Olimpijska skocznia tuż za domem

Redakcja
Fot. Michał Klag
Fot. Michał Klag
25 maja zaczyna Pan przygotowania do nowego, olimpijskiego sezonu. Za Panem półtoramiesięczny urlop. Była całkowita "laba"?

Fot. Michał Klag

ROZMOWA Z ADAMEM MAŁYSZEM. Najlepszy polski skoczek może się przygotowywać do sezonu wspólnie z Janne Ahonenem

- Było trochę wytchnienia od treningu, ale już od pewnego czasu zacząłem się ruszać, jeździłem na rowerze, biegałem. Chodziło o to, aby się do treningów przygotować fizycznie. Gdybym tego nie zrobił, to po tygodniu, dwóch ostrych zajęć byłbym jak "dętka". A ja najlepiej odpoczywam jak jestem w ruchu, lubię się krzątać wokół domu, w ogródku.
Będzie miał Pan komfortowe warunki treningowe, bo pierwsze zgrupowanie z trenerem Hannu Lepistoe zaplanowane jest w Szczyrku na skoczni "Skalite", a więc kilkanaście kilometrów od domu...
- Cieszę się, że przybywają w Polsce nowe skocznie, jest już nie tylko Zakopane, ale nowy obiekt w Wiśle-Malince, przebudowana skocznia w Szczyrku.
Czy to prawda, że skocznia K 90 w Whistler, na której odbędzie się konkurs olimpijski, ma bardzo zbliżony profil do obiektu w Szczyrku?
- Według obliczeń, które sprawdzał Łukasz Kruczek, rzeczywiście skocznia "Skalite" bardzo przypomina obiekt w Whistler. Parametrami się niczym nie różnią. Ale trzeba pamiętać, że na każdej skoczni jest inna termika, inaczej są ustawione belki. To mnie cieszy. Będę miał Whistler koło domu (śmiech)...
Po dobrych wynikach na zakończenie minionego sezonu odżył Pan psychicznie...
- Tak, wróciła chęć do pracy. Starty w Skandynawii i Planicy dały mi "kopa". Motywacja zawsze była, ale jeśli do tego są wyniki, to człowiek idzie na skocznię z wielką radością, naładowany pozytywnymi emocjami.
Jakie są Pana plany na Letnie Grand Prix? Czy wystartuje Pan we wszystkich konkursach?
- To jeszcze nie jest ustalone. Na pewno wezmę udział w większości konkursów. Trzeba latem startować na igelicie. Od kilku lat widać, że jeśli ktoś dobrze startuje latem, to jest potem przełożenie tego na wyniki zimą. Tak było ze mną przed paroma laty, potem z Morgensternem i w ostatnim sezonie ze Schlierenzauerem. Dobre rezultaty latem wpływają korzystnie na psychikę skoczka, ale najważniejsze jest to, że poprzez starty ma się kontakt z czołówką światową. Można trenować, człowiekowi wydaje się, że skacze dobrze, ale w konfrontacji z silnymi rywalami to może być za mało. Dlatego trzeba cały czas szukać kontaktu z najlepszymi.
Cieszy Pana powrót na skocznię Janne Ahonena?
- Oczywiście, to świetny skoczek. Słyszę od Hannu Lepistoe, że Ahonen rozmawiał z nim o możliwości wspólnych treningów ze mną. Ahonen, który podobnie jak ja będzie trenował indywidualnie, poza kadrą, chciałby przyjechać do Szczyrku, potem może wspólnie poćwiczymy w Lahti, rodzinnym mieście Ahonena i Lepistoe. Konkrety nie są jeszcze ustalone, ale wspólne ćwiczenia z takim skoczkiem jak Ahonen mogą dać tylko same korzyści.
Mówi się, że Finowie dopracowali się świetnego systemu szkolenia...
- Jest zupełnie inny niż w Polsce. U nas są zgrupowania kadry, u nich zawodnik trenuje głównie w klubie, a potem najlepsi powoływani są do reprezentacji. Wszyscy zawodnicy skaczą według jednego schematu. U nas każdy trener robi coś innego.
Trenował już Pan kiedyś z takimi gwiazdami jak Ahonen?
- Były takie próby, ćwiczyliśmy przed laty wspólnie z Czechem Sakalą, potem z Japończykami. Jeśli się jedzie na zagraniczne zgrupowanie, to zazwyczaj na skoczni spotyka się rywali.
Co Pan powie o pomysłach FIS z nowym punktowaniem uzależnionym od siły i kierunku wiatru, z obniżaniem belki podczas konkursu...
- Dla mnie to jest bzdura. Nie tędy droga. Nie chciałbym, aby to się tak potoczyło. Skoki stracą na atrakcyjności. Są prace nad tym, mają być latem próby, ale nie sądzę, aby zyskały poparcie. Wiem, że nasz związek jest temu przeciwny.
A jak podobają się propozycje, by zmienić zasady finansowania, premiowano by nie jak do tej pory 10-tkę, tylko 30-tkę, w związku z tym nagrody dla najlepszych były niższe...
- Skoki to jest sport indywidualny. Kto wygrywa powinien być doceniony, specjalnie nagrodzony. Do tej pory zasady były dobre. W żadnym sporcie tak nie ma, że premiuje się zawodnika dwudziestego czy trzydziestego.
Pana marzeniem jest brakujący w kolekcji złoty medal olimpijski. Po ostatnich zawodach w Planicy okazało się, że także w konkursie drużynowym możecie myśleć o podium...
- Ja zawsze bardzo poważnie podchodziłem do zawodów drużynowych. Zazwyczaj bywało jednak tak, że odstawaliśmy od rywali. W minionym sezonie udowodniliśmy, że jesteśmy w stanie walczyć z najlepszymi. Zaczęto się nas bać. To jest zastrzyk optymizmu, także dla kolegów, którzy zobaczyli, że można ograć czołowe zespoły świata. Już na mistrzostwach świata w Libercu mówiłem kolegom, że gdyby nie 38-letni Okabe, medal byłby nasz. Liczę, że spełni się powiedzenie, co się odwlecze, to nie uciecze...
Rozmawiał Andrzej Stanowski

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie