Obywatele Związku Sowieckiego w armii Hitlera

Redakcja
Chyba rzadko który fakt, związany z wydarzeniami II wojny światowej, był przez lata tak skrzętnie przemilczany lub przekłamywany – zarówno w świecie demokratycznym, jak też w państwach bloku komunistycznego – a zarazem budził tyle emocji i sprzecznych opinii, co udział obywateli Związku Sowieckiego w wojnie niemiecko-sowieckiej u boku hitlerowskich Niemiec.

Generał Andriej Własow

Wojna straceńców

Równocześnie jednak wielu pasjonatom historii ostatniej wojny, a nawet zawodowym historykom problem ten – przy zrozumieniu i docenieniu kontrowersji, które wzbudzał – wydawał się długo marginalnym, „niszowym”; w porównaniu z wielkimi kampaniami i przełomowymi wydarzeniami militarnymi i politycznymi z lat 1939-1945. Tymczasem mowa nie tylko o zjawisku interesującym, a zarazem szerzej nieznanym, ale przede wszystkim... masowym; Warto bowiem pamiętać, iż w formacjach Wehrmachtu i SS służyło pod koniec wojny... ponad milion obywateli Związku Sowieckiego

„Generał Własow, chluba armii czerwonej”**

Symbolem tych Rosjan i nierosyjskich mieszkańców państwa sowieckiego, którzy zdecydowali się przystąpić do wojny po stronie III Rzeszy stał się Andriej Własow. Przyszły przywódca rosyjskich sojuszników Hitlera (nazywanych potocznie „własowcami") urodził się w 1901 r. w rodzinie chłopskiej. Był niedoszłym duchownym prawosławnym – seminarium porzucił po dwóch latach. Później kształcił się na agronoma, ale po puczu bolszewików i wybuchu wojen wewnętrznych w Rosji został  wcielony w 1919 r. do Armii Czerwonej, w szeregach której tłumił  wielkie antykomunistyczne bunty chłopskie i z którą postanowił związać swą przyszłość. W 1930 r. wstąpił do Wszechzwiązkowej Komunistycznej Partii (Bolszewików) – WKP (b). U schyłku lat trzydziestych – w okresie Wielkiego Terroru, rozpętanego przez Stalina – jako członek trybunału wojskowego w Leningradzie i Kijowie uczestniczył osobiście w wydaniu kilkuset wyroków śmierci w procesach, w których osądzano prawdziwych i rzekomych przeciwników reżimu stalinowskiego. W nagrodę za wierną służbę od 1938 r. przebywał na prestiżowej misji wojskowej w Chinach. Już po sowieckiej inwazji na Polskę doczekał się w 1940 r. pierwszego stopnia generalskiego, obejmując równocześnie dowództwo elitarnej 99. Dywizji Piechoty, cieszącej się sławą najlepszej w południowo-zachodnich okręgach wojskowych Związku Sowieckiego, a stacjonującej wówczas w polskim Przemyślu, okupowanym przez Armię Czerwoną.

Po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej Własow, już jako dowódca 4. Korpusu Zmechanizowanego, walczył pod Lwowem, następnie dowodził 37. Armią, osłaniającą Kijów, która została jednak zniszczona przez prących błyskawicznie na wschód Niemców. W trakcie dramatycznej bitwy o Moskwę stał na czele 20. Armii. Wykazał wówczas wybitne zdolności dowódcze, za które został w styczniu 1942 r. awansowany do stopnia generała-lejtnanta i odznaczony wysokim sowieckim odznaczeniem – Orderem Czerwonego Sztandaru. Znalazł się zarazem w kilkuosobowej grupie generałów najwyżej ocenianych przez Stalina i naczelne dowództwo – podkreślano wykazywaną przez niego osobistą odwagę oraz talenty taktyczne i orga­nizacyjne (dzięki którym w toku walk z Niemcami aż trzykrotnie wyprowadzał powierzone sobie wojska z okrążenia). Sam Stalin zamierzał mianować generała Własowa, „chlubę Armii Czerwonej” przywódcą Frontu Stalingradzkiego, gdyby tak się stało być może cieszyłby się on w Związku Sowieckim i dzisiejszej Rosji sławą bohatera „Wielkiej Wojny Ojczyźnianej”, jaka przypadła zwycięzcy znad Wołgi Żukowowi? Ostatecznie jednak w marcu 1942 r. objął stanowisko zastępcy dowódcy Frontu Wołchowskiego, a zarazem dowództwo 2. Armii Uderzeniowej, która miała iść z odsieczą oblężonemu Leningradowi.
Zdrajca i tchórz czy bohater?**

Wojenne szczęście przestało sprzyjać Własowowi w lipcu 1942 r., kiedy to okrążony przez Niemców po dwutygodniowej samotnej tułaczce, dostał się do niewoli. Początkowo przewieziony został jako ważny jeniec do twierdzy w Giżycku, a 4 września 1942 r. do Winnicy. Zaakceptował tam i podpisał zredagowany z jego udziałem przez Niemców list otwarty do władz niemieckich, w którym skrytykował bolszewizm i reżim Stalina, głosząc potrzebę sformowania rosyjskiej armii narodowej, która u boku Niemiec miała walczyć o obalenie sowieckiego dyktatora. W grudniu 1942 r. Niemcy wyrazili zgodę na utworzenie tzw. Rosyjskiego Komitetu Narodowego, w skład którego weszło kilku spośród kilkunastu przetrzymywanych w niewoli sowieckich generałów, m.in. Małyszkin, Błagowieszczeński i Truchin. Oddział propagandy komitetu objął były oficer Armii Czerwonej, Zykow. Komitet opublikował 27 grudnia swój program, tzw. Manifest Smoleński, którego sygnatariusze założyli Rosyjski Ruch Wyzwoleńczy. Dokument zapowiadał w wypadku zwycięstwa nad stalinizmem budowę nowego ładu w Rosji – likwidację kołchozów, przyznanie ziemi chłopom, przywrócenie prywatnego handlu i rzemiosła, zniesienie pracy przymusowej, wolność wyznania, słowa i zgromadzeń oraz uwolnienie więźniów politycznych. Manifest wzywał też żołnierzy i oficerów Armii Czerwonej do wstępowania w szeregi mającej powstać Rosyjskiej Wyzwoleńczej Armii (ROA).

Co skłoniła „janczara bolszewizmu" do przejścia na stronę Niemiec i na co liczył, sprzymierzając się z armią kierowaną przez Hitlera, który na kartach „Mein Kampf" nie pozostawił wątpliwości co do przyszłości przewidywanej przezeń dla wschodnich Słowian? Biografowie Własowa i historycy, zajmujący się dziejami rosyjskich formacji zbrojnych, wspierających III Rzeszę w wojnie ze Związkiem Sowieckim, różnie odpowiadają na to pytanie – począwszy od stawiania Własowowi zarzutów zdrady, oportunizmu i tchórzostwa, przyjęcia w obawie przed śmiercią roli figuranta, manipulowanego przez Niemców (generał Karbyszew, który odmówił Niemcom objęcia dowództwa „sojuszniczej" rosyjskiej armii, zmarł w męczarniach zamrożony w obozie koncentracyjnym w Mauthausen); poprzez wskazywanie na podjęcie przez niego samodzielnie heroicznej próby ratowania tą drogą od śmierci setek tysięcy sowieckich jeńców armii niemieckiej, nie chronionych żadnymi konwencjami; aż po podkreślanie roli wstrząsu, jakim miały być dla generała klęska wojsk sowieckich w pierwszych miesiącach wojny z Niemcami, a zarazem bezlitosny stosunek dowództwa Armii Czerwonej i Stalina, do własnych żołnierzy, co miało spowodować zerwanie przez generała z bolszewizmem i podjęcie, jak się okazało niewykonalnej próby odbudowy satelickiego wobec Niemiec państwa rosyjskiego. Państwa, które miało zapewnić przetrwanie narodu rosyjskiego, miażdżonego przez zwalczające się machiny dwóch totalitaryzmów.

 „Stracona szansa iii rzeszy”

Niemcy pozwolili Własowowi na odbycie dwóch podróży na okupowane obszary Związku Sowieckiego, podczas których wygłaszał on w większych miastach i na prowincji przemówienia, próbując demonstrować samodzielność i dystans wobec niemieckiego „sojusznika" i zyskując tym popularność wśród ludności. W Mohylewie wzbudził entuzjazm, wznosząc okrzyk: „Naród rosyjski żył, żyje i żyć będzie! Nie uda się go skolonizować!”. Po tym wystąpieniu Hitler zabronił generałowi pojawiać się na okupowanych terenach państwa sowieckiego. Równocześnie jednak trwały przygotowania do utworzenia rosyjskiej „armii wyzwoleńczej, której wielkimi zwolennikami byli przedstawiciele niemieckiej generalicji, widzący w niej cennego sojusznika w wojnie ze Związkiem Sowieckim (niektórzy z nich po wojnie jej fiasko określali mianem „największej straconej szansy III Rzeszy"). W kwietniu i maju 1943 r. niemieckie naczelne dowództwo wojsk lądowych wydało rozkazy, wprowadzające odznaki ROA na mundurach żołnierzy wszystkich rosyjskich formacji wojskowych, mających walczyć na wschodzie po stronie wojsk niemieckich. Niektórzy historycy oceniają, że naszywki ROA miało nosić nawet 800 tys. Rosjan i przedstawicieli innych narodowości (głównie Kozaków, ale też Ukraińców, czy przedstawicieli narodów Azji Środkowej w służbie armii niemieckiej. Własow nie miał żadnego wpływu ani na proces rekrutacji, ani na dalsze losy żołnierzy, gdyż podlegali oni faktycznie rozkazom głównodowodzącego tzw. wschodnich formacji, byłego attache niemieckiego w Moskwie, generała Ernsta Kóstringa.

Ostatecznie jednak, inicjatywa utworzenia Rosyjskiej Wyzwoleńczej Armii upadła wobec zdecydowanego sprzeciwu Hitlera, ideologów nazistowskich i przywódców SS, którzy wątpili w lojalność Własowa (osadzonego zresztą w lipcu 1943 r. w areszcie domowym). Wątpili oni w przyszłą lojalność wojsk ROA wobec III Rzeszy, a także podkreślali, iż historycznym celem Niemców na wschodzie powinno być całkowite porządkowanie i skolonizowanie Słowian, a nie „wyzwalanie" ich spod bolszewickiego reżimu i „obdarowywanie” własnym państwem. Zwarte jednostki wojskowe ROA nie powstały, a jej żołnierzy rozpoczęto przerzucać na zachód. Funkcjonowała natomiast w Berlinie kancelaria generała Własowa, kierowana przez majora Kaługina, a następnie pułkownika Kromiadiego, pełniąca funkcję „kwatery głównej" nieistniejącej armii, oraz szkoła propagandystów ROA w Dabendorne. W ośrodku tym wydawano również pisma „Zaria" („Świt") i „Dobrowolec" („Ochotnik"), przeznaczone dla jeńców wojennych z Armii Czerwonej i ludności, zamieszkującej na terenach Związku Sowieckiego, zajętych przez Niemców.
Pospolite ruszenie narodów?**

Fiasko poczynań, związanych z tworzeniem ROA nie oznaczało jednak, iż po stronie niemieckiej na froncie wschodnim nie walczyły jednostki, w których służyli mieszkańcy Związku Sowieckiego. Już pod koniec grudnia 1941 r. Hitler wyraził bowiem zgodę na powstanie jednostek wojskowych, tzw. Legionów Wschodnich, z sowieckich jeńców i ochotników narodowości nierosyjskiej (także emigrantów). Ich formowanie odbywało się na obszarze Generalnej Guberni i Ukrainy. Ostatecznie w latach 1942-1943 utworzono Legion Turkmeński (w którym obok Turkmenów służyli Karakałpakowie, Kazachowie, Kirgizi, Tadżycy i Uzbecy), Kaukasko-Mahometański, Północnokaukaski (w jego skład wchodzili Abchazowie, Adygejowie, Awarowie, Bałkarzy, Czeczeńcy, Czerkiesi, Dagestańczycy, Ingusze, Kabardyńcy, Karaczajowie, Kumycy, Nogajowie i północni Osetyńczycy), Azerbejdżański. Gruziński, Armeński i Tatarski. Szacuje się, iż w Legionach Wschodnich służyło ponad 300 tysięcy mieszkańców Związku Sowieckiego i rosyjskich emigrantów. Część kadry oficerskiej rekrutowała się spośród Niemców – stanowili oni przeciętnie ponad 10% stanu osobowego legionów. Generalne dowództwo nad nimi sprawował wspomniany już generał Kóstring.

