Okazja do śmiechu

Redakcja
Tadeusz Jacewicz

Z bliska

Tadeusz Jacewicz

Z bliska

W życiu człowieka, narodu, państwa trafiają się nadzwyczajne zbiegi okoliczności, które stwarzają nieoczekiwane możliwości podjęcia korzystnej decyzji. Prywatnie takie zbiegi okoliczności nazywa się okazją. W przypadku państwa nie opracowaliśmy jeszcze definicji. Może dlatego, że szczęścia w ostatnich 200 latach Polska miała nie za wiele i nie trzeba było się wysilać, żeby opisywać powodzenie, cała inwencja szła na barwną prezentację klęsk. Anglikom czy Amerykanom szło jednak lepiej i to oni precyzyjnie określili korzystny przypadek jako "window of opportunity". "Okno na okazję" - można by to dosłownie przetłumaczyć lub opisać bardziej naukowo jako "nieoczekiwany, korzystny zbieg okoliczności". _Jak go zwał, tak zwał, jeśli coś takiego wystąpi, trzeba runąć do przodu i okazję mocno chwycić.
Mamy taką sytuację. Czas szybko leci i podjęta wieki temu, w 1991 roku, decyzja Unii Europejskiej o likwidacji sprzedaży wolnocłowej na obszarze tej wspólnoty ma wejść w życie w końcu czerwca. Za kilka miesięcy, jeśli nie dojdzie do nadzwyczajnych wydarzeń, podróżny wojażujący po obszarze Unii nie będzie mógł zaopatrzyć się w tanie papierosy, alkohol, perfumy itp. wysoko opodatkowane towary. Będzie mógł je przywieźć spoza obszaru Wspólnoty, ale na miejscu nic nie kupi, bo nie będzie gdzie.
Mają zniknąć doskonale zaopatrzone supermarkety na pokładach promów i statków wycieczkowych. Na lotniskach kupować będą Amerykanie, Japończycy czy Polacy, ale miejscowi obejdą się smakiem, bo dla nich sprzedaży nie będzie. Zniknie jedno z kółek napędzających ogromną ruchliwość ludzi w Europie Zachodniej. Jest to duże kółko. Miliony Brytyjczyków jeździło do Francji po to, żeby zaopatrzyć się w tańsze sery, wina i bagietki, ale głównie w celu kupienia whisky i papierosów na pokładzie promów. Zakupy
"duty free", jakby wszystko dokładnie policzyć, nie dają wielkich oszczędności, a niekiedy nie przynoszą żadnych, ale impuls psychologiczny jest potężny. Brytyjczycy jeżdżą do Francji, Niemcy do Danii, Szwedzi do Niemiec. Przez Europę ciągną wędrówki ludów, poruszanych chęcią kupienia taniej.
Nie wiem, co przeszkadzało władzom Unii Europejskiej, ale w dążeniu do uporządkowania wszystkiego podjęły decyzję o likwidacji instytucji zakupów wolnocłowych. Nikt się specjalnie tym nie przejmował, kiedy termin egzekucji był odległy. Teraz nagle zdano sobie sprawę, że za chwilę trzeba będzie wszystko zamknąć. Nie zanosi się na odłożenie decyzji, bo to trzeba by wykonać jednomyślnie, a kilka państw Unii znacznie więcej traci niż zarabia na wolnocłowych zakupach.
I tutaj, po raz drugi zresztą w tej dekadzie, pojawia się dla nas
"window of opportunity". Wytrwali Czytelnicy tej rubryki mogą sobie przypomnieć moje wielokrotne biadania nad niemożnością skłonienia naszych przywódców do wykorzystania podobnego zbiegu okoliczności 9 lat temu. Kiedy, po upadku muru berlińskiego, próbowałem zainteresować ludzi odpowiadających podówczas za polską gospodarkę fantastycznymi możliwościami uruchomienia "duty free" supermarketów na naszej granicy zachodniej, traktowano mnie uprzejmie, acz z pewną litościwą wyrozumiałością. Należną ludziom ze szlachetnymi zamiarami, ale też skłonnością do fantazjowania. Supermarkety nie powstały, pojawiło się natomiast kilkanaście przygranicznych targowisk, gdzie w błocie i tandetnej prowizorce robiono niezłe interesy. Był to ułamek tego, co moglibyśmy zrobić, gdyby sprawę potraktować w kategoriach strategii państwa, ale i to dobre.
Teraz już nie będę pukał do gabinetów ważnych osobistości, bo znudziła mi się czynność, którą w NATO określają
"dmuchaniem pod wiatr". Nazywają to właściwie gorzej, ale zanim zostaniemy pełnymi członkami Paktu, można korzystać ze złagodzonych wersji różnych ważnych definicji. Opiszę więc tylko, co bym zrobił, gdybym był teraz w rządzie. (Musiałbym chyba grzeszyć znacznie więcej niż teraz, żeby zasłużyć sobie na takie nieszczęście). Oto co by się wydarzyło.
Po zaalarmowaniu przez zaprzyjaźnionego emeryta, który ma czas czytać gazety, że Bruksela zamyka sklepy wolnocłowe, zwołałbym w tajnym bunkrze dowodzenia naradę. Przybyłby kwiat gabinetu, ministrowie: spraw wewnętrznych i administracji, finansów, gospodarki, transportu, rolnictwa i ochrony środowiska. Zelektryzowałbym ich perspektywą zarabiania przez Polskę kilku miliardów dolarów rocznie, po stworzeniu tutaj europejskiego centrum zakupów
"duty free"._
Na warszawskim Okęciu stary budynek ruchu międzynarodowego zamieniony by został na gigantyczny bezcłowy supermarket. Warszawskie hotele są puste w weekendy, można więc byłoby wypełnić je wolnocłowymi turystami, którzy za psi pieniądz przyjechaliby, zjedli, wypili, kupili i szczęśliwi polecieli do siebie. Na granicy z Niemcami (kłaniam się z pomysłem z 1990 roku) w niecały rok powstałyby supermarkety, do których klienci mogliby przyjeżdżać, nie przekraczając granicy, bo ta byłaby z tyłu. Tu handel byłby poważniejszy: samochody, elektronika, sprzęt domowy. Wszystko, na co są limity w Unii, tutaj można by sprzedawać bez ograniczeń, bo indywidualnych obywateli żadne ograniczenia urzędowe nie obowiązują. Płacą cło, podatek i mogą przywozić, co chcą.
Mamy ładnych kilka lat przed sobą, zanim wstąpimy do Unii. Można by w tym czasie zarobić wielkie pieniądze. Zarobimy? Proszę mnie nie rozśmieszać.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie