Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

Od tej strony ich nie znacie

Andrzej Skórka
Roman Ciepiela lubi spędzać czas z wnukami
Roman Ciepiela lubi spędzać czas z wnukami FOT. ARCHIWUM
Tarnów. Roman Ciepiela (PO) może stracić wąsy, jeśli uda mu się wygrać wybory. Kazimierz Koprowski (PiS) to motocyklista i wielki fan zabytkowych samochodów. Przedstawiamy sylwetki obu kandydatów na prezydenta miasta, którzy spotkają się w drugiej turze wyborów.

ROMAN CIEPIELA

Raz był już prezydentem Tarnowa, potem został wicemarszałkiem Małopolski. Jednak jako dzieciak Roman Ciepiela widział się raczej w roli pilota za sterami samolotu. W domu nie unika kucharzenia, jego oczkiem w głowie jest przydomowy ogródek, a ostatnio bardzo do gustu przypadło mu żeglarstwo.

Urodził się w domu przy ul. Brodzińskiego. Jak wszyscy chłopcy z okolicy najczęściej bawił się na podwórku. Zimą uwielbiał jazdę na sankach z górki obok teatru. 7-letniemu Romkowi przytrafił się też niebezpieczny wypadek.

– Na moim podwórku był parkan z długimi bolcami. Któregoś dnia zawisłem na nim przebijając tętnicę! Na szczęście na tej samej ulicy było pogotowie ratunkowe i pomoc przyszła na czas. W szpitalu operował mnie przyjaciel rodziny, znany tarnowski chirurg dr Ryszard Muciek – mówi.

W tamtych czasach marzył o karierze pilota, ale nie tylko. Myślał o zawodzie lekarza, albo strażaka. Bo chciał być użyteczny. Czasy szkolne wspomina z przyjemnością. Mniej więcej w czwartej klasie podstawówki przeżył pierwszą miłość. Nie przez przypadek. Jego szkoła stała się akurat koedukacyjną i po raz pierwszy pojawiły się w niej dziewczyny. W oko wpadła mu koleżanka z klasy pierwszej, która o uczuciu starszego kolegi nigdy się jednak nie dowiedziała. Sam adorator się z tym nie zdradził.

Przyszłą żonę poznał podczas studiów. Pani Alina studiowała na UJ, on sam na Akademii Rolniczej. Zaczęło się od przypadkowego spotkania w okolicy Collegium Novum. Kawaler potrafił być niezwykle szarmancki. Tak, jak podczas lutowej studenckiej wyprawy do Zawoi i marszu do schroniska na Markowych Szcza­winach. Przechodząc w bród przez Skawicę, narzeczoną przeniósł na rękach. Jemu samemu zmoczone spodnie i buty zamarzły.

Pobrali się po dwuletnim „chodzeniu”. Roman Ciepiela jest ojcem dwóch córek: Magdaleny (prawniczki) i Anny (ekonomistki) oraz dziadkiem dwóch wnuków: Marcina i Artura. – Dom rodzinny to oaza spokoju. Nisza, w której można odpocząć i nabrać sił do pracy. Dom ma charakter wielopokoleniowy, w którym każdy ma swoje miejsce – podkreśla.

W tej oazie nie stroni od obowiązków. Prace w ogródku to jest to. Regularnie kosi i pielęgnuje trawnik. W zimie można go spotkać odśnieżającego chodnik przy ul. Słowackiego. Lubi robić to sam, nie angażuje innych. W ostatnie wakacje zmajstrował wnukom drewnianą piaskownicę, sprawnie obsługuje lutownicę. Cieknący kran to również nic strasznego. – Nie często się psuje, więc okazji do wykazania się jest niewiele – dodaje skromnie Ciepiela.

Domownicy przyznają, że zdarza mu się również eksperymentować w kuchni. Efekt? Zapiekanki z makaronem, ziemniakami, warzywami i piersią z kurczaka. Jest mistrzem w gotowaniu barszczu czerwonego i rosołu. A po obiedzie zwykle dopomina się ciasteczek, choćby kęsa czekoladowego wafelka.

Kalorie spala co najmniej raz w tygodniu przez godzinę pływając. Lubi też rowerowe przejażdżki. Do niedawna jeździł na nartach, ale z powodu problemów z kręgosłupem porzucił ten sport. W zamian posmakował żeglarstwa na Solinie. Mimo że na łódce był tylko kilka razy, bardzo mu się spodobało i chyba będzie robił to częściej. Wieczorami wybiera się z żoną na spacery po Piaskówce. Albo odwiedza Park Strzelecki, gdy tylko wie, że jego wnuki bawią się akurat w Ogródku Jordanowskim.

Chwile dla siebie spędza z książką. Ostatnio czytał „Dochodząc do Tak” Rogera Fishe­ra – poświęconą strategii dochodzenia do akceptowanego przez każdą ze stron porozumienia. – Jeśli chodzi o literaturę piękną to jest tego sporo. W dzieciństwie był Jack London, potem i teraz „Mistrz i Małgorzata” Bułhakowa, mistrzostwo warsztatowe i intelektualne oraz genialne wykorzystanie elementu groteski – dodaje. Lubi filmy Wajdy, a z lżejszego repertuaru – „Gwiezdne wojny”. W młodości fascynowała go muzyka Janis Joplin, Hendrixa, potem Led Zeppelin, Santana, ale także Bułat Okudżawa. Prócz tego Queen, Clapton, Budka Suflera.

Wizerunek Ciepieli z nieodłącznym wąsem widać w wielu miejscach miasta. Skąd ten wąs? Zapuścił go w połowie studiów. I pozostaje mu wierny do tej pory. Być może jednak w końcu go zgoli. – Czy zrobię to wzorem Bronisława Komorowskiego? Gdybym został prezydentem Tarnowa, być może byłby to dobry powód – uśmiecha się.

KAZIMIERZ KOPROWSKI

Na siodełku motocyklowym przemierzył Polskę wzdłuż i wszerz. Kolejne „koniki” szefa struktur PiS w Tarnowie Kazimierza Koprowskiego to samochody oraz historia. Ma też wielką słabość do wnuka.

Kilka lat temu, za symboliczne pieniądze, kupił opla kapitana. Samochód z rocznika 1953 był w opłakanym stanie. Koprowski pracuje teraz nad tym, by przywrócić mu dawny blask. Skąd ta pasja? – Samochody zawsze mnie pociągały. Te stare mają w sobie duszę. Odgłos ich pracujących silników, piękny klekot zaworów, to coś nie do opisania – zachwyca się.

Chociaż na oryginalne hobby nie ma na co dzień zbyt wiele czasu, to jednak prace posuwają się systematycznie do przodu. Pospawał i wyczyścił karoserię, pomalował farbą podkładową. Naprawia silnik i skrzynię biegów, dokupuje brakujące części. Przekonuje, że taki remont to dla niego nic trudnego.

W szkole ulubionym przedmiotem była historia. Ze względu na swoją dociekliwość, nauczycielom chłopak sprawiał jednak trochę problemów. Nie raz „w nagrodę” musiał pisać referaty. Wszystko przez jego wiedzę, której na próżno było szukać w szkolnych bibliotekach. Inaczej być nie mogło, skoro jego ojciec jako 20-latek wstąpił do Armii Krajowej.

Do szkoły mały Kaziu biegał bardzo chętnie. Powroty bywały znacznie dłuższe, bo uwielbiał po lekcjach gonić za piłką albo grać w szczypiorniaka. Ściskał też kciuki za Orły Górskiego w 1974 r., ale sport traktował wyłącznie jako rozrywkę. Nie myślał o nim w kategoriach sposobu na przyszłe życie.

Nie przypomina sobie, by w dzieciństwie marzył o konkretnie zawodzie. Wysłuchiwanie opowieści ojca z czasów w AK wywołało zainteresowanie wojskowością. Po studiach miał ofertę pozostania w Wyższej Szkole Wojsk Zmechanizowanych. Ale w tamtym ustroju nie wyobrażał sobie siebie w mundurze.

Już jako chłopak zainteresował się motoryzacją. W wakacje pracował dorywczo, by tylko uzbierać na upragniony motocykl. Ojciec co nieco dorzucił i udało się. Mógł dosiąść własnej maszyny marki WSK z silnikiem o pojemności 125 centymetrów sześciennych.

Zawsze błyszcząca, długo była jego oczkiem w głowie. Wspólnie z żoną Barbarą zjeździli nią całą Polskę. Najdalsza eskapada w siodełku wiodła aż nad morze.

– Pierwsza miłość? To koleżanka z lat szkolnych, która potem została moją żoną – uśmiecha się. Lubili spacery do lasku Lipie albo podziwianie panoramy miasta z Góry św. Marcina. Motocykl też stał się ich wspólnym hobby.

Koprowscy mają dwóch synów. 30-letni Kamil jest informatykiem. 28-letni Arkadiusz skończył zarządzanie, mieszka i pracuje w Szwecji. Jest też niespełna roczny wnuczek Damian, pupilek całej familii. – To niesłychanie inteligentny chłopiec, dla którego straciliśmy głowę. Własnemu dziecku nie pozwalało się robić tego, na co pozwala się wnukom – śmieje się dziadek.

W domu Koprowski to prawdziwa „złota rączka”. Opanowanie instalacji elektrycznych, wodnych, czy c.o. wcale nie przyprawia go o zawrót głowy. Większość awarii albo usterek jest w stanie usunąć własnoręcznie. Takich doświadczeń nabywał, budując własny dom. Brał wtedy na siebie na przykład roboty przygotowawcze, pomocnicze, czy przeróbki instalacji budynku.

Mimo technicznych inklinacji, lider tarnowskiego PiS nie omija kuchni szerokim łukiem. Nie ukrywa, że ma duże zdolności kulinarne. Często przygotowuje specjały na rodzinne spotkania. Przed Wigilią własnoręcznie sprawia karpia i dba, by ryba była smaczna.

Jego ulubionym domowym zakątkiem jest „biblioteczka”. Wieczorami można tam w spokoju popracować, albo zrelaksować się przy lekturze. Zapalony historyk. Napisał pracę doktorską poświęconą szkolnictwu ludowemu w okresie autonomii galicyjskiej. Ostatnio pochłonął książkę o Brygadzie Świętokrzyskiej. Jest pod wrażeniem „Kresów we krwi”. Ale z ciekawością przeczytał też „Kod Leonarda da Vinci”.

Filmy? Więcej niż raz zdarzyło mu się obejrzeć „Stalin­grad” oraz „Arn” o wojnach w Ziemi Świętej. Muzyka? Demis Russos, rytmy południowoamerykańskie, Niemen, Czer­wone Gitary, no i nieśmiertelna Budka Suflera.

Zanim został politykiem, po studiach prowadził własną działalność gospodarczą. Potem uczył w szkole. Będąc dyrektorem SP 23 w Tarnowie przyłączył się do lokalnej prawicowej Ligi Samorządowej. Od 10 lat jest członkiem PiS.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na dziennikpolski24.pl Dziennik Polski