Legioniści na froncie wschodnim odgrywali rolę zarówno polityczną, stanowiąc żywe potwierdzenie haseł niemieckiej propagandy wojskowej, popularyzowanych wśród nierosyjskich narodów Związku Sowieckiego, podkreślających „wyzwolicielski" charakter marszu Wehrmachtu na wschód i konieczność „pospolitego antysowieckiego ruszenia narodów", uciemiężonych przez bolszewików, jak też militarną – żołnierze Legionów Wschodnich na zapleczu frontu brali udział w operacjach wojskowych, skierowanych przeciwko partyzantce sowieckiej, ochraniali szlaki komunikacyjne i transporty wojskowe, wykonywali zadania wywiadowcze, pełnili też funkcje tłumaczy. Jesienią 1943 r. legiony przerzucono do okupowanej Europy Zachodniej, gdzie podzielone na poszczególne bataliony, zostały wcielone do jednostek niemieckich.

W walkach, bezpośrednio na linii frontu na wschodzie, wzięły natomiast udział formacje, utworzone z Kozaków, Łotyszy, Estończyków, Ukraińców, Tatarów i Białorusinów, liczące w sumie ponad 150 tysięcy żołnierzy i podporządkowane SS. Były to: 15. Kozacki Korpus Kawalerii SS (operujący przeciwko Armii Czerwonej w Chorwacji – zwalczał tam też komunistyczną partyzantkę Tity – i na Węgrzech), łotewskie 15. i 19. Dywizja Grenadierów SS (walczące w Kurlandii i na Wale Pomorskim - żołnierze tej ostatniej odpowiadają m.in.za mord na polskich jeńcach w Podgajach), estońska 20. Dywizja Grenadierów SS (operująca kolejno w Estonii, na Śląsku i w Czechach), ukraińska 14. Dywizja Grenadierów SS (brała udział w walkach z Armią Czerwoną nad Odrą i w Austrii oraz w operacjach antypartyzanckich w Słowacji i Słowenii), 30. i 29. Dywizja Grenadierów SS, skupiające przede wszystkim Białorusinów oraz Wschodnioturecki Związek Bojowy Waffen-SS.To właśnie żołnierze 29. Dywizji, jeszcze jako członkowie Brygady Szturmowej RONA, a także Związku Bojowego, wchodzącego w skład Brygady Szturmowej SS „Dirlewanger” pacyfikowali brutalnie Powstanie Warszawskie.

Komitet wyzwolenia narodów Rosji

Tymczasem latem 1944 r. Własow zyskał nieoczekiwanego sojusznika. Był nim przywódca SS Heinrich Himmler – dotychczas zdeklarowany przeciwnik budowania ROA, który w obliczu klęsk, ponoszonych przez Niemców na froncie wschodnim, postanowił poniewczasie reanimować ideę sformowania rosyjskiego, antysowieckiego wojska i wykorzystania go w walkach z Armią Czerwoną. We wrześniu 1944 r. szef SS przyjął Własowa, a następstwem narady była decyzja o utworzeniu Komitetu Wyzwolenia Narodów Rosji (KONR), któremu Himmler obiecał, że natychmiast po odzyskaniu przez Niemców utraconych ziem Związku Sowieckiego, zostanie uznany przez III Rzeszę jako rosyjski rząd tymczasowy. Dwa miesiące później KONR zebrał się w Pradze i ogłosił tzw. Manifest Praski. Wzywał w nim do obalenia „stalinowskiej tyranii", wyzwolenia narodów Rosji spod systemu bolszewickiego i zawarcia „honorowego pokoju" z Niemcami. Prezentował również zarys ustroju przyszłej Rosji, który miał opierać się na silnej władzy państwowej, sprawiedliwości społecznej przy uznaniu zasady poszanowania własności i rozwoju inicjatywy prywatnej w gospodarce, wreszcie równouprawnieniu narodów, zamieszkujących w granicach Rosji.

