Olga Rudnicka „Oddaj albo giń”. Recenzja książki

Wlodzimierz Jurasz
Wlodzimierz Jurasz
Fot. archiwum
Udostępnij:
Nieoddawanie książek do biblioteki grozi poważnymi konsekwencjami. Do śmierci włącznie

To był błąd. Jako tzw. (w języku feministek) szowinistyczna męska itd. nie powinienem był brać tej książki do ręki. W końcu czytając jakąkolwiek powieść, zwłaszcza należącą do literatury popularnej, chciałoby się zapałać sympatią do bohatera, z którym przyjdzie spędzić kilka do kilkunastu godzin (zależnie od własnej sprawności intelektualnej). A Matyldy Dominiczak, bohaterki powieści „Oddaj albo giń”, autorstwa Olgi Rudnickiej, popularnej pisarki specjalizującej się w lekkich kryminałach, polubić nie sposób. Oczywiście, tylko jeśli się jest wspomnianą szowinistyczną i tak dalej.

I nie chodzi mi o to, że pani Matylda, bibliotekarka marząca o karierze prywatnego detektywa (prywatnej detektywki?), działa w myśl starej zasady „kłopoty to moja specjalność” – jest nadaktywna, problemowa, roztrzepana, w dodatku ma talent do komplikowania życia, i sobie, i całemu otoczeniu. To dałoby się wybaczyć, przecież istnieją nawet szowinistyczne męskie i tak dalej, które lubią podobny typ kobietek. Najgorsze jest to, że bohaterka tej powieści (czy autorka również?) reprezentuje typowo kobiecy (by nie powiedzieć: feministyczny) sposób myślenia. Najlepiej streszczający się w cytacie: „Nikt nie potrafi tak skutecznie podciąć skrzydeł kobiecie jak jej własny mąż” (a tak na marginesie: co potrafią podciąć mężowie cudzy?). A to tylko jedna z wielu światłych myśli i stwierdzeń, dla szowinistycznych męskich i tak dalej dość przerażających.

No cóż, jako się rzekło na początku, było nie czytać. W końcu, by przywołać kolejny cytat z tej powieści, „Pewnych rzeczy warto nie wiedzieć”. Niestety (niestety dla mego samopoczucia), jak już zacząłem czytać, nie mogłem się przemóc i lektury porzucić. Jako człowiek starej daty, wychowany na książkach Joanny Chmielewskiej (którą ceni i Olga Rudnicka) bardzo lubię taki typ komediowych kryminałów. A pani Matylda, bibliotekarka, nie mogła mi się nie skojarzyć chociażby z Joanną, bohaterką „Klina” (1964) Joanny Chmielewskiej (w wersji filmowej „Lekarstwa na miłość”), gdyż podobnie jak ona przypadkowo wplątuje się w aferę kryminalną, próbując rozwikłać zagadkę na własną rękę i komplikując życie policjantom prowadzącym profesjonalne dochodzenie, a w dodatku robiąc to ze specyficznym, opisanym na wstępie urokiem.

Nie mogę też ukryć uznania do płynącego z tej powieści morału. Tytułowe zawołanie „Oddaj albo giń” to hasło, jakim bohaterka książki próbuje zachęcić klientów swojej biblioteki do terminowego zwrotu książek. Jako osobnik posiadający w swym CV analogiczny biblioteczny epizod, wiem jaki to dla biblioteki problem, w pełni solidaryzując się więc z autorką i bohaterką powieści.
A tych niesolidnych czytelników, zwłaszcza takich, którzy książek w ogóle nie oddają, zachęcam do lektury - ku przestrodze. Nie przestrzegając bibliotecznego regulaminu można się władować w spore kłopoty.

Do śmierci między regałami włącznie.

Olga Rudnicka „Oddaj albo giń”, Prószyński i S-ka 2020, 412 str.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Pamiątki po rotmistrzu Pileckim

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Dziennik Polski
Dodaj ogłoszenie