozet, Grupa ZPR, Helios S.A., Infor Biznes, Kino Polska TV S.A., Muzo.fm sp. z o.o., naTemat.pl, Polityka, Superstacja sp. z o.o., TV Spektrum sp. z o.o., Tygodnik Powiatu Wołowskiego Kurier Gmin, Tygodnik Powszechny, Wydawnictwo Dominika Księskiego Wulkan, Wydawnictwo Magraf, Wydawnictwo Nowiny, Zakopiańskie Towarzystwo Gospodarcze - Tygodnik Podhalański…

Owszem, są też na liście protestujących duże grupy medialne, jak TVN czy Polsat, jest kilka firm z kapitałem zagranicznym, ale to nieprawda, że nie płacą one „na służbę zdrowia, kulturę i zabytki” . Jasno wynika to z danych publikowanych przez… Ministerstwo Finansów, które – dziwnym trafem (?) – nie pojawiły się na paskach TVP Info.

W przypadku podatku dochodowego (CIT) sam tylko Polsat wraz Polsatem Cyfrowym wpłacił do budżetu państwa polskiego w 2019 r. (danych za 2020 r. jeszcze nie ogłoszono) prawie 188 mln złotych, TVN Media i TVN SA – prawie 33 mln zł, niewielka Telewizja Puls – ponad 10 mln zł, grupa Agora – blisko 11,5 mln zł, Bauer Media – ponad 32 mln zł, Eurozet – blisko 10 mln zł.

W tym samym 2019 r. potężna Telewizja Polska, z przychodami większymi od wszystkich wymienionych firm, oddała budżetowi państwa niecałe 7,4 mln zł. A dostała od podatników lwią część wspomnianej 2-miliardowej dotacji. Przypomnijmy, że opozycja, której poseł Lichocka pokazała środkowy palec, chciała przeznaczyć te pieniądze na walkę z rakiem.

Osłabić i dobić cierpiących. Bo patrzą władzy na ręce?

Janusz Strzeboński, prezes Małopolskiego Porozumienia Organizacji Gospodarczych, reprezentującego przede wszystkim drobnych przedsiębiorców działających w matecznikach PiS, zwraca uwagę, że wszystkie protestujące media zatrudniają w Polsce mnóstwo pracowników, przede wszystkim profesjonalnych dziennikarzy. Grupa Polska Press – w przeciwieństwie do „mediów narodowych” - utrzymuje reporterów w większości polskich miast i miasteczek, dzięki czemu 17,4 mln Polaków ma szybki dostęp do rzetelnych bieżących informacji lokalnych i regionalnych, a także najważniejszych wieści z kraju i ze świata. To zasięg znacznie większy od wspomnianych „mediów narodowych” – uzyskiwany od lat bez 2-miliardowych (czy innych) dotacji z kieszeni podatników…

- Ci wszyscy pracownicy płacą podatki i ZUS. No i jest jeszcze VAT. Media i ich klienci płacą w Polsce podatki od każdej faktury na reklamę. To dlaczego mają płacić jeszcze więcej? Na tej samej zasadzie można dodatkowo obciążyć, dajmy na to, rolników, producentów konewek, albo energetyków. Bo niby czemu nie? Oczywiście, ironizuję. Wprowadzanie dodatkowych obciążeń, uderzających w konsumpcję, w środku kryzysu to najgorszy pomysł, jaki można sobie wyobrazić. Pogłębi recesję, a więc i zmniejszy wpływy budżetu państwa, dając efekt odwrotny od zamierzonego

– zwraca uwagę Janusz Strzeboński.

Jego zdaniem, prosta logika podpowiada, iż ów haracz zapłacą przede wszystkim niezależne od władzy media działające w Polsce od lat. – One już ucierpiały w pandemii, bo wpływy z reklam radykalnie spadły. Rodzi się obawa, że haracz jeszcze je osłabi. A bez pieniędzy nie da się uprawiać dociekliwego, rzetelnego dziennikarstwa. Ja tu więc widzę także zagrożenie dla wolności słowa – kwituje Janusz Strzeboński.

Przedsiębiorcy zwracają uwagę, że w Anglii, Francji czy Niemczech miejscowe rządy przedstawiły – opiewające na setki milionów euro - programy wspierania lokalnych mediów, które straciły przez pandemię źródła dochodów. W tych państwach jest oczywiste, że upadek wolnych mediów byłby katastrofalny dla demokracji i śmiertelnie groźny dla rynkowej gospodarki. Polski rząd robi odwrotnie: chce przy pomocy nowego haraczu wyciągnąć od słabnących spółek medialnych 800 mln zł rocznie. To dla Google’a czy Facebooka błaha kwota, ale przecież oni jej nie zapłacą. Rząd sięgnie do kieszeni tych, którzy w środę protestowali.

- Jako reprezentantka środowiska przedsiębiorców zrzeszonych w BCC skupiam się przede wszystkim na prawdopodobnych negatywnych skutkach ekonomicznych rządowego pomysłu, ale jako obywatelka Polski i była dziennikarka widzę także bardzo poważne zagrożenia dla wolności słowa w naszym kraju i dla jakości informacji medialnych, które w przyszłości docierałyby do nas. Ten podatek uderzy w media, które tworzą rzetelne i niezależne dziennikarstwo. W konsekwencji zabraknie nam głosu wiarygodnych dziennikarzy, zabraknie nam niezależnej wiedzy o tym, co się dzieje i możliwości porównania informacji z kilku źródeł. Jak brzmi taka cisza, przekonaliśmy się wszyscy w środę. Oby ta czarna wizja się nie ziściła

– mówi Katarzyna Woszczyna z małopolskiego BCC.

Wszyscy nasi rozmówcy liczą, że ich racjonalne argumenty trafią do umysłów i serc przynajmniej części polityków Zjednoczonej Prawicy i PiS wycofa się z fatalnego pomysłu. Równocześnie rozpocznie z przedsiębiorcami uczciwy dialog na temat skutecznego opodatkowania globalnych gigantów cyfrowych, od lat zarabiających krocie dzięki informacjom wytwarzanym przez tradycyjne media, które rząd zamierza teraz dodatkowo złupić – pod bałamutnymi, fałszywymi hasłami.

Część przedsiębiorców obawia się jednak, że – mimo sprzeciwu wszystkich organizacji gospodarczych i pozarządowych – „blondynka” będzie dalej mknęła autostradą, dążąc za wszelką cenę do „unarodowienia” wszystkich mediów. Budżety reklamowe spółek skarbu państwa i ministerstw będą nadal szły do mediów rządowych i prorządowych, przede wszystkim TVP, Polskiego Radia, tygodnika „W Sieci”, „Gazety Polskiej”. A propos: kluby tej ostatniej wybrały właśnie Człowieka Roku 2020.

Został nim Jarosław Kaczyński.

Z pasji do szycia powstało niezwykłe miejsce w Zielonej Górze

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Z
Zbigniew Rusek

Zamiast nowych podatków (należy zlikwidować "cukrowy", gdyż słodziki szkodzą a cukier nie - zawiera tylko kalorie, a te można spalić, gdyby ludzie więcej pracowali fizycznie a mniej za biurkami) powinno się dokonać oszczędności w administracji (niestety, dochody z podatków w dużej mierze idą na ... urzędników). Powinny być masowe zwolnienia z pracy urzędników tak, by 70% ogólnej ich liczby straciło posady a reszcie obniżyć zarobki do poziomu minimalnej płacy. Z pracy biurowej nie ma pożytku oraz nie generuje ona dochodu narodowego, więc powinno się ograniczyć do minimum liczbę stanowisk biurowych. Niech ci ludzie idą do pracy fizycznej - jest pożyteczna, a biurowa zwykle jest szkodliwa społecznie.

Dodaj ogłoszenie