Czas był jednak nieubłagany dla rosyjskich sojuszników Hitlera i kiedy pod koniec stycznia 1945 r. powstały pierwsze jednostki „Sił Zbrojnych KONR", podporządkowane Własowowi, wojska Armii Czerwonej docierały już nad Odrę. Generałowi nie udało się przy tym ściągnąć pod swoje sztandary wszystkich tzw. wschodnich formacji. Nowa „armia Własowa", która pozostała przy dawnej nazwie ROA, liczyła około 60 tysięcy żołnierzy, zorganizowanych w dwie dywizje (trzeciej nie zdołano sformować i uzbroić) i jednostki wsparcia. Ponadto w ramach tworzonych struktur wojskowych działała szkoła oficerska ROA. W walkach na froncie wschodnim żołnierze Własowa (1. Dywizja ROA, dowodzona przez generała Siergieja Buniaczenkę) wzięli udział dopiero w marcu 1945, gdy bezskutecznie próbowali zlikwidować przyczółek, stworzony przez Armię Czerwoną nad Odrą. W początkach maja 1945 dywizję przerzucono do Czech. Tam ponownie wzięła ona udział w walkach ale... przeciwko Niemcom, kiedy to o pomoc zwróciła się do Buniaczenki Czeska Rada Narodowa, kierująca powstaniem praskim, pacyfikowanym krwawo przez niemieckie formacje SS. Po ciężkich walkach dywizja rozgromiła Niemców. Zarówno Czesi, jak i „własowcy" mieli nadzieję, że do Pragi wkroczą Amerykanie. Kiedy okazało się, że zostanie zajęta przez Armię Czerwoną, wojska Buniaczenki w porozumieniu z powstańcami opuścili miasto, kierując się na zachód, aby poddać się wojskom amerykańskim.

W dniu kapitulacji III Rzeszy jednostki, w których u boku Niemców służyli obywatele Związku Sowieckiego i rosyjscy emigranci znalazły się w części Europy, wyzwolonej przez zachodnich aliantów. Ich dowódcy i żołnierze liczyli na wybuch konfliktu pomiędzy Stanami Zjednoczonymi i Wielką Brytanią a Związkiem Sowieckim, lub przynajmniej bezpieczną emigrację. Wobec Amerykanów i Brytyjczyków, przed którymi składali broń, podkreślali, iż walczyli z reżimem stalinowskim i nie są wrogami zachodnich demokracji, otrzymując w zamian zapewnienia, iż nie zostaną wydani w ręce sowieckie. Obietnice te okazały się jednak bez pokrycia – alianci, którzy na ołtarzu porozumienia ze Stalinem złożyli w Jałcie pół kontynentu, nie zamierzali narażać go na szwank, chroniąc „nazistowskich sojuszników". Ich los był przesądzony.
Rzeź**

Własow i jego najbliżsi współpracownicy, wysocy stopniem oficerowie ROA – Buniaczenko, Truchin, Błagowieszczeński, Zakutny, Zwieriew, Korbukow, Szatow, Meandrów, Malcew, Małyszkin i Żilenkow – zostali wydani Związkowi Sowieckiemu i straceni w 1946 r. jako agenci niemieccy przez powieszenie (jedna z wersji egzekucji, cytowana przez historyków, głosi, iż zawiśli na hakach wbitych pod kości czaszki). Równocześnie na mocy, podpisanej w Jałcie umowy repatriacyjnej, przewidującej repatriację zarówno dobrowolną, jak i przymusową, alianci zaczęli masowo wydawać w ręce sowieckie żołnierzy i oficerów „wschodnich formacji", obywateli sowieckich, a także „białych emigrantów", którzy nigdy obywatelami Związku Sowieckiego nie byli – również tych, którzy nie służyli w jednostkach, tworzonych przez Niemców.„Repatriacja" ta trwała do 1947 r. i objęła prawie 2,5 miliona osób. Spośród nich około 20% (prawie pół miliona!) po procesach stracono lub skazano na 25 lat łagrów; około 45% skazano na 5 do 10 lat łagru lub roboty przy­musowe, albo zesłano na Syberię. Jedynie 20% otrzymało zgodę na powrót do domu (tylko po to by paść ofiarą terroru stalinowskiego na początku lat pięćdziesiątych). Nieznane są losy około 15% „repatriowanych". Historycy przychylają się do opinii, iż część spośród nich zgładzono bez procesów (sowieckich obywateli, przywiezionych do Murmańska i Odessy na pokładzie angielskich statków, oddziały NKWD rozstrzeliwały jeszcze w dokach), inni zmarli podczas transportu, lub zdołali zbiec. Warto pamiętać, że do tej liczby represjonowanych należy doliczyć jeszcze ponad 1,5 miliona sowieckich jeńców wojennych, na których po niemieckich obozach czekały – jako na „zdrajców" i „dezerterów" – łagry.

Nielicznym tylko żołnierzom „wschodnich formacji" udało się uniknąć wydania w ręce sowieckie. Niektórych ocalili amerykańscy i brytyjscy dowódcy, przed którymi skapitulowali – bądź to wstawiając się za nimi u zwierzchników, bądź to umożliwiając im ucieczkę lub nie wydając ich na własną odpowiedzialność. Do ocalenia Ukraińców przyczynił się generał Władysław Anders, wówczas dowódca II Korpusu Polskiego na froncie włoskim. Jego osobiste wstawiennictwo w Londynie uratowało przed „repatriacją" żołnierzy l Dywizji Ukraińskiej Armii Narodowej (powstałej z ukraińskiej 14. Dywizji Grenadierów SS), którzy poddali się we Włoszech Amerykanom i Brytyjczykom. Na wniosek Andersa, władze brytyjskie uznały ich bowiem za obywateli polskich – jakimi według prawa byli, pochodząc z Małopolski Wschodniej, znajdującej się przed sowiecką inwazją 17 września 1939 r. w granicach Drugiej Rzeczypospolitej.

Jak pisał Józef Mackiewicz, autor powieści „Kontra", opisującej m.in. losy żołnierzy jednostek kozackich, współdziałających z Niemcami: „Jedynie prawda jest ciekawa". Jaka jest prawda o „rosyjskim ruchu wyzwoleńczymi okresu II wojny światowej? Czy ta, która opisuje jego uczestników jako oportunistów, zdrajców i zbrodniarzy wojennych spod znaku SS? Czy też może ta, która widzi w nim tragiczny zryw, antysowiecką kontrrewolucję, manipulowaną przez Hitlera, niezrozumianą i zdradzoną przez aliantów, wreszcie wypaczoną przez historyków, którzy dostrzegli w niej tylko sojusznika nazizmu? Czy rację mają dziś Łotysze, Estończycy i Ukraińcy, widzący w swych przodkach w mundurach Waffen-SS przede wszystkim bojowników o niepodległość i uczestników antybolszewickiej krucjaty, czy też ci, którzy uznają ich za „nazistowskich kolaborantów" i wrogów całej koalicji antyhitlerowskiej? Trudno obecnie wyobrazić sobie nie tylko próbę syntezy tak przeciwstawnych ocen, ale nawet prowadzenia przez ich zwolenników racjonalnej dyskusji. Czy będzie kiedyś możliwe pisanie wspólnej historii przez potomków żołnierzy ROA i Armii Czerwonej? A może rozmiary koniecznego wówczas kompromisu przesłonią i rozmyją kontury tego co „naprawdę jest ciekawe".

Myśl.pl 2008 r.

W formacjach Wehrmachtu i SS służyło pod koniec wojny... ponad milion obywateli Związku Sowieckiego

prof. dr hab. Przemysław Waingertner

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3