Olimpijczycy czy gladiatorzy

Redakcja
Amerykańscy bobsleiści John Napier, Charles Berkeley, Steven Langton and Christopher Fogt jechali do mety na własnych głowach Fot. EPA/Peter Klaunzer. Dostawca: PAP/EPA
Amerykańscy bobsleiści John Napier, Charles Berkeley, Steven Langton and Christopher Fogt jechali do mety na własnych głowach Fot. EPA/Peter Klaunzer. Dostawca: PAP/EPA
Nowożytne igrzyska miały czerpać wzorce ze starożytnej Olimpii, a nie dawnego Rzymu, w którym rozrywki dostarczali gladiatorzy. Impreza w Vancouver jeszcze się nie zaczęła, gdy kanadyjskie miasto i olimpijski świat pogrążyły się w żałobie.

Amerykańscy bobsleiści John Napier, Charles Berkeley, Steven Langton and Christopher Fogt jechali do mety na własnych głowach Fot. EPA/Peter Klaunzer. Dostawca: PAP/EPA

SERIA WYPADKÓW. Śmierć gruzińskiego saneczkarza położyła się cieniem na igrzyskach

12 lutego podczas treningu zginął saneczkarz z Gruzji. Nodar Kumaritaszwili wypadł z toru i uderzył w stalowy filar. Jechał z prędkością 140 km/h. - Zginął w pogoni za pasją - stwierdził przewodniczący MKOl Jacques Rogge. Uroczystość otwarcia igrzysk w Vancouver poświęcono pamięci zmarłego gruzińskiego sportowca.

Wypadków na tym torze doznali także inni zawodnicy, na szczęście nie były śmiertelne. Dwukrotny złoty medalista Włoch Armin Zoeggler sunął po torze przez 200 metrów, asekurując się rękami tak, aby sanki nie uderzyły go w głowę. Polski trener mówił, że sanki kręciły się wokół leżącego Włocha jak śmigło samolotu. Rumunka Violeta Stramaturaru rozbiła się na zakręcie, straciła przytomność i trafiła do szpitala.

Pecha miała też łotewska czwórka bobslejowa, druga w klasyfikacji Pucharu Świata w tym sezonie. Wycofała się z igrzysk w Vancouver po wypadku na treningu. Członkowie załogi Janisa Mininsa doznali poważnych obrażeń. Z kolei kanadyjscy bobsleiści Lyndon Rush i Lascelles Brown nie "wyrobili się" z zakręcie, ich bob dojechał do mety płozami do góry, a Rush opuścił tor z zakrwawioną ręką.

Nie brakowało także innych, drobniejszych wypadków, do jakich dochodziło na kolejnych arenach. Wypadków nieraz pospolitych, bo zdarzających się wszędzie, niejako wkalkulowanych w uprawianą dyscyplinę, jak chociażby wypadnięcie z trasy podczas konkurencji alpejskich. Najgroźniej wyglądał upadek ukraińskiego skoczka Witalija Szumbarca, który uderzył głową w zeskok i stracił przytomność. Odwieziono go do szpitala, gdzie na szczęście nie stwierdzono złamań.

Śmiertelny wypadek gruzińskiego sportowca, który położył się cieniem na igrzyskach, zmusza do postawienia fundamentalnego pytania: czy sportowy świat w pogoni za sukcesem nie przekracza barier bezpieczeństwa? Tor sameczkowy w Whistler został przystosowany do szybkości wynoszącej maksymalnie 130 km/h, jednak jeżdżono po nim szybciej - rekord wyniósł aż 154 km/h. Tam, gdzie wypadł z toru Gruzin, powinna stać specjalna osłona z pleksi. Organizatorom zabrakło jednak wyobraźni. Na szczęście gospodarze kolejnych igrzysk, które odbędą się w Soczi, zapowiadają, że tamtejszy tor będzie miał łagodniejsze nachylenie.

Nasza mistrzyni Justyna Kowalczyk skrytykowała organizatorów za fatalne zabezpieczenie tras biegowych. Wypadek Petry Majdic jest tu koronnym argumentem. Słowenka przyjechała do Kanady jako główna rywalka Polki i Skandynawek w biegach. Nie nacieszyła się długo startami. Cały świat oglądał na ekranach, jak podczas treningu przed wyścigiem sprinterek Majdic na zakręcie wypada z trasy i znika gdzieś w przepaści. Zakręt, absolutnie niezabezpieczony i całkiem odkryty, był prawdziwą pułapką, w której utkwiły olimpijskie marzenia Słowenki.

Majdic została przewieziona do szpitala, początkowo zapewniano jednak, że zawodniczka nie doznała poważniejszych urazów i - choć silnie poturbowana - wystartowała w sprincie, zdobywając brąz (za Norweżką Bjoergen i naszą Kowalczyk). Niebawem okazało się, że Majdic złamała cztery żebra! Na podium weszła przy pomocy trenera, nie było jednak mowy o kolejnych startach.
Zastanawia występ Majdic w sprincie. Niewątpliwie było to bohaterstwo, czy warto jednak aż tak ryzykować zdrowiem? Kto dopuścił ją do walki? Czy lekarze nie wiedzieli o złamanych żebrach? Czy też kierownictwo słoweńskie wolało postąpić tak, jak zrobił przed laty nasz słynny trener? W finale igrzysk olimpijskich w Tokio polski bokser Marian Kasprzyk w przerwie walki zakomunikował Feliksowi Stammowi: - Panie trenerze, chyba złamałem palec. Szkoleniowca zmroziło, w ciągu sekundy musiał podjąć decyzję na wagę złotego medalu... - Pewnie ci się zdaje - rzucił do boksera. Kasprzyk wrócił na ring, wygrał finałową walkę i przyjechał do kraju z ręką w gipsie.

Majdic i Kasprzyk to niewątpliwi bohaterowie igrzysk, nie można jednak nie postawić pytania, czy ta postawa, zwłaszcza postawa otoczenia zawodników, nie ociera się o granice gladiatorstwa?

A podczas igrzysk uważać trzeba, jak w życiu, na każdym kroku. Niemiecki saneczkarz David Moeller wywalczył w Vancouver srebrny medal. Po dekoracji pozował fotoreporterom, zgodnie z obecną modą, nadgryzając trofeum. Moeller tak zacisnął szczęki na srebrnej plakietce, że złamał ząb i wylądował na fotelu dentystycznym...

Jan Otałęga

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie