Odważni i zdeterminowani

Redakcja
Fot. z archiwum zespołu
Fot. z archiwum zespołu
Niektórym ich nazwa kojarzy się z... fragmentem ciała młodej polskiej piosenkarki. Oni sami już nie pamiętają skąd wpadli na taki abstrakcyjny pomysł. Kawałek Kulki – zagrają w sobotę 6 marca w krakowskim klubie Forty Kleparz.

Fot. z archiwum zespołu

Nie wierz nikomu po trzydziestce

Jeśli warszawski lub łódzki zespół narzeka, że trudno dzisiaj przebić się na rynku muzycznym, to, co ma powiedzieć grupa, która działa w... Wieprzycach, obecnie przedmieściach Gorzowa Wielkopolskiego?

- Jest więcej minusów niż plusów życia na prowincji. Po prostu jesteśmy zdani na siebie. Całe szczęście dzisiaj jest Internet i komórki. Dzięki temu mamy łączność z resztą świata. Ale lubimy klimat Wieprzyc. Kiedy przyjeżdżamy do jakiegoś dużego miasta na koncert, od razu po występie przerażeni uciekamy do domu. Za dużo ludzi, samochodów, trzeba ciągle się przemieszczać. U siebie mamy wszystko na miejscu – śmieje się wokalista i gitarzysta Błażej Król.

Kawałek Kuli zwrócił na siebie uwagę debiutancką płytą z 2007 roku. Nie wiadomo było jak zaszufladkować młodą grupę – z jednej strony kojarzyła się z indie-rockiem, a z drugiej – z poezją śpiewaną. O brzmieniu zespołu decydowały bowiem nie tylko gitary i bębny, ale także skrzypce.

- Męczyły nas te porównania: najpierw do Myslovitz, potem do Happysad, wreszcie do Pustek. Zastanawiało mnie, że nikt z piszących o zespole nie wykracza poza polskie podwórko. Ale cóż było robić – nie przejmowaliśmy się tym. – śmieje się Błażej.

Było w tym sporo prawdy: bo jeśli istnieje coś takiego jak polskie brzmienie – to debiut Kawałka Kulki był jego ucieleśnieniem. Proste, gitarowe granie, sporo akustycznych dźwięków no i te skrzypce. Skojarzenia były oczywiste. Można było iść nawet dalej tym tropem – Czerwone Gitary, Marek Grechuta, Voo Voo.
Zespół, choć zebrał dobre recenzje za debiut, nie był jednak zadowolony z albumu. Dlatego na drugiej płycie postanowił pójść w zupełnie innym kierunku.

- Od wielu lat byłem fanem Wojtka Kucharczyka. Choć nie słyszałem jego nagrań, wystarczyło mi to, co o nich pisano. Z czasem dotarłem do płyt Mołr Drammaz, Retro.Sex.Galaxy czy The Complainers. Były super – dlatego obok Maćka Cieślaka ze Ścianki czy Grześka Nawrockiego z Kobiet, Wojtek stał się moim muzycznym bohaterem. Kiedy zaczęliśmy się zastanawiać nad nową płytą, pomyślałem, że to właśnie on mógłby ją wyprodukować – wyjaśnia Błażej.

Muzycy z Wieprzyc wysłali więc Kucharczykowi swoje demo, potem zaczęli wymieniać maile i telefony, aż wreszcie grupa pojechała na Śląsk i w ciągu czterech dni nagrała niemal na żywo cały materiał.

- Kiedy do mnie przyjechali, czuli, że znajdują się w martwym punkcie. Ale byli zdeterminowani, aby wyruszyć w nieznane. I nie bali się pójść na przekór wszystkim. Ich znajomi pytali: „Co wy robicie?”. Tymczasem oni byli w pełni świadomi obecnych trendów w muzyce i w pełni mi zaufali – podkreśla Wojtek Kucharczyk.

Ten spec od nowoczesnej elektroniki, zabawiający się ostatnio wyrafinowanym popem, bardzo ucieszył się z możliwości pracy z młodym zespołem. Doświadczenie w tworzeniu niezwykłych dźwięków, sprawiło, że stał się on wymarzonym producentem dla Kawałka Kulki.

- Słychać mnie na tej płycie. I nie ma w tym nic złego. Bo producenta powinno być słychać na płycie. Weźmy takiego Briana Eno czy Timbalanda. Każdy z nich odciska swe piętno na produkowanym materiale. Mało tego – pojawiam się na albumie również jako instrumentalista. Bo choć nagrywaliśmy niemal na setkę, to potem trzeba było dopieścić pewne dźwięki. I wtedy łatwiej mi było dorzucić coś z samplera, niż znowu gonić zespół do studia – mówi Kucharczyk.
Praca nad płytą trwała w sumie ponad pół roku. Ale wszyscy są zadowoleni z jej efektów.

- Zastosowałem tylko proste zabiegi. Tu trochę przesterów, tam perkusja bez talerzy. Potem mastering w Niemczech. I muzyka nabrała zupełnie innego wymiaru. Nagrania są znacznie ostrzejsze, bardziej dosłowne, nowoczesne. Spokojnie mogłyby zaistnieć na Zachodzie – twierdzi Kucharczyk.

Drugi album Kawałka Kulki ukaże się nakładem własnej wytwórni zespołu Kali Kula Records 1 kwietnia. Nowych piosenek będzie można jednak posłuchać już podczas sobotniego koncertu zespołu w Krakowie.

Paweł Gzyl

